15 sierpnia 1920 r. - Tadeusz Płużański w rocznice Bitwy Warszawskiej 1920

2020-08-15 16:28 Tadeusz Płużański
Tadeusz Płużański
Autor: Super Express

Urodził się w Miechowie 15 sierpnia 1920 r. - w dniu „Cudu nad Wisłą”. Tadeusz Płużański, mój Ojciec. Po latach jako filozofa niósł go personalizm równolatka - Jana Pawła II. Patriotyzm ukształtowało dzieciństwo w Wilnie i młodość w Warszawie. Rodzina, szkoła, harcerstwo.

Dwa i pół miesiąca przed niemiecką agresją zdążył zdać maturę w liceum im. Tadeusza Czackiego. 29 września 1939 r., jako ochotnik 77. Pułku Piechoty, został ciężko ranny w bitwie o Janów Lubelski. „Pozwólcie mu spokojnie umrzeć, są tu inni, którzy mają szansę” - zawyrokował lekarz. Ojca uratowała siostra Czerwonego Krzyża Janina Gociewicz.

Najpierw była konspiracja w Polskiej Ludowej Akcji Niepodległościowej (do PLAN należał też Czesław Łapiński, który w 1948 r. żądał dla Ojca kary śmierci), potem w Tajnej Armii Polskiej (tu pierwszy raz służył pod rozkazami rtm Witolda Pileckiego). Przyjaciół Niemcy rozstrzelali w Palmirach, mojego dziadka Wacława, nauczyciela, zamordowali na Pawiaku. Ojciec trafił na pięć lat do KL Stutthof. W maju 1945 r. na murach Elbląga zobaczył plakaty: „AK – zapluty karzeł reakcji”.

Związał się z Pileckim i jego grupą wywiadowczą. W czerwcu 1946 r. przywiózł z Włoch rozkaz gen. Andersa o „opuszczeniu Kraju”. Pilecki odmówił: „Ktoś tu musi trwać bez względu na konsekwencje”. Pilecki przekonywał: "Chociaż Ty się ratuj". Ojciec został ze swoim dowódcą. Kilka dni po ślubie 6 maja 1947 r. na Poczcie Głównej w Warszawie zaczepiło go dwóch smutnych panów.

Słowa ubeka Różańskiego-Goldberga: "Masz u mnie dwa wyroki śmierci" potwierdziły się 15 marca 1948 r. Mojej babci „sędzia” Jan Hryckowian (były AK-owiec) powiedział: „Gdyby to ode mnie zależało, pani syn nigdy kary śmierci by nie dostał”, a w dodatkowej opinii napisał, że Pilecki i Płużański „na ułaskawienie nie zasługują”.

Ale grupa więźniów Stutthofu podpisała petycję do Bieruta: „Pomagał wszystkim, bez względu na narodowość, niejednego podniósł na duchu, niejednemu życie uratował. Na terenie obozu była to bezsprzecznie jedna z najszlachetniejszych postaci człowieka współwięźnia”.

W celi na Rakowieckiej wśród współwięźniów nie zobaczył Witolda Pileckiego. Był 25 maja 1948 r. Tego dnia dobrowolny więzień Auschwitz został zamordowany. Do dziś nie udało się odnaleźć miejsca, gdzie komuniści ukryli jego zwłoki.

Doświadczenie represji obu totalitarnych systemów pozwoliło Ojcu na refleksję: czerwony terror niszczył człowieka nie tylko fizycznie, ale także psychicznie. Za rotmistrzem Witoldem Pileckim powtarzał: „Stutthof to była igraszka”. Szczęśliwie to sowieckie „wyzwolenie” przyszło nie 15 sierpnia 1920 r., ale chwilę później.

Najnowsze