Sprawa Macieja Sz. ujrzała światło dzienne zupełnie przypadkiem. Do Prokuratury w Nowym Dworze Mazowieckim zgłosiła się matka 14-letniego chłopca, która znalazła wśród rzeczy syna miłosne listy od zakonnika. Podczas postępowania w jego sprawie wyszły na jaw także inne ofiary. Maciej Sz. został ostatecznie oskarżony o sześć przestępstw, z czego cztery miały charakter seksualny: w maju 1999r. podstępem doprowadził do poddania się innej czynności seksualnej - pod pozorem masażu polecił swojej ofierze rozebranie się do naga, a następnie dotykał jej ud, okolic genitaliów, brzucha, pośladków i klatki piersiowej; w bliżej nieokreślonym czasie między wrześniem 2000r. a marcem 2001r. próbował całować w usta i przytulać chłopca, który nie skończył 15 lat; od lutego 2012r. do lutego 2013 na terenie klasztoru w Zakroczymiu wielokrotnie doprowadził do innej czynności seksualnej, dotykając bioder, przytulając i całując w usta 14-letniego chłopca; od lutego do lipca 2013r. kilkukrotnie napastował tego samego chłopca, dotykając go w miejsca intymne pod pozorem masażu, a także nakłonił swoją ofiarę, by dotykała jego ciała udzielając mu korzyści majątkowych i osobistych. Rozprawa toczyła się za zamkniętymi drzwiami, ale wczoraj prokuratura poinformowała media o wyroku: 4 lata więzienia, obowiązek poddania się terapii, nakaz wypłaty w sumie 30 tysięcy złotych zadośćuczynienia i 10-letni zakaz kontaktu z trzema poszkodowanymi oraz dożywotni zakaz pracy z dziećmi. Wyrok nie jest prawomocny, co oznacza, że oskarżony może się od niego odwoływać.
Zobacz też: Ksiądz katecheta uwiódł swoją uczennicę?