Marcin C., mieszkaniec Torunia, pracował jako stolarz w Szwecji. Wakacje postanowił spędzić z rodziną w Polsce. Kilka dni temu, gdy słońce mocno świeciło, wybrał się z żoną na spacer. Razem z wielkim psem szukali wytchnienia nad Wisłą. - To był moment. Pies pływał dosłownie kilka metrów od brzegu. Nagle zniknął. Marcin go wołał. Wskoczył za nim do wody. Wyglądało, jakby chciał ratować psa - opisuje jeden ze znajomych mężczyzny.
To wszystko działo się na oczach żony Marcina C. Kobieta wiedziała, że mąż dobrze pływa, w pierwszej chwili się nie niepokoiła. Ale mijały minuty, a nie pojawiał się na powierzchni rzeki. Wezwała pogotowie i straż pożarną. Płetwonurkowie dopiero po 12 godzinach natknęli się na zwłoki mężczyzny na dnie Wisły. Rzeka miała tam ok. 3 metrów głębokości i szybki nurt.
Sprawą utonięcia Marcina C. zajmują się śledczy. - Relacje świadków tego zdarzenia są sprzeczne. Wyjaśniamy okoliczności wypadku - mówi podinsp. Wioletta Dąbrowska z toruńskiej policji.