Ten dzieciak jest nam obcy

2008-10-15 4:00

Nieuleczalnie chory Damianek (2 l.), został przygarnięty przez bielską rodzinę. Teraz może trafić z powrotem do sierocińca, bo urzędnicy z Bielska-Białej, wspomagani przez radnych miejskich, odmówili pomocy nowej rodzinie dziecka. Wszystko dlatego, że chłopczyk pochodzi z Częstochowy. - Przecież to nie "nasze" dziecko - mówią bezwstydnie urzędnicy.

Bielscy urzędnicy podzielili dzieci na lepsze i gorsze. Historia Damianka i jego zastępczej rodziny, państwa Ewy Feret-Bortkiewicz (55 l.) i Donata Bortkiewicza (50 l.), przekonuje o tym we wstrząsający sposób. Damianek przyszedł na świat upośledzony. Lekarze mieli sporo kłopotów, żeby "schować" chociażby maleńki kręgosłup, który wykształcił się na zewnątrz ciałka niemowlaka. Wodogłowie, pęcherz moczowy na zewnątrz ciała, to już "mniejsze" z dolegliwościÉ Matka nie chciała opiekować się takim dzieckiem. Wydawało się, że Damianek resztę życia spędzi w częstochowskim przytułku, gdy zjawili się tam Bortkiewiczowie.

Państwo Bortkiewiczowie postanowili przygarnąć Damiana. - Naszym życiowym celem było i jest niesienie pomocy takim właśnie dzieciakom. Odtrąconym, niechcianym przez wszystkich - tłumaczy pani Ewa. Już wcześniej małżeństwo adoptowało ciężko chorego, zaledwie rocznego Zbysia. Niestety operacja Zbysia się nie powiodła. Pani Ewa bezradnie patrzyła, jak Zbyś odchodzi. - Śmierć Zbysia strasznie nas przygnębiła. Było już tak bliskoÉ - wzdycha kobieta.

Rodziny, które adoptują ciężko chore dzieci mogą liczyć na finansowe wsparcie z miejskiej kasy. Chodzi dokładnie o 2,5 tys. zł zasiłku.

Wydawało się, że w końcu niechciany przez nikogo innego Damian znalazł prawdziwy dom i kochających rodziców. Czar prysł nagle. Urzędnicy z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej oburzyli się na rodzinę Bortkiewiczów, że ta adoptowała "obce" dziecko z Częstochowy. Urzędnicy postanowili, że na "obce" dziecko nie będą wypłacać zasiłku. Ewa i Donat Bortkiewiczowie zdębieli. Zrozpaczona rodzina próbowała szukać wsparcia u bielskich radnych. - Napisaliśmy do nich skargę. Mieliśmy nadzieję, że chociaż nas wysłuchają - mówi pani Ewa. Nic z tego. Radni nie tylko odrzucili skargę, ale nawet nie dali Bortkiewiczom dojść do głosu. O odrzucenie skargi wnioskowała Komisja Rewizyjna. Pod dokumentem podpisał się radny Adam Michalski. Nie ma wiele do powiedzenia. - Przebywam teraz w Rumunii. Może jak wrócęÉ - usłyszeliśmy od radnego. Tylko jeden radny, Adam Ruśniak, wstrzymał się od głosu. -ĘNie znam tej sprawy szczegółowo, nie chciałem więc bez wiedzy decydować o czyimś losie - uzasadnił radny.

 

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki

ROLKI