PKP po tragedii w Garbatce: „Nie ma zabezpieczeń na brak rozsądku kierowców”. Według mieszkańców przejazd był niebezpieczny
Do tej tragedii doszło w poniedziałek 25 maja na przejeździe kolejowym w Garbatce. Ciężarówka wjechała pod pociąg. Siła uderzenia była tak duża, że skład wypadł z torów i przewrócił się na bok. Ciężarówka stanęła w ogniu. Kierowca tira zginął na miejscu. 17 osób z pociągu zostało niegroźnie rannych, do szpitala trafiła jedna osoba. Trwa wyjaśnianie dokładnych okoliczności wypadku. Dlaczego kierowca ciężarówki wjechał pod pociąg? Tymczasem w rozmowie z "Faktem" mieszkańcy Garbatki opowiadają, że od lat alarmowali o niebezpieczeństwie na tym przejeździe. Sołtys miejscowości Krzysztof Nikodem powiedział, że już ponad 10 lat temu zaczęto walczyć o dodatkowe zabezpieczenia. Jak podkreślał, ruch na tej drodze jest duży. W okolicy działają firmy i baza tirów. Przez przejazd codziennie przejeżdża wiele ciężarówek, a po torach nawet około 50 pociągów na dobę.
Zawinił tylko kierowca? Zdania są podzielone
– Był tu jeden śmiertelny wypadek, później kolejny, były też kolizje. Wszyscy wiedzieli, że to niebezpieczne miejsce – mówił sołtys. Według mieszkańców w 2023 roku odbyło się spotkanie przedstawicieli różnych instytucji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo. Miał wtedy powstać protokół z zaleceniem podniesienia kategorii przejazdu i montażu świateł ostrzegawczych. Ostatecznie jednak nic się nie zmieniło. PKP Polskie Linie Kolejowe odpowiadają, że przejazd był zabezpieczony zgodnie z przepisami. Były tam znak STOP i krzyż św. Andrzeja. Spółka podkreśla też, że widoczność na przejeździe była dobra. Radosław Śledziński z zespołu prasowego PKP PLK przekazał, że przepisy nie dawały podstaw do montażu dodatkowej sygnalizacji. – Nie ma zabezpieczeń, które kogokolwiek uchroniłyby przed brakiem rozsądku i ignorowaniem przepisów – powiedział.