17-letnia Dominika Paćkowska wyszła do kościoła i zniknęła bez śladu. Kamera nagrała niepokojący moment

2026-06-11 9:04

Dominika Paćkowska miała zaledwie 17 lat, kiedy zaginęła bez śladu. W Wielki Piątek powiedziała bliskim, że idzie do kościoła, a następnie wyszła z domu. Miała wrócić za mniej więcej półtorej godziny, ale z czasem okazało się, że nigdy nie dotarła do świątyni. Ślad po niej zaginął w 2017 roku i do tej pory nikt nie wie, co przytrafiło się nastolatce. Nie pomogły wieloletnie poszukiwania, nagłośnienie sprawy w mediach czy zaangażowanie służb w całej Polsce. Dominika Paćkowska wciąż uznawana jest za zaginioną. Jaka tajemnica kryje się za tą sprawą?

To był Wielki Piątek, 14 kwietnia 2017 roku, około godziny 8:20 w Płocku, który mieści się w województwie mazowieckim. 17-letnia Dominika Paćkowska wyszła wówczas z domu, by udać się na mszę w kościele pod wezwaniem świętego Stanisława Kostki. Powiedziała najbliższym, że wróci za około półtorej godziny. Tego dnia już raz wychodziła z domu, na niewielkie zakupy, o które poprosiła ją mama. Zostawiła siatki w przejściu, a później ruszyła w stronę świątyni – tak przynajmniej powiedziała rodzinie. Nie zabrała ze sobą żadnych dokumentów, ani telefonu. Jej komórkę znaleziono dopiero później w mieszkaniu: leżała za książkami na regale. Nastolatka była bez pieniędzy, bez torebki czy plecaka, co kazało sądzić, że rzeczywiście poszła do kościoła. Nigdy tam jednak nie dotarła, nie wróciła również do domu. Jakby rozpłynęła się w powietrzu.

Dobra uczennica, otoczona wianuszkiem znajomych. W tle informacja o starszym mężczyźnie

Dziennikarz Janusz Szostak w swojej książce pod tytułem „Urwane ślady” opisywał, że Dominika nie sprawiała problemów wychowawczych w przeszłości. Była dobrą uczennicą, akceptowaną w rówieśniczym środowisku, nie narzekała na brak koleżanek czy większe problemy z nauką. Zdaniem wspomnianego reportera, nastolatka była jednak w związku ze starszym od siebie o kilka lat chłopakiem. Gdy była w emocjonalnym dołku, ten miał z nią zerwać, co mogło wpłynąć na pogorszenie jej stanu psychicznego. Stąd teoria o odebraniu sobie życia, pozostająca jednak w sferze domysłów, ponieważ oficjalnie Dominika Paćkowska wciąż jest poszukiwana.

Poznaj więcej historii: Pokój Zbrodni

Kiedy sprawa zniknięcia 17-latki została zgłoszona na policję, służby natychmiast rozpoczęły swoje działania. Zabezpieczono między innymi nagrania z kamer monitoringu i okazało się, że jedna z nich uchwyciła Dominikę. Na wideo widać, jak wchodzi na most imienia Legionów Piłsudskiego. Poruszała się bardzo szybko, jakby była zdenerwowana. Analiza jej trasy wykazała, że już wtedy wcale nie kierowała się w stronę kościoła, jak powiedziała bliskim przed wyjściem z domu.

Aspirant sztabowy Krzysztof Piasek z Komendy Miejskiej Policji w Płocku mówił w tamtym okresie, że mundurowi nie mają żadnego tropu poza tym wejściem na most. Kamery nie uchwyciły momentu, na którym byłoby widać, że 17-latka z niego schodzi. Ale dowodów na jej ewentualny skok do wody także nie ma. - Możemy przyjmować jedną z hipotez, że mogła skoczyć z tego mostu do Wisły, jednak nie jest tak, że tylko na tej hipotezie się skupiamy, ponieważ prowadzimy poszukiwania wielotorowo. Bierzemy pod uwagę możliwość, że chciała zerwać ze swoim dotychczasowym życiem, chciała coś zmienić – zastrzegał policjant.

Z ustaleń śledczych wynika, że Dominika nie miała wrogów, nie była też z nikim w konflikcie. Potwierdzają to między innymi zeznania różnych świadków. Zwyczajna, lubiana i pogodna dziewczyna. Dlaczego tego dnia była w złym humorze? Czy teoria o zakończeniu związku z partnerem, co miało doprowadzić do jej załamania, jest prawdziwa? To pytania, na które nadal nie poznaliśmy odpowiedzi.

