Spis treści
- Oscary 2026. Maciek Szczerbowski z nagrodą za animację, a film Paula Thomasa Andersona rozbija bank
- Maciek Szczerbowski opuścił Polskę w latach osiemdziesiątych. Reżyser żartował ze sceny
- „The Girl Who Cried Pearls” to mroczna baśń z morałem. Animacja poklatkowa zachwyciła Akademię
- Sześć statuetek dla filmu „Jedna bitwa po drugiej”. Paul Thomas Anderson dziękuje współpracownikom
- Rywalizacja gigantów na Oscarach 2026. Ryan Coogler i Guillermo del Toro z deszczem nagród
- Jessie Buckley najlepszą aktorką. Oscary 2026 upamiętniły Roberta Redforda
Oscary 2026. Maciek Szczerbowski z nagrodą za animację, a film Paula Thomasa Andersona rozbija bank
Podczas dziewięćdziesiątej ósmej gali wręczenia nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej bezkonkurencyjny okazał się obraz Paula Thomasa Andersona pod tytułem „Jedna bitwa po drugiej”. Z perspektywy polskich widzów kluczowym momentem wieczoru było jednak uhonorowanie pochodzącego z naszego kraju Maćka Szczerbowskiego statuetką za najlepszą krótkometrażową animację. Artysta odebrał to wspólnie z Chrisem Lavisem, z którym stworzył docenione przez krytyków dzieło „The Girl Who Cried Pearls”.
Maciek Szczerbowski opuścił Polskę w latach osiemdziesiątych. Reżyser żartował ze sceny
Urodzony w naszym kraju filmowiec i animator opuścił ojczyznę jeszcze w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku, kiedy to wspólnie z najbliższymi wyemigrował do Kanady. To właśnie w Ameryce Północnej rozwijał swoją artystyczną pasję, która ostatecznie zaprowadziła go na najważniejszą filmową scenę świata. Odbierając złotą statuetkę za produkcję zrealizowaną u boku Chrisa Lavisa, zwycięzca z uśmiechem przyznał, że pięcioletnia praca nad obrazem wymagała ogromnych pokładów cierpliwości nie tylko od samych twórców, ale przede wszystkim od członków ich rodzin.
„The Girl Who Cried Pearls” to mroczna baśń z morałem. Animacja poklatkowa zachwyciła Akademię
Siedemnastominutowe dzieło „The Girl Who Cried Pearls” przyjmuje formę posępnej przypowieści, która analizuje ludzką chciwość. Fabuła przenosi widzów do Montrealu z początków dwudziestego stulecia. Ubogi chłopak z portowej dzielnicy spotyka niezwykłą dziewczynę, której łzy natychmiast zamieniają się w prawdziwe perły. Młodzieniec szybko zaczyna handlować tymi cennymi przedmiotami, a jego wspólnikiem zostaje bezlitosny kupiec węszący ogromny zysk. Główny bohater staje przed trudnym wyborem pomiędzy rosnącym uczuciem do cierpiącej partnerki a wizją szybkiego bogactwa, do którego nieustannie namawia go zachłanny handlarz. Historię tę opowiada z perspektywy czasu starszy mężczyzna, który pokazuje swojej wnuczce jedną z łez nazywaną przez niego najcenniejszym skarbem. Całość wykonano wymagającą techniką animacji poklatkowej, która idealnie współgra z baśniowym klimatem przestrogi przed bezdusznym wykorzystywaniem emocji innych ludzi.
Sześć statuetek dla filmu „Jedna bitwa po drugiej”. Paul Thomas Anderson dziękuje współpracownikom
Produkcja „Jedna bitwa po drugiej” zdominowała tegoroczną galę, triumfując w najważniejszych kategoriach, czyli jako najlepszy film, a także za reżyserię oraz scenariusz adaptowany. Fabuła skupia się na grupie byłych rewolucjonistów łączących siły w celu ocalenia córki dawnego przyjaciela, co przyniosło Seanowi Pennowi trzeciego już w jego karierze Oscara za rolę drugoplanową, choć sam aktor nie pojawił się na uroczystości. Złote rycerzyki powędrowały również w ręce specjalistów od montażu i castingu. Cassandra Kulukundis przeszła do historii jako pierwsza laureatka nagrody w nowej kategorii castingowej, a w swoim wystąpieniu przypomniała o trzydziestoletniej współpracy z reżyserem przy dziesięciu różnych projektach. Chwilę po niej na scenę wkroczył sam Paul Thomas Anderson, zgarniając najważniejsze laury wieczoru. Twórca mocno zaznaczył, że swój spektakularny triumf zawdzięcza przede wszystkim ekipie, która uwierzyła w jego wizję i poświęciła ogrom czasu na pracę na planie.
Rywalizacja gigantów na Oscarach 2026. Ryan Coogler i Guillermo del Toro z deszczem nagród
Tuż za liderem uplasował się obraz „Grzesznicy” w reżyserii Ryana Cooglera, który ostatecznie zdobył cztery nagrody Amerykańskiej Akademii Filmowej. Produkcję tę wyróżniono za najlepszy scenariusz oryginalny, kreację pierwszoplanową w wykonaniu Michaela B. Jordana, a także za świetne zdjęcia Autumn Durald Arkapaw oraz ścieżkę dźwiękową skomponowaną przez Ludwiga Göranssona. Trzy złote statuetki powędrowały z kolei do twórców „Frankensteina” Guillermo del Toro. Głosujący docenili niesamowitą oprawę wizualną adaptacji klasycznej powieści Mary Shelley, nagradzając kostiumy autorstwa Kate Hawley, widowiskową scenografię oraz doskonałą charakteryzację i fryzury.
Jessie Buckley najlepszą aktorką. Oscary 2026 upamiętniły Roberta Redforda
W kategorii najlepszej aktorki pierwszoplanowej zwyciężyła Jessie Buckley, która zachwyciła krytyków swoją kreacją Agnes w produkcji „Hamnet” wyreżyserowanej przez Chloé Zhao. Odbierając prestiżową nagrodę artystka wyznała, że praca nad tym filmem pozwoliła jej głębiej zrozumieć potęgę matczynej miłości, po czym zadedykowała wyróżnienie chaotycznym sercom wszystkich matek na świecie. Tradycyjnie ważnym punktem ceremonii był segment wspomnieniowy In Memoriam, podczas którego oddano hołd ludziom kina zmarłym w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy. Szczególną uwagę i osobny fragment transmisji poświęcono absolutnej legendzie srebrnego ekranu Robertowi Redfordowi, który w przeszłości sam triumfował na oscarowej gali jako reżyser „Zwyczajnych ludzi”.