Aż sześćset pięćdziesiąt osób zdecydowało się jednak na taki wydatek. Bo obietnica spędzenia wspólnego z nimi sylwestra w klubie Lombard na przedmieściach Chicago była pociągająca.
W zamian polonusi zostali zrobieni w balona. Ubrana niczym bufetowa na imieninach pani Joasia i jej partner mieli tylko dwa wyjścia do publiczności. Za to było co oglądać. Nasza Magda M., by podkreślić swoje krótkie nóżki, ubrała... krótką świecącą sukienkę przed kolanko, ozdobioną kwiatkami w krzyczących kolorach. Do tego - światowy hit - odblaskowe różowe szpilki i fryzura godna sprzedawczyni ze sklepu mięsnego z lat osiemdziesiątych. Lekko odęte usteczka i ogromne kolczyki, przypominające ozdoby choinkowe, a nie damską biżuterię, dopełniały całości.
Trudno więc się dziwić wściekłości obecnej na imprezie publiki, że za wspólne zdjęcie z tą wiochą (ale przecież polską wiochą, więc zrozummy sentyment wielu chętnych) zainteresowani musieli jeszcze dopłacić po 20 dolarów. Bo tak zdecydował znajomy Brodzik i Wilczaka, na którego zaproszenie poprowadzili polonijnego sylwestra. Jak chałtura, to chałtura. A wiadomo - pieniądze nie śmierdzą. Para polskich celebrietes dostała za sam udział w balu około dwunastu tysięcy dolarów. Więc jakoś te pieniążki gospodarze musieli odrobić.
A jak ktoś chciał zbliżyć się do Joasi i Pawła, natykał się na mur w postaci rosłego ochroniarza. Była to prawdziwie obciachowa "Noc z gwiazdami". Ale każdy ma takie gwiazdy, na jakie zasłużył.