Karina Surmacz to córka Anny Surmacz, pseudonim „Andzia”, która w tamtym okresie związała się z niejakim Piotrem S., pseudonim „Świr”. Dziecko, za sprawą matki i jej konkubenta, znalazło się w samym środku gangsterskich porachunków w Warszawie. Dramatyczne sceny w mieszkaniu rodziny, które mieściło się na parterze bloku przy ulicy Dąbrowskiego 92 na Mokotowie, miały zdaniem śledczych rozegrać się podczas Świąt Bożego Narodzenia, konkretnie 26 grudnia 2002 roku. To wtedy jeden z sąsiadów słyszał podejrzane hałasy dobiegające z mieszkania na dole, ale nie zaniepokoiły go na tyle, by wezwać policję. W późniejszym czasie okazało się za to, że napisał w tej sprawie donos, który potem trafił do pracowników administracji.
Zabójca stanął w drzwiach. Pozbawił dziewczynkę matki, ale Karina Surmacz mogła przeżyć
Zgodnie z ustaleniami policjantów, napastnik, który postanowił pozbawić życia parę, zapukał do mieszkania, jak gdyby nigdy nic. Był zaopatrzony w broń, prawdopodobnie z tłumikiem, dlatego strzały nie zaalarmowały sąsiadów. Drzwi otworzył mu Piotr S., który zginął przez to jako pierwszy. Sprawca strzelił do niego trzykrotnie w klatkę piersiową, a kiedy mężczyzna upadł na ziemię i walczył o każdy oddech, został dobity poprzez strzał w głowę. Agresor przeszedł następnie do kolejnego pokoju, przekraczając nad zwłokami „Świra”. Anna Surmacz leżała wtedy na tapczanie, nie zdążyła nawet zareagować, gdy dostrzegła napastnika. Otrzymała dwa pociski w głowę i potem jeszcze dwa: jeden znowu w głowę, a drugi w plecy.
Poznaj więcej historii: Pokój Zbrodni
– Nie było dla nas wątpliwości, że to klasyczne zabójstwo porachunkowe. Dzień przed Wigilią „Świr”, czyli członek gangu mokotowskiego, opuścił areszt, w którym siedział od sierpnia. Jego konkubina, Anna Surmacz, miała zaś w tej bandzie mocną pozycję jako handlarka narkotykami. Podejrzewaliśmy, że poszło o rozliczenia, ale doznaliśmy szoku, gdy okazało się, że w mieszkaniu powinna być jeszcze siedmioletnia córka. A dziecko zniknęło – opowiadał jeden z policjantów stołecznego wydziału „terroru i zabójstw”, który zajmował się sprawą, cytowany przez stację TVP.
Policjanci zostali wezwani na miejsce przez siostrę ofiary, Małgorzatę N., która przyszła do mieszkania kilka dni po morderstwie, konkretnie w sylwestra. Chciała zobaczyć się z Anną, aby wypytać ją o los przyjaciela rodziny, Rafała Mikołajczyka o pseudonimie „Święty”, który tuż po Bożym Narodzeniu miał podobno odwiedzić „Andzię”, ale niedługo później ślad się po nim urwał. Kobieta przez jakiś czas dobijała się do drzwi, pukała i nerwowo naciskała dzwonek, lecz nikt nie reagował. W końcu sięgnęła po swój komplet kluczy, który niegdyś siostra jej zostawiła, i postanowiła wejść do środka. Męczyło ją bowiem przeczucie, że coś złego mogło się stać. Małgorzata N. niestety się nie myliła – ku jej przerażeniu, w mieszkaniu dostrzegła prawdziwą masakrę. Piotr S. leżał w przedpokoju w kałuży krwi, więc kobieta od razu wezwała policję. Nawet nie wchodziła dalej - wtedy jeszcze nie wiedziała, że w kolejnym pokoju leży jej martwa siostra. Prawdę poznała dopiero po tym, jak na miejsce przyjechali funkcjonariusze.