- Kamera zarejestrowała moment, jak dziewczyna pojawia się na początku mostu Legionów Józefa Piłsudskiego. Jest to jednak kamera obrotowa, jej pełny obrót trwa około dwie i pół minuty. Gdy obiektyw ponownie skierowany został na most, Dominiki już tam nie było. Pewne jest, że nie przeszła na drugą stronę rzeki, gdyż zdążyłby to zarejestrować monitoring. Niewykluczone, że planowała skoczyć z mostu, jednak wycofała się z tego i zeszła schodami na dół, do ulicy Rybaki, a potem skierowała się w stronę zalewu Sobótka, i na jego wysokości skręciła nad Wisłę – tak w książce „Urwane ślady” opisywał ustalenia śledczych świętej pamięci Janusz Szostak.

Dominika Paćkowska i historia przeglądarki. Wpisywała hasła, które mrożą krew w żyłach

W dniu zaginięcia Dominika Paćkowska była ubrana w szary płaszcz przed kolano, z futerkiem przy kapturze, a także w czarne spodnie i glany. Dziewczyna ma 169 centymetrów wzrostu, niebieskie oczy i falujące, długie włosy. Komunikat policji, który opublikowano w okresie zaginięcia nastolatki, brzmiał następująco: „Wszystkie osoby, które mogły widzieć dziewczynę, a 14 kwietnia w godzinach od 8:40 do 9:30 przechodziły lub przejeżdżały przez most, zarówno od strony centrum miasta, jak i od strony osiedla Radziwie, proszone są o zgłoszenie się do Komendy Miejskiej Policji w Płocku. Szczególnie proszone o kontakt są osoby posiadające wideo-rejestratory samochodowe w swoich pojazdach”. Teraz, z uwagi na upływ czasu, pozostaje tylko apel o zgłaszanie się świadków bądź osób, które mogą mieć jakiekolwiek informacje na temat tego, gdzie przebywa lub co stało się z Dominiką Paćkowską.

Czytaj również:  Jak naprawdę zginął Łukasz Litewka? Prokuratura ujawnia nowe fakty. Ludzie będą w szoku

Niedługo przed zaginięciem, jak wynika z nieoficjalnych medialnych ustaleń, 17-latka miała wyszukiwać w sieci informacji na temat tego, jak odebrać sobie życie poprzez utopienie. Tego typu hasła odnaleziono rzekomo w historii pamięci przeglądarki na jej komputerze oraz w telefonie.

- W kwietniu 2017 roku razem z Fundacją „Na Tropie” włączyłem się w poszukiwania Dominiki. Przez kilka kolejnych dni prowadziliśmy akcję na brzegu wyspy – pisał Janusz Szostak. - Jest to teren, który nie został dokładnie sprawdzony, i chcemy to teraz zrobić. Choćby po to, by go wykluczyć. Według naszych informacji Dominika przychodziła tu ze swoim chłopakiem – dodawała Aldona Szostak-Błaszczyk z ramienia Fundacji.

Teren przeczesano kilkakrotnie, przeprowadzono też niezależne eksperymenty i analizy. Nie przyczyniło się to jednak do odnalezienia 17-latki. Jej zaginięcie zgłoszono oficjalnie około godziny 14:00, kiedy nie wróciła do domu. Służby uważają, że w tym okresie mogła jeszcze żyć i błąkać się dość długo nad Wisłą, raczej w miejscach niezbyt uczęszczanych, co wyjaśniałoby brak osób, które mogły ją zauważyć.

- Ona lubiła takie nieco dzikie zakątki, zapewne była tu nie po raz pierwszy. 29 kwietnia wskazałem zresztą policji obszar, gdzie należy jej szukać. Niestety, nie dało się go sprawdzić bez użycia sonaru, było tam bardzo głęboko: od 3 do 7 metrów, co potwierdziła echosonda na policyjnej motorówce – wskazywał Szostak w książce „Urwane ślady”. - Z policjantami umówiliśmy się, że poszukiwania w tym miejscu będą kontynuowane z użyciem sonaru oraz śmigłowca – dodawał dziennikarz.

Zobacz galerię zdjęć. Dalsza część materiału znajduje się pod nią.

Zaniedbania służb i potknięcia, które mogły pogorszyć sytuację. "Kardynalny błąd"

29 kwietnia Dominiki szukała także jej rodzina oraz przyjaciele, którzy zaangażowali się w akcję. Sprawdzano nadwiślańskie tereny w okolicach Brwilna, gdzie Wisła często znosi ciała tak zwanych „topielców”. Tam poszukiwanej dziewczyny również nie odnaleziono. Oczywiście swoje działania nadal prowadziła też policja, straż pożarna oraz Wodne Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe. Poszukiwania były zakrojone na szeroką skalę, z wykorzystaniem zaawansowanego sprzętu i uwzględnieniem brzegów rzeki. Dna Wisły przez długi czas nie dało się jednak sprawdzić bez sonaru, a ten pojawił się dopiero 5 maja po godzinie 11:00. Zdaniem Szostaka, był to kardynalny błąd, który mógł zaważyć na tym, że sprawy do dziś nie rozwiązano.

Zobacz także:  7-letnia Karina Surmacz zniknęła. Była świadkiem brutalnej egzekucji własnej matki. Nazwali ją dzieckiem mafii

- Byliśmy umówieni, że podpłyną do nas z sonarem i sprawdzą miejsce, gdzie naszym zdaniem może znajdować się Dominika. Mieli ten teren spenetrować także płetwonurkowie. Niestety, nie doszło do tego, mimo że rano jeszcze raz wszystko uzgadnialiśmy z policjantem prowadzącym akcję poszukiwawczą. Według mnie to, co się działo potem, było kpiną, a nie penetrowaniem dna Wisły – pisał dziennikarz w książce „Urwane ślady”.

Z jego relacji wynikało, że łódź z sonarem przepłynęła jedynie dwa razy środkiem Wisły: od przystani Petrochemii do mostu Legionów, w dodatku ze źle ustawionym urządzeniem, na znacznie niższej szerokości zasięgu przy niewłaściwych obliczeniach. Rzecz jasna służby odpierały te zarzuty, ale dziennikarz zostawał przy swoim. - Jaki był problem, żeby sprawdzić to miejsce z bliska, aby zszedł tam płetwonurek? Żaden. Policjanci już wcześniej dawali do zrozumienia, że kończą im się pomysły na poszukiwania. Dlaczego nie skorzystali z naszych wskazówek, skoro byliśmy w tej sprawie umówieni? Byliśmy my, był sonar, byli płetwonurkowie: czemu ich nie wykorzystano? - zastanawiał się Janusz Szostak. Ostre słowa dziennikarza wobec pracujących wówczas przedstawicieli służb skończyły się zresztą dla niego pozwem sądowym. Wszystko przez komentarz, mówiący o tym, że strażacy byli zmęczeni świętowaniem dniem ich patrona, świętego Floriana, dlatego urządzili sobie rekreacyjny rejs po Wiśle zamiast prawdziwą penetrację terenu.

Dominika Paćkowska wciąż jest uznawana za zaginioną. Każdy może pomóc w poszukiwaniach

O tym, że działania z sonarem były prowadzone nieprawidłowo, mówił też Radosław Jurkowski, instruktor nurkowania i były komandos, który zaznaczał, że najpierw powinno się wytyczyć obszar poszukiwań, podzielić go na rejony podstawowe i drugoplanowe, a teoria, jakoby dało się spenetrować całe dno rzeki takiej jak Wisła, płynąc raz lub dwa razy jej środkiem, jest nieprawdziwa. - To absurd, nie ma takiej możliwości – podkreślał.

Poszukiwania tego dnia nie przyniosły odpowiedzi na to, czy Dominika Paćkowska wskoczyła do Wisły, ale przy okazji odnaleziono ciało innej osoby: mężczyzny w wieku 40-50 lat. Nie miał on jednak żadnego związku z tą sprawą, do jego przypadku przydzielono inny zespół śledczych.

Czy służby mogły zrobić coś więcej, by rozwikłać sprawę zaginionej nastolatki? Czy gdyby we właściwy sposób użyto sonarów od razu, a nie po dłuższym czasie, akta zostałyby już domknięte? Trudno odpowiedzieć jednoznacznie na tego typu pytania. Pewna opieszałość czy niedokładność mogły jednak istotnie doprowadzić do sytuacji, w której zwłoki zostały zniesione w dół rzeki, w inne miejsce, więc ich odnalezienie w pierwotnej lokacji było niemożliwe. Jednocześnie warto podkreślić, że służby zapewniają o profesjonalizmie swoich działań, wbrew zarzutom. - Nie mamy sobie nic do zarzucenia – podkreślali niejednokrotnie funkcjonariusze. Spór Szostaka ze strażakami, analizowany przez sąd w pozwie o zniesławienie, którego dziennikarz miał się dopuścić według mundurowych, zakończył się finalnie na jego korzyść. Sąd Rejonowy w Płocku uniewinnił Janusza Szostaka od zarzutów dokładnie 15 marca 2019 roku. Zapowiadano jeszcze apelację, ale informacji na temat jej finału brak. Dziennikarz śledczy zmarł dwa lata później, 10 grudnia 2021 roku.

Tymczasem to, co najistotniejsze w tej sprawie, pozostaje nierozwiązane: Dominika Paćkowska nadal jest poszukiwana. Jeżeli posiadasz informacje na temat tego, co mogło się jej przytrafić albo gdzie może się znajdować, niezwłocznie skontaktuj się z najbliższą jednostką policji.

Sonda
Jak oceniasz polską policję?
Pokój Zbrodni - Dominika Paćkowska

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki