Dramat niedaleko Kłobucka. Piotr strzelił do brata
Tak wielkiej policyjnej obławy w Iwanowicach nie widział wcześniej nawet najstarszy mieszkaniec. Przed godz. 10 we wtorek 5 sierpnia ub. r. drogi odjazdowe do wsi zostały zablokowane, a przez zagajniki i pola w miejscowości przechodziły tyraliery policjantów. Szukali Piotra K., który kilkadziesiąt minut wcześniej omal nie zabił swego starszego brata Łukasza.
Piotr i Łukasz znani byli z tego, że kłócili się niemal zawsze, a awantury nie raz kończyły się na rękoczynach. Spokój w ich domu przy ul. Długiej panował tylko wtedy, gdy pracujący jako kierowca Piotr wyjeżdżał na kilka dni. Kiedy wracał, od razu wybuchały awantury.
Podobnie było również feralnego dnia. A finał miał miejsce na cmentarzu. To właśnie tam Piotr znalazł Łukasza. Młodszy z braci wyjął pistolet czarnoprochowy i bez wahania oddał strzał w kierunku Łukasza. Trafił go w szczękę. Kula w niej utkwiła, ale na szczęście Łukasz K. nie stracił przytomności. Zdołał dotrzeć do pobliskiego sklepu. Tam napotkał znajomych, którzy wzięli go do samochodu i zawieźli do domu przy Długiej. Dopiero wtedy rodzina zawiadomiła służby ratunkowe oraz policję. Gdzieś we wsi był przecież Piotr K. I miał broń. Łukasz pojechał ambulansem do szpitala, gdzie przeszedł operację.
Obława zatrzymanie i stwierdzona niepoczytalność
Na Piotra K. ruszyła obława. Założono, że strzelec będzie chciał uciec i się ukryć. Dlatego "trzepano" kolejne areały lasów i pól. Tymczasem Piotr K. po prostu... wrócił do domu. Kiedy ta wiedza dotarła do policji, ta obstawiła domek kordonem. Próbowano w negocjacjach przekonać Piotra K. by dobrowolnie wyszedł, ale na próżno. Nie tylko nie chciał się poddać, ale nawet groził, że będzie się bronił.
W tej sytuacji na miejscu zjawiła się brygada antyterrorystyczna. Dopiero na widok uzbrojonych w broń długą "specjalsów" Piotr K. zmiękł i postanowił oddać się w ręce funkcjonariuszy.
Trafił do prokuratury, gdzie usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa. Potem został aresztowany tymczasowo. Teoretycznie może pójść do więzienia nawet na całe życie, ale wygląda na to, ze proces w ogóle nie ruszy.
- Z opinii biegłych wynika, że w chwili dokonania czynu Piotr K. był niepoczytalny. Do sądu trafił wniosek o umorzenie postępowania. Na razie nie odbyło się posiedzenie w tej sprawie. Sąd chce jeszcze wysłuchać biegłych, którzy niestety w pierwotnie wyznaczonym terminie nie mogli być obecni. Nowy termin posiedzenia nie został jeszcze wyznaczony - informuje Dominik Bogacz z Sądu Okręgowego w Częstochowie.
Stwierdzenie niepoczytalności oznacza niemal na pewno, że sąd przychyli się do wniosku o umorzenie postępowania. Jaki los zatem czeka Piotra K.? Do jego procesu zapewne nie dojdzie, a on zostanie on osadzony w zamkniętym szpitalu psychiatrycznym.