"Super Express" jako pierwszy dotarł do wyników kontroli zleconej przez pełnomocnika rządu ds. zwalczania korupcji Julię Piterę (53 l.).
Czas odebrać urzędasom karty kredytowe. Bo rozpasanie pracowników wszystkich niemal resortów sięgnęło zenitu. Do dyspozycji ministrów, sekretarzy stanu, podsekretarzy i dyrektorów w urzędach było aż 185 kart kredytowych. Jak wykazała kontrola, korzystało z nichÉ 189 osób.
Zamienili ministerstwo na hotel
Kto miał największą słabość do służbowych kart kredytowych? Z luksusowych hoteli najczęściej korzystali urzędnicy Ministerstwa Finansów. W ciągu 24 miesięcy wydali w nichÉ 209 tys. zł! Jak obliczyliśmy, ekipa pod egidą szefowej resortu Zyty Gilowskiej (58 l.) oraz Stanisława Kluzy (35 l.) wydawała miesięcznie na hotele ok. 9500 zł. Za tę kwotę można by przez dwa tygodnie mieszkać w luksusowym apartamencie, np. w hotelu Holiday Inn we WrocławiuÉ W hotelu można było też spotkać innych urzędników. Resort środowiska na noclegi wydał 65 tys. zł, a gospodarki 58 tys. zł.
Owoce morza i inne frykasy
Ministrowie i ich zastępcy nie omieszkali też korzystać z ofert drogich knajpek, w których oficjalnie odbywały się spotkania służbowe. Oficjalnie, bowiem najczęściej spotkania miały charakter prywatny. Płacono oczywiście służbową kartąÉ Stałymi bywalcami restauracji byli urzędnicy Ministerstwa Rozwoju Regionalnego z Grażyną Gęsicką (56 l.) na czele. Wydali 92 tys. zł (miesięcznie ok. 4,2 tys. zł). 53 tys. zł wydał resort obrony narodowej z Radkiem Sikorskim (44 l.) i Aleksandrem Szczygło (44 l.). A ledwie 7 tys. zł mniej urzędnicy z resortu finansów. Co na to PiS? Poseł Tadeusz Cymański (52 l.) broni ministrów rządów jego partii. - Nie róbmy taniego państwa na zasadzie dziadostwa. Karty są wygodnym instrumentem płatności dla urzędników najwyższego szczebla. Każdy przypadek powinien być oceniany rzetelnie i indywidualnie - mówi poseł.
Hulaj dusza, piekła nie ma
Urzędnicy mogli korzystać z limitu kredytowego na karcie od 1 tys. zł doÉ 50 tys. zł. Choć nie wolno im było używać kart do celów prywatnych, w praktyce często było inaczej. Dowolnie dysponowali limitem kredytowym między innymi urzędnicy ministerstw: Finansów, Skarbu Państwa, Środowiska i Sportu. Jak udało nam się ustalić, aż 95 proc. wydatków uznanych za prywatne urzędnicy zdążyli już zwrócić do ministerialnych kas. Ze strachu przed kontroląÉ jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy.