Alarm w drodze na Księżyc. Astronauci dostali niepokojący komunikat
Załoga misji Artemis II jest już w drodze na Księżyc. Na pokładzie kapsuły Orion lecą cztery osoby: Reid Wiseman, Christina Koch, Victor Glover i Jeremy Hansen. To pierwszy taki lot od ponad 50 lat. Podróż rozpoczęła się od ważnego manewru. Silnik statku został uruchomiony na kilka minut, żeby wyprowadzić kapsułę z orbity Ziemi i skierować ją w stronę Księżyca. To moment, po którym nie ma już łatwego odwrotu. Około 20 minut po tym manewrze pojawił się alarm. System pokazał komunikat o możliwej nieszczelności w kabinie. To jedna z najgroźniejszych sytuacji w kosmosie. Taki problem może oznaczać utratę ciśnienia i zagrożenie dla życia załogi. Astronauci przyznali, że to był moment napięcia. Z jednej strony lecieli już w stronę Księżyca, z drugiej musieli brać pod uwagę szybki powrót na Ziemię.
Centrum kontroli lotów w Houston potwierdziło, że ciśnienie w kabinie jest prawidłowe
Na szczęście szybko okazało się, że to fałszywy alarm. Centrum kontroli lotów w Houston potwierdziło, że ciśnienie w kabinie jest prawidłowe. Takie same odczyty mieli też astronauci na pokładzie. Misja mogła być kontynuowana. Lot Artemis II ma potrwać około 10 dni. Statek przeleci wokół Księżyca i wróci na Ziemię. To test przed planowanym lądowaniem ludzi na Księżycu w kolejnych latach. Podróż nie jest łatwa. Astronauci mówią, że w kabinie było zimno i trzeba było zmieniać ustawienia systemów, żeby poprawić temperaturę. Śpią w śpiworach przypiętych do ścian, każdy w innym miejscu. Sam start też był dla nich zaskoczeniem. Choć byli przygotowani, moment odpalenia rakiety zrobił duże wrażenie. Misja jest ryzykowna, bo Orion to wciąż nowy statek. Jego systemy nie były wcześniej sprawdzane z załogą w tak dalekiej podróży. W razie poważnej awarii powrót na Ziemię byłby trudny. Po okrążeniu Księżyca kapsuła wróci w stronę Ziemi. Wejście w atmosferę nastąpi z bardzo dużą prędkością. Na końcu statek wyląduje na oceanie, gdzie załogę podejmą służby ratunkowe.