- 10-letnia Laura została potrącona przez SUV-a po wyjściu z autobusu w podkrakowskiej miejscowości, gdy przechodziła przez ulicę.
- Dziewczynka doznała rozległego urazu mózgu, licznych obrażeń wewnętrznych i złamania ręki, zapadając w śpiączkę, z której wybudzenia rodzice wyczekują w klinice Budzik.
- Wypadek miał miejsce w niebezpiecznym punkcie drogi bez chodników i przejść dla pieszych, gdzie mimo ograniczenia prędkości do 30 km/h, ruch jest bardzo duży, a kierowcy nie przestrzegają przepisów.
- Rodzice Laury zbierają fundusze na długą i kosztowną rehabilitację córki, wierząc w jej powrót do zdrowia.
SUV potrącił 10-latkę. Laura zapadła w śpiączkę
Ta śliczna mała dziewczynka jeszcze niedawno biegała po szkolnym korytarzu, dziś leży na szpitalnym łóżku, uwięziona we własnym ciele. Laura została przetransportowana do Szpitala Dziecięcego w Prokocimiu helikopterem. Rozległy uraz mózgu, stan zagrożenia życia – to były pierwsze słowa jakie rodzice dziewczynki usłyszeli od lekarzy. Okazało się, że 10–latka doznała także stłuczenia wątroby, jelit, nerek, złamania ręki oraz krwawienia podpajęczynówkowego. Laura przeżyła uderzenie samochodu, ale zapadła w śpiączkę. Po miesiącu została przewieziona do kliniki Budzik, w której do dnia dzisiejszego przebywa. Wymaga całodobowej opieki: sama nie je, nie porusza się.
Przez całą dobę czuwa przy niej mama, na zmianę z tatą. Myją, karmią, pocieszają córkę. Towarzyszą w zajęciach, czuwają 24 godziny na dobę, czytają bajki, opowiadają o tym, co dzieje się za oknem. Mają nadzieję, że Laura ich słyszy i rozumie, choć nie mają z nią kontaktu. Każdy grymas na twarzy córki daje im nadzieję, choć lekarze studzą entuzjazm. Laura na pewno będzie wymagała długiej i kosztownej rehabilitacji, wsparcia całej rzeszy specjalistów. – Wierzymy, że córka się obudzi, ale wiemy, że to dopiero początek naszej drogi, walki o nią – mówi w rozmowie z Super Expressem Bartłomiej Stus, tata Laury. Tutaj można wesprzeć leczenie dalszą rehabilitację Laury: https://www.siepomaga.pl/laura-stus
Mieszkańcy zwracali uwagę na kwestię bezpieczeństwa
Miejsce, gdzie doszło do wypadku, to gęsto zabudowana podkrakowska miejscowość. Przecina ją wąska asfaltowa droga, po której każdej doby przejeżdża 10 tysięcy samochodów, w tym także ciężarowych. Nie ma chodnika, nie ma przejść dla pieszych. Są za to przystanki autobusowe i ograniczenie prędkości do 30 km/h, którego nikt nie przestrzega.
– Przystanek autobusowy, na którym wysiadły dzieci, to bardzo niebezpieczne miejsce. To, że dojdzie tu do tragedii było kwestią czasu – powiedziała mieszkanka miejscowości. Wiadomo, że mężczyzna, który potrącił Laurę został przesłuchany przez śledczych, ale na razie nie usłyszał zarzutów. Prokurator prowadzący sprawę planuje przeprowadzenie wizji lokalnej na miejscu zdarzenia oraz powołanie biegłego do spraw rekonstrukcji wypadków drogowych.