Czytać i rozumieć

2018-07-04 5:00 Leszek Miller
Leszek Miller
Autor: Super Express

Polska Ludowa zlikwidowała analfabetyzm, ale nie wszystkich nauczyła czytać ze zrozumieniem. Wydawałoby się, że skoro w konstytucji napisane jest, że pierwszego prezesa Sądu Najwyższego powołuje prezydent na sześcioletnią kadencję, to placu do urojeń nie ma żadnego. Ale nie. Są tacy, którzy przekonują, że przepis konstytucyjny jest rozciągliwy jak guma, przeto nadaje się świetnie do najrozmaitszych interpretacji.

Pierwszy fantasta Rzeczpospolitej postanowił właśnie, że wchodząca w życie ustawa rozstrzyga kwestię przejścia pani prezes Gersdorf w stan spoczynku. Prezydent uznał, że zwykła ustawa stoi wyżej niż konstytucja, co pogłębia i tak już nieukrywane zażenowanie macierzystej uczelni pod adresem Andrzeja Dudy. Wydział Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego niejednokrotnie apelował do swojego absolwenta o przestrzeganie konstytucji i dochowanie złożonej przysięgi. Wspólnota akademicka wzywała swojego wychowanka do wetowania ustaw, które nie mieszczą się w standardach Unii Europejskiej oraz Rady Europy. Wszystko na nic, bo gestorem poczynań doktora Dudy nie jest prawo, a dysponent polityczny.

Duda niejednokrotnie wyrażał się pogardliwie o ustawie zasadniczej. Twierdził, że jest „przejściowa”, „mniejszościowa”, „napisana w gabinetach” i „dla elit”. Pomijał milczeniem fakt, że w referendum konstytucyjnym wzięło udział ponad 12 milionów obywateli, którzy w większości opowiedzieli się za jej przyjęciem. Nie wspominał, że uchwalenie konstytucji było poprzedzone pięcioletnim okresem prac i konsultacji nad jej projektem. Nie posunął się wprawdzie do określeń Józefa Piłsudskiego, który z lubością nazywał demokratyczną konstytucję z 1921 r. „konstytutą” i twierdził, że „śmierdzi chlewem poselskim”, ale inspiracje marszałka w odniesieniu do obowiązującego prawa są widoczne. Jest zresztą z czego czerpać. Na mocy rozporządzenia prezydenta Mościckiego władze sanacyjne mogły przenosić do innego sądu lub w stan spoczynku sędziów wszystkich szczebli bez ich zgody. Minister Grabowski, a wcześniej prokurator zasłużony w procesie brzeskim, wprowadził zwyczaj przysyłania do sądów okręgowych gotowych wyroków opracowanych w Warszawie. A nad wszystkim królował przepis, który zapewne ucieszyłby dziś Zbigniewa Ziobrę, że „naczelny nadzór nad wszystkimi sądami i sędziami sprawuje Minister Sprawiedliwości”.

Najnowsze