Strzelił bratu w twarz. Piotr nawet nie stanie przed sądem?

2026-06-18 12:30

W ciepłe przedpołudnie w Iwanowicach Małych nieopodal Kłobucka doszło do makabrycznej sytuacji. Dwaj skonfliktowani bracia spotkali się na tamtejszym cmentarzu. W pewnym momencie młodszy z braci wyciągnął czarnoprochowy pistolet i strzelił w twarz starszemu. Kula utkwiła w żuchwie postrzelonego. Blisko rok od dramaty ważą się losy Piotra K. (35 l.), który zranił Łukasza K. (40 l.). Najprawdopodobniej nie trafi przed oblicze sądu.

Dramat niedaleko Kłobucka. Piotr strzelił do brata

Tak wielkiej policyjnej obławy w Iwanowicach nie widział wcześniej nawet najstarszy mieszkaniec. Przed godz. 10 we wtorek 5 sierpnia ub. r. drogi odjazdowe do wsi zostały zablokowane, a przez zagajniki i pola w miejscowości przechodziły tyraliery policjantów. Szukali Piotra K., który kilkadziesiąt minut wcześniej omal nie zabił swego starszego brata Łukasza.

Piotr i Łukasz znani byli z tego, że kłócili się niemal zawsze, a awantury nie raz kończyły się na rękoczynach. Spokój w ich domu przy ul. Długiej panował tylko wtedy, gdy pracujący jako kierowca Piotr wyjeżdżał na kilka dni. Kiedy wracał, od razu wybuchały awantury.

Podobnie było również feralnego dnia. A finał miał miejsce na cmentarzu. To właśnie tam Piotr znalazł Łukasza. Młodszy z braci wyjął pistolet czarnoprochowy i bez wahania oddał strzał w kierunku Łukasza. Trafił go w szczękę. Kula w niej utkwiła, ale na szczęście Łukasz K. nie stracił przytomności. Zdołał dotrzeć do pobliskiego sklepu. Tam napotkał znajomych, którzy wzięli go do samochodu i zawieźli do domu przy Długiej. Dopiero wtedy rodzina zawiadomiła służby ratunkowe oraz policję. Gdzieś we wsi był przecież Piotr K. I miał broń. Łukasz pojechał ambulansem do szpitala, gdzie przeszedł operację.

Obława zatrzymanie i stwierdzona niepoczytalność

Na Piotra K. ruszyła obława. Założono, że strzelec będzie chciał uciec i się ukryć. Dlatego "trzepano" kolejne areały lasów i pól. Tymczasem Piotr K. po prostu... wrócił do domu. Kiedy ta wiedza dotarła do policji, ta obstawiła domek kordonem. Próbowano w negocjacjach przekonać Piotra K. by dobrowolnie wyszedł, ale