Nagły paraliż na niebie. Co się stało nad Małopolską?
W poniedziałkowe popołudnie pasażerowie i obsługa lotnisk w Krakowie i Katowicach przeżyli chwile niepewności. Wszystkie operacje lotnicze zostały nagle wstrzymane, a samoloty zbliżające się do lądowania musiały pozostać w powietrzu. Jak się okazało, przyczyną zamieszania była utrata łączności radiowej z niewielkim samolotem cywilnym znajdującym się w polskiej przestrzeni powietrznej. Sprawę wyjaśnił rzecznik prasowy Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych.
- Ruch samolotów musiał zostać wstrzymany z uwagi na utratę łączności z jednym z niewielkich samolotów cywilnych, ale już łączność została nawiązana. Ze względów bezpieczeństwa trzeba było przechwycić ten samolot. Sytuacja została wyjaśniona, zaraz wszystko zacznie wracać do normy
- przekazał przed godz. 16:00 "Super Expressowi" ppłk Jacek Goryszewski.
Utrudnienia dla pasażerów. Samoloty krążyły i lądowały w innych miastach
Decyzja o wstrzymaniu ruchu miała bezpośredni wpływ na pasażerów lecących do Małopolski i na Śląsk. Zakaz lądowania objął porty lotnicze w Krakowie-Balicach i Katowicach-Pyrzowicach. Na radarach lotów widać było maszyny, które przez pewien czas krążyły nad regionem. Wśród nich były samoloty wracające z popularnych wakacyjnych kierunków, m.in. z Burgas, Palermo, Lyonu czy Rimini. Co najmniej jeden lot został przekierowany na inne lotnisko - maszyna zamiast w Katowicach wylądowała we Wrocławiu.
Sytuacja opanowana
Jak zapewnił ppłk Goryszewski, sytuacja została już opanowana, a ruch lotniczy powoli wraca do normy. Po nawiązaniu łączności z samolotem, który wywołał zamieszanie, przywrócono normalne funkcjonowanie lotnisk. Rzecznik Dowództwa Operacyjnego RSZ nie chciał jednak ujawniać więcej szczegółów na temat samego zdarzenia i akcji przechwycenia maszyny. Najważniejszą informacją jest to, że bezpieczeństwo w przestrzeni powietrznej zostało zapewnione, a pasażerowie mogą już bezpiecznie lądować.