Skatował strusia Zenka, miał iść na 7 lat do więzienia. Teraz proces zaczyna się od nowa

2026-10-02 13:51

Proces za skatowanie strusia rusza od początku! Łukasz Sz., który pobił zwierzę gałęzią miał iść za kratki. Sąd Apelacyjny w Poznaniu w całości uchylił decyzję Sądu Okręgowego i sprawa wraca do punktu wyjścia. Dlaczego? Szczegóły w artykule.

Mecenas Katarzyna Topczewska, która była oskarżycielka posiłkową nie kryła rozgoryczenia. - Dziś przegraliśmy z polityką. Wyrok w sprawie zabicia strusia Zenka został uchylony. Ale nie dlatego, że ktoś wykazał, że wyrok był niesprawiedliwy - tłumaczy prawniczka.

Struś Zenek mieszkał w „Traperskiej osadzie” - gospodarstwie agroturystycznym pod Poznaniem. W nocy z 10 na 11 stycznia 2025 roku Łukasz Sz. przeciął płot otaczający zagrodę, wypuścił zwierzę i zaczął go bić. Jak dowodziła w czasie procesu oskarżycielka posiłkowa, mec. Katarzyna Topczewska mężczyzna chciał strusia… zgwałcić.

- Zbezczeszczę go i zeżrę - pisał w sms oskarżony do swoich kolegów jeszcze przed zbrodnią.

Ostatecznie chwycił kij i bez skrupułów z całej siły uderzał ptaka tak mocno, że zmiażdżył zwierzęciu przełyk. - Weterynarz stwierdził połamane skrzydła, rozległe obrażenia głowy oraz ślady brutalnego bicia kijem, także po oczach. Ten widok nas załamał - mówił zaraz po odnalezieniu ptaka Jarosław Tylkowski z Traperskiej Osady, właściciel zwierzęcia.

Lista przestępstw Łukasza Sz. jest o wiele dłuższa niż tylko zabicie ptaka, bo przed sądem między innymi odpowiadał też za handel narkotykami, dawanie ich nieletnim i groźby karalne.

- Poziom demoralizacji oskarżonego jest bardzo wysoki - oceniła mecenas Katarzyna Topczewska. Mężczyzna za samo znęcanie się nad Zenkiem został skazany na karę 4 lat więzienia, zakaz posiadania zwierząt (przez 15 lat po odbyciu kary) oraz konieczność zapłacenia nawiązek na rzecz schroniska dla zwierząt w Poznaniu (5 tysięcy złotych) oraz dla właściciela Zenka (20 tysięcy złotych). Za strusia i inne przestępstwa (między innymi narkotykowe) Łukasz Sz. usłyszał karę łączną 7 lat więzienia.

W Sądzie Apelacyjnym zdecydowano jednak, że sprawa ma ruszyć od początku, bo sędzia, który go prowadził, nie był bezstronny i niezawisły, bo jego awans odbył się dzięki wadliwie powołanej Krajowej Radzie Sądownictwa (neo-KRS). Uchylenie wyroku wywołało poruszenie wśród prawników i osób walczących o prawa zwierząt, bo wyroki wydawane przez tego sędziego, zostały już uchylone w sumie 10 razy.

- Konsekwencje politycznych wyborów sprzed lat ponoszą dziś zwykli obywatele – i zwierzęta, które nie mają żadnego głosu w tej dyskusji. A ta sprawa nie miała nic wspólnego z polityką. Dotyczyła krzywdy zwierzęcia i krzywdy ludzi, którzy o tę sprawiedliwość walczą od prawie 2 lat - mówi mec. Topczewska, dodając, że jest jednak jedna dobra wiadomość.

- Sąd nie uwzględnił wniosku obrońcy o uchylenie tymczasowego aresztowania i podzielił nasze stanowisko, że w tej sprawie istnieje realna obawa ucieczki oraz matactwa – wpływania na świadków, którzy teraz, wskutek dzisiejszego rozstrzygnięcia, będą musieli zeznawać jeszcze raz - wyjaśnia adwokatka.

OPERACJA STRUSIA TADZIA

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki

ROLKI