Gaja (24 l.) z Łodzi sprzedaje swoje ciało od kilku lat. - Jednej nocy jestem w stanie zarobić około 400 zł - tłumaczy. Jej miesięczny dochód to więc grubo ponad 10 tys. zł. Problem w tym, że panie lekkich obyczajów nie płacą podatków, bo... ta profesja według polskiego prawa nie istnieje. Z tej luki chętnie korzystały osoby, które "na lewo" dorobiły się sporej fortuny. Kupowały sobie domy, samochody, ale oficjalnie nie pracowały. Gdy urzędnicy skarbowi pytali, skąd mają pieniądze, zwykle padała odpowiedź: "Pracuję jako prostytutka".
Teraz fiskus postanowił lepiej przyjrzeć się zarobkom prostytutek. - Żądamy od osób, które twierdzą, że zarabiają na nierządzie, dowodów - mówi Agnieszka Pawlak (36 l.) z Izby Skarbowej w Łodzi. - Najczęściej prosimy o dane klientów. Wtedy wzywamy ich, by złożyli zeznania.
- To absurd - denerwuje się Gaja. - Wielu klientów widuję raz w życiu. Nie prowadzę żadnej statystyki, z kim spałam. A po drugie, który chłop - szczególnie żonaty - przyzna się, że był "na panienkach"? - pyta retorycznie.
Wybrane komentarze


- Novicius 13.02.2012, 08:10
Jeśli tylko spałaś , to nie mają powodu, ale gdybyś się z nim pier..... to jak najbardziej fiskus ma rację !
- ~anonim1221 13.02.2012, 09:28
znam takie co się sprzedają na lewo i prawo...mąż na delegacji też chyba szaleje. Nie wiem dlaczego są ze sobą, dzieci nie mają,ale za to ona ma świetne autko, kupiła mieszkanko sama sobie itp maerialne zabezpieczenia...nie wiem jak ze syfem, bo na pewno już go ma




