WIADOMOŚCI Polityka Polska Warszawa Świat Opinie Dzieje się USA NowaTV
SUPER EXPRESS.pl wiadomości polska warszawa Obozowego numeru nie pamiętam

Obozowego numeru nie pamiętam

08.08.2017, godz. 22:30
Powstanie Warszawskie
foto: Super Express

Nieśmiertelnik i kartka z obozowym numerem. Tyle zostało Krystynowi Plewce, żołnierzowi AK z kompanii szturmowej "Stefan", z czasów walk o stolicę. W czasie konspiracji produkował butelki samozapalające, razem z matką kolportował bibułę, a potem walczył w Śródmieściu.

W połowie lipca 1944 r. został dowódcą sekcji ochrony sztabu przy ul. Marszałkowskiej 125 i tam go zastało powstanie. Brał udział m.in. w atakach na PAST-ę czy walkach o składy browaru Haberbuscha. - Po upadku powstania trafiłem najpierw do Radogoszczy, później do stalagu w Zeithain. - Spędziłem tam pół roku. Na początku pobytu każdy otrzymywał kartkę z numerem i nieśmiertelnik, ale numeru nie chciałem nigdy pamiętać. Wyparłem. Pewnej nocy z terenu obozu obserwowaliśmy łunę z bombardowanego Drezna. - wspomina.

Do Muzeum Powstania Warszawskiego przekazał więc swoją powstańczą legitymację i obozową kartkę z nieśmiertelnikiem. - Można je zobaczyć na ekspozycji. Nie mam z tamtego czasu już nic więcej - stwierdza. Opaska powstańcza się nie uchowała. - Założyłem ją na ramię po wyzwoleniu obozu przez Rosjan, ale gdy szliśmy z moim przyjacielem, usłyszeliśmy od przypadkowego pierwszego napotkanego człowieka: "Zdejmijcie to, bo możecie mieć nieprzyjemności". Zdjąłem. I gdzieś w tej podróży zgubiłem. Później usłyszałem o aresztowaniach AK-owców - opowiada Krystyn Plewko. Z tego powrotu pozostał mu w oczach również straszny widok. - Na asfalcie leżały zwłoki kogoś, prawdopodobnie przejechane przez czołgi. Ten człowiek był grubości dwóch centymetrów. Nikt tego nie sprzątał. Wszyscy jeździli.

REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: