Bohaterowie AK bronią naszych żołnierzy

2007-11-19 21:12

Krakowscy kombatanci rozpoczynają batalię o wypuszczenie na wolność szeregowych żołnierzy, aresztowanych w związku z masakrą ludności cywilnej w Afganistanie.

- Jeśli mieli rozkaz dowódcy, musieli go wykonać. Dlatego nie powinni teraz za kratami czekać na finał śledztwa - uważa mjr Kazimierz Kemmer (84 l.), były żołnierz AK z Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych, które wystąpiło do ministra sprawiedliwości w tej sprawie.

Szeregowy wykonuje rozkazy

- Nie wypowiadamy się co do winy żołnierzy, to decyzja sądu - dr Jerzy Bukowski (52 l.), przewodniczący POKiN tłumaczy, dlaczego zdecydowali się na ten dla wielu kontrowersyjny krok. - Chodzi o zróżnicowanie odpowiedzialności, szeregowy żołnierz wykonuje rozkazy, to dowódcy ponoszą odpowiedzialność.

Major Kazimierz Kemmer jako frontowy żołnierz wie o tym najlepiej. W chwilach, gdy liczą się sekundy, nie pora na dylematy.

- Trzeba dokładnie sprawdzić, co tam się naprawdę wydarzyło - podobnie jak i on uważa kpt. Jerzy Krusenstern (84 l.), który najpierw jako harcerz bronił Grodna, a potem w szeregach AK walczył z okupantem. - Bez poznania prawdy trudno ferować wyroki.

Plutonowy podchorąży Kazimierz Guzikowski (83 l.), prezes Okręgu Małopolskiego Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, od samego początku ma wyrobione zdanie na temat całej sprawy. Sądzi, że nasi komandosi nie mogli się zachować inaczej.

- Tam w każdej wiosce czyha niebezpieczeństwo - jako doświadczony żołnierz z podziemia wie o tym najlepiej. - Zasadą jest, że zbliżając się do wsi, gdzie jest niepewna sytuacja, należy ostrzelać ten teren. Takie zapadają rozkazy. Żołnierze nie mogą się zastanawiać nad ich zasadnością.

Prośba do ministra

Dlatego bazując na swym frontowym doświadczeniu, kombatanci spod znaku POKiN wystąpili do ministra sprawiedliwości prof. Zbigniewa Ćwiąkalskiego o objęcie specjalnym nadzorem śledztwa w tej sprawie. Byli oficerowie i żołnierze Wojska Polskiego II RP oraz AK skupieni w porozumieniu uważają, że pełną odpowiedzialność za tę tragedię ponoszą wyłącznie oficerowie, którzy wydawali rozkazy.

Dr Bukowski przekonuje, że żołnierz musi, zwłaszcza w warunkach bojowych, bezgranicznie ufać swojemu dowódcy i spełniać wszystkie jego polecenia, nawet wtedy, jeśli wydają mu się kontrowersyjne. To właśnie zrobili komandosi. I to zaprowadziło ich w konsekwencji za kraty.

Nie będą mataczyć

- Aresztowanie oficerów jest uzasadnione z uwagi na rangę zarzutu, ich podwładni mogliby jednak odpowiadać z wolnej stopy - nie ma wątpliwości przewodniczący POKiN. - Nie uciekną przecież z Polski, nie będą mataczyć. Wystarczy zabrać im paszporty i przekazać pod dozór żandarmerii. Po cholerę chłopaki mają na święta siedzieć w areszcie, a rodziny cierpieć? - pyta twardo Bukowski.

Armia nie opuściła aresztowanych spadochroniarzy

Biorąc pod uwagę to, co przechodzą, żołnierze są w dobrym stanie psychicznym - mówi "Super Expressowi" dowódca wojsk lądowych gen. broni Waldemar Skrzypczak (51 l.). Żołnierzy podejrzanych o popełnienie zbrodni wojennej generał odwiedził wczoraj w poznańskim areszcie garnizonowym.

Dowódcy wojsk lądowych towarzyszył biskup polowy WP, ks. gen. Tadeusz Płoski (51 l.), który udzielił aresztowanym błogosławieństwa.

- Najbardziej bolesne dla aresztowanych są informacje o tym, że wojsko pozostawiło ich samych sobie. Zapewniłem ich, że tak nie jest. Powiedziałem, że wierzymy, iż nie są winni czynów, które im zarzuca prokuratura - mówi gen. Waldemar Skrzypczak.

Dowódca wojsk lądowych rozmawiał z każdym z żołnierzy z osobna. Spotkania odbyły się w obecności prokuratora wojskowego. Nie wolno było poruszać tematu ciążących na żołnierzach zarzutów.

- Warunki w areszcie są dobre. Aresztowani mają możliwość widzeń z rodzinami. Nie skarżyli się na nic. Prosili tylko o wsparcie - mówi "Super Expressowi" gen. Waldemar Skrzypczak.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki