W poniedziałkowe przedpołudnie (23 marca) małe miasto pogrążyło się w ciszy i zadumie. Mieszkańcy, samorządowcy i politycy z całego regionu przyszli pożegnać człowieka, którego w Koźminie znano niemal osobiście. Jak wspominał ksiądz podczas mszy: „W życiu wielu osób nadchodzi moment, w którym ciężar odpowiedzialności i samotność w tłumie oraz choroba duszy stają się nie do zniesienia”.
Maciej Bratborski rozpoczął swoją karierę samorządową niemal przez przypadek – w 1993 roku został zastępcą burmistrza, a od 2002 roku nieprzerwanie pełnił funkcję burmistrza miasta i gminy. Niestety, 17 marca 2026 roku został znaleziony w domu, a na ratunek było już za późno.
„Jego śmierć jest wyrazem ostatecznego wyczerpania sił. Dobiegł do mety inaczej niż się spodziewaliśmy. Jego bieg został gwałtownie przerwany, ale to nie przekreśla dobra, które wyświadczył” – mówił duszpasterz, dodając, że praca burmistrza to często samotny, długodystansowy bieg.
Współpracownik burmistrza podkreślał jego wyjątkowy charakter i ogromny wkład w życie miasta:
„Szefie, nie tak miała zakończyć się nasza przygoda. Żyłeś według swoich reguł, nie pod dyktando innych. Wiele razy podkreślałeś, że bycie burmistrzem to nie tylko zaszczyt, ale też służba. Wszędzie zostawiłeś trwały ślad. Miałeś wyjątkowe poczucie humoru, ponadprzeciętną wiedzę”.
Poza działalnością publiczną Maciej Bratborski miał też pasje muzyczne - grał na gitarze i występował w zespole rockowym. Jeszcze w 2017 roku pojawił się na koncercie charytatywnym, jednak po wypadku i problemach z nadgarstkiem musiał zrezygnować z gry.
Tuż przed złożeniem trumny do grobu z głośników popłynęła „My Way” Franka Sinatry. Utwór wywołał wzruszenie wśród wszystkich zgromadzonych i stał się muzycznym hołdem dla burmistrza, którego życie zakończyło się zdecydowanie za wcześnie.