Dla Małgorzaty N. oczywistym było, że w mieszkaniu powinna znajdować się jeszcze 7-letnia Karinka. Informację przekazała śledczym, a ci rozpoczęli jej poszukiwania. Wówczas wyszło na jaw, że z lokum zniknęło kilka ubrań dziewczynki oraz pościel, co sugerowało, że dziecko nie padło ofiarą morderstwa, a zostało porwane. Jednocześnie niejasnym pozostało, czy do zabrania 7-latki przyczynił się sprawca zabójstwa, czy może ktoś inny. Hipotezy były bowiem różne, a jedna z nich głosiła, że dziewczynka schowała się w szafie lub za wersalką, była świadkiem całego zajścia, ale napastnik nie wiedział o jej obecności, więc wyszedł i nie skrzywdził dziecka. Niedługo później, albo nawet następnego dnia, jakaś osoba trzecia miała zjawić się na miejscu i zabrać ze sobą 7-latkę. Drugi wariant zakładał, że Karinę uprowadził sam sprawca, który nie chciał mordować jej na miejscu, aby – jak wskazywano - nie drażnić warszawskich funkcjonariuszy.
Dwa zaginięcia w podobnym czasie. Czy Karina Surmacz została uratowana i ukryta?
W toku śledztwa dwa tajemnicze zaginięcia finalnie połączono w jedną sprawę. Policjanci byli przekonani, że zniknięcie kilkuletniej Kariny oraz Rafała Mikołajczyka w podobnym czasie nie może być przypadkowe. „Święty” miał pojechać do tej rodziny 27 grudnia, czyli dzień po zabójstwie, którego dokonano w mieszkaniu na Mokotowie. Czy to możliwe, że to on zabrał ze sobą Karinę, chcąc na przykład chronić dziecko? Mężczyzna był przyjacielem rodziny, bardzo często gościł u siebie małą, był jej ojcem chrzestnym, więc ta mocno mu ufała. Mama Kariny była z kolei matką chrzestną dziecka Mikołajczyka. On zaś miał dorabiać u Anny handlem narkotykami, by zdobywać pieniądze na swój własny towar. - W aktach śledztwa znaleźliśmy bilingi wskazujące, że tego dnia ktoś dzwonił do Mikołajczyka z telefonu Anny Surmacz. W tym czasie Anna i Piotr już nie żyli. Mogła to być tylko dziewczynka. Czy prosiła przyjaciela o pomoc, widząc, że jej rodzice nie żyją? Nie wiadomo. Od tej pory los obojga jest nieznany – pisał dziennikarz Rafał Pasztelański na łamach portalu TVP Info.
Czytaj także: Marzena Cichocka zginęła w męczarniach? Nigdy jej nie znaleziono. "Zabawiliśmy się i wrzuciliśmy do rowu"
Teorię uwiarygodniły zeznania Karoliny J., partnerki „Świętego”, która twierdziła, że 27 grudnia 2002 roku, około godziny 13:00, Mikołajczyk faktycznie zadzwonił do Andzi, ale telefon odebrała 7-letniego Karinka. Wtedy poddenerwowany mężczyzna stwierdził, że musi do nich pojechać i wyszedł z mieszkania. To był ostatni raz, kiedy Karolina widziała go na własne oczy. Próbowała jeszcze do niego pisać, dzwonić, wypytywać o miejsce pobytu. - Odpowiedział, że jest niedaleko domu i będzie za 20-30 minut. Nie powiedział jednak, gdzie jest. Miałam wrażenie, że był jakiś inny, przygaszony, trochę smutny – zeznawała kobieta. Jej partner do celu nigdy nie dotarł.
Po kilkunastu miesiącach śledztwa sprawa została umorzona i właściwie zapomniana, choć raz na jakiś czas policja przypomina o wciąż trwających poszukiwaniach Kariny Surmacz. Co ciekawe, jeden ze świadków twierdził, że kilkanaście dni po zbrodni widział dziewczynkę w towarzystwie jakiegoś chłopaka, mieli wówczas poruszać się tramwajem po Warszawie. Inny świadek rozpoznał natomiast „Świętego” w krakowskim ośrodku pomocy społecznej. Ale żadne z tych zeznań nie miały poparcia w dowodach, nie potwierdziły ich też nagrania z kamer monitoringu.
Zobacz galerię zdjęć. Dalsza część materiału znajduje się pod nią.
Zakładanych wersji wydarzeń jest co najmniej kilka. Ta, w którą najmniej wierzą śledczy, mówią o tym, że Mikołajczyk rzeczywiście zabrał ze sobą Karinę i ukrył ją przed zemstą gangu mokotowskiego. Jeszcze inna teoria mówi, że „Święty” dotarł do dziecka, ale na miejscu pojawiły się jeszcze inne osoby, które uprowadziły ich oboje. Telefoniczne bilingi wskazywały na możliwe uczestnictwo w zdarzeniu Marcina S., pseudonim Mołek, który był uznawany za członka grupy mokotowskiej. Mężczyzna miał tego dnia przemieszczać się w tej samej okolicy, a wcześniej wykonać wiele połączeń na numer Anny Surmacz. On sam nie pamiętał jednak rozmowy ze „Świętym”, ponieważ był pijany. Do Andzi dzwonił, bo chciał złapać kontakt z Piotrem S., pseudonim „Świr” – tak przynajmniej zeznał. Zarzekał się ponadto, że nie wie, kto stoi za zbrodnią.
Porachunki gangów w tle. Karina Surmacz nazwana "dzieckiem mafii"
Podejrzenia padały też na wiele innych osób, w tym na Oskara Z., który przez jakiś czas miał być podobno konkubentem Andzi. Gdy trafił do aresztu, ich relacja się skończyła, ale on zakazywał kobiecie spotykania się z jakimikolwiek mężczyznami, ponieważ był o nią bardzo zazdrosny. Jego relacje z Piotrem S., który stał się nowym partnerem kobiety, uległy wtedy znacznemu pogorszeniu. Pod uwagę brano więc wątek dotyczący zemsty na parze, ale Oskarowi Z. nigdy niczego nie udowodniono i nie zostały mu postawione żadne zarzuty w tym zakresie. On sam uważał, że ktoś inny próbuje wrobić go w zabójstwo Piotra i Anny, a informacje o jego rzekomym związku z kobietą to bzdury i plotki, które ktoś rozsiewał na ich temat. - Łączyły nas wyłącznie stosunki koleżeńskie – zarzekał się w zeznaniach.
Zobacz również: Paulina zabiła troje dzieci! Najmłodsze miało 8 miesięcy, najstarsze 4 lata. Babcia odkryła makabrę
Jeszcze jedna teoria, której przyglądali się śledczy, mówiła o działaniach konkurencyjnego gangu, któremu Anna Surmacz i Piotr S. mieli podbierać klientów związanych z narkobiznesem. Wśród motywów przewijały się jeszcze porachunki na tle finansowym lub osobistym.
W opinii policjantów, Święty nie zrobiłby krzywdy Karinie, więc albo został porwany razem z nią, albo postanowił ukryć ją przed niebezpieczeństwem. Nieoficjalnie mówiło się jeszcze o niejakim Krzysztofie, przyjacielu Mikołajczyka, który miał być podobno biologicznym ojcem Kariny Surmacz. Niektórzy dziennikarze podawali, że Święty chciał się ponoć spotkać z mężczyzną i prosił o namiary do pasera, który zmieniał ludziom tożsamość. Chciał rzekomo uzyskać fałszywe dokumenty dla trzech osób. Sam Krzysztof natomiast, jak ujawnił informator związany z grupą pruszkowską, także zniknął w tajemniczych okolicznościach – niedługo po tym, jak zaginął ślad po Karinie i Rafale. Krążyły plotki, że we troje uciekli za granicę i do dziś się ukrywają. Albo że zrobił to tylko Krzysiek z Kariną, a Mikołajczyk, chcący wrócić do partnerki i dziecka, ostatecznie został zabity w kolejnych mafijnych porachunkach, by nigdy nie ujawnił prawdy.
Wątków na temat tej sprawy jest naprawdę mnóstwo, ale nie udało się potwierdzić w stu procentach żadnego z nich, dlatego poszukiwania Kariny Surmacz nadal trwają. Na podstawie zdjęć, jakie przekazała mundurowym zgłaszająca zaginięcie ciotka, Centralne Laboratorium Kryminalistyczne Komendy Głównej Policji przeprowadziło szczegółowe badania antroposkopijne z zakresu progresji wiekowej. Praca eksperta pozwoliła na opracowanie wizerunku Kariny w chwili obecnej, co wydarzyło się siedem lat po tragicznych wydarzeniach. Niewykluczone jednak, że progresja odbiega od rzeczywistego wyglądu dorosłej dziś kobiety. Przede wszystkim zmianie mogło ulec uczesanie i kolor włosów zaginionej.
Czy Karina Surmacz żyje? Czy udało jej się uciec z pomocą wujka lub biologicznego ojca? A może ona również stała się ofiarą porachunków gangsterskich? Nie wiadomo, czy kiedykolwiek poznamy odpowiedzi na pytania, które pojawiają się w tej sprawie. Pewnym pozostaje jedno: poszukiwania nadal trwają, więc jeśli ktoś posiada jakiekolwiek informacje na temat Kariny Surmacz, powinien niezwłocznie skontaktować się z najbliższą jednostką policji.