Przez tydzień blok operacyjny w bytomskim szpitalu nie pracował. Wszystko przez konieczność wysłania do przeglądu maszyny do diatermii. - Ta aparatura jest bardzo ważna, mimo niepozornego wyglądu umożliwia cięcie tkanek, innymi słowy, pozwala przeprowadzać operacje. Dzięki temu urządzeniu tkanki nie krwawią - wyjaśnia w najprostszy sposób działanie systemu do diatermii dr n. med. Marek Rudzki, kierownik Oddziału Klinicznego Chirurgii Ogólnej i Gastroenterologicznej z pododdziałem chirurgii onkologicznej w bytomskim szpitalu.
Pracownicy szpitala sami zebrali pieniądze na serwis sprzętu
Rychło jednak okazało się, że szpitala nie stać w tej chwili na sfinansowanie serwisu urządzenia. 2268 zł było zbyt wygórowaną ceną. Sam szpital ma kilkadziesiąt milionów złotych długów. Kolejny wydatek, nawet tak stosunkowo niewysoki, był nie do udźwignięcia. A tymczasem aparatura, o której mowa, jest niezbędna na bloku chirurgicznym. - Aparat do diatermii to podstawowe instrumentarium każdego współczesnego chirurga. Bez tego nie da się prowadzić zabiegów operacyjnych bezkrwawych albo minimalnie krwawych - stwierdza Bartosz Bichalski, lekarz oddziału chirurgii ogólnej oraz prezes Stowarzyszenia Chirurgicznego Laparoskop.
- Doszły do mnie informacje, że przyrząd wymaga pilnego przeglądu serwisowego. Można to porównać do przeglądu, który wykonuje się w przypadku samochodów. Postanowiliśmy uzbierać kwotę potrzebną do przeprowadzenia serwisu. Wykonywane są tutaj skomplikowane operacje onkologiczne i bardzo zależy nam na tym, aby utrzymać pracę bloku operacyjnego. Tutaj czas gra wielką rolę. Taki chory jest z każdym tygodniem bardziej chory, aniżeli zdrowieje. Każdy z nas wie, że też może zostać pacjentem. My też chorujemy, też jesteśmy pacjentami. Troska o człowieka jest tutaj priorytetowa - dodaje lekarz.
W kilka dni zebrano wymagane pieniądze. - Do zbiórki zobowiązały się osoby z każdego działu naszego szpitala, nie tylko personel medyczny, ale osoby z administracji - mówi Bichalski. W ciągu tygodnia aparat był znowu "po przeglądzie" i obecnie jest na bloku operacyjnym, który również pracuje pełną parą. Jednakże lekarze tylko kiwają głowami. Ani oni, ani tym bardziej pacjenci nie chcą być zależni od hojności darczyńców. Sytuację z urządzeniem do koagulacji tkanek nazywają nienormalną.
"Zbyt ochoczo szuka się winnego, aniżeli szuka się rozwiązań"
- To wynika ewidentnie wielopoziomowej niewydolności finansowej sektora medycznego w Polsce. Nie wiem, kto za to odpowiada. Nie chcę też wskazywać palcem. Uważam, że zbyt ochoczo szuka się winnego, aniżeli szuka się rozwiązań. Myślę, że kiedy kurz opadnie, Bytom będzie znany nie z tego, że musieliśmy tutaj wziąć sprawy w swoje ręce i zebrać środki na serwis sprzętu, ale z tego, że jest tutaj znakomita chirurgia. Musimy sobie zdawać sprawę, że takie zbiórki nie są po to, by zastępować rozwiązania systemowe. Każdy z nas płaci podatki, płaci ubezpieczenie zdrowotne i powinniśmy oczekiwać, że te środki będą odpowiednio rozdysponowane i będziemy mieli usługi na stosownym poziomie, a nie, że co kilka lat będzie wielki kryzys - kończy Bartosz Bichalski.