Zakładnikiem było m.in. bezbronne, 11-letnie dziecko, a policjanci biernie czekali na to, co sprawca z nim zrobi. Nie potrafili zapewnić mu bezpieczeństwa. Nie tylko jemu zresztą. Przecież tam nawet nie zabezpieczono przypadkowych osób przed atakiem uzbrojonego furiata. Przez podstawowy, niedopuszczalny błąd policji - dopuszczenie przechodniów i karetki w pobliże szaleńca - każdy mógł stać się ofiarą.
Akcja policji to chaos i kardynalne błędy. Nie utworzono strefy bezpieczeństwa, czyli tak zwanego perymetru - obszaru, gdzie nikt nie może wejść. Bulwersujący jest też fakt istnienia tak dużej liczby amatorskich filmów z tego wydarzenia nakręconych telefonami. Na niektórych widać, że ich autor stał 3-4 metry od strzelającego policjanta! Ludzie, którzy nakręcili te filmy, w ogóle nie powinni znaleźć się w tym miejscu. Policjanci nie mieli też koncepcji szturmu, by odbić zakładników. Należy podkreślić, że przy tak fatalnym zachowaniu służb tylko przypadek sprawił, że nie doszło do tragedii o znacznie większym wymiarze.
Desperat poddał się tylko dlatego, że skończyła mu się amunicja i pomysły. Aż strach pomyśleć, co by było, gdyby miał jeszcze większy arsenał.