Zdawało się, że Alicja i jej narzeczony Tomasz W. byli idealną, zgodną parą, której niewiele brakowało do szczęścia. Mieszkali z jego rodzicami w Miejskiej Górce pod Rawiczem, ale kupili dom w pobliskiej wiosce i go remontowali. Obydwoje kochali konie, pracowali w stadninach. – Mieli brać ślub w czerwcu, ale odwołali – mówi pani Janina, jedna z sąsiadek pary. Dlaczego? Alicja mówiła, że jest chora. – Nie wyglądała na chorą, ale nikt nie wnikał w jej problemy zdrowotne – mówi sąsiadka i dodaje, że jeszcze dwa dni przed tragedią widziała narzeczonych na wspólnym, popołudniowym spacerze.
To, co wydarzyło się w ubiegłym tygodniu przypomina horror. Alicja pod nieobecność narzeczonego urodziła w domu zdrowego chłopczyka. Niestety, chwilę później chwyciła malca i z całej siły uderzyła go czymś tępym w głowę. Po wszystkim chwyciła malca i ukryła go w szafie.
Gdy do domu wrócił Tomasz W. i spostrzegł zakrwawioną narzeczoną, od razu zawiózł ją do szpitala. – Tam okazało się, że kobieta urodziła dziecko – mówią śledczy. Znaleźli noworodka w szafie, ale na pomoc dla niego było już za późno.
– To dla nas wszystkich niewyobrażalna tragedia. Nie możemy zrozumieć, co się stało – mówią znajomi Tomka i Alicji.
Czy Alicja wiedziała, że jest w ciąży? Dlaczego po porodzie skatowała malca? Zaplanowała to, czy do zabójstwa popchnął ją poporodowy szok? Na te pytania muszą teraz znaleźć odpowiedź prokuratorzy z Rawicza. Tymczasem Alicja po wyjściu ze szpitala została zatrzymana, usłyszała zarzut zabójstwa i trafiła do aresztu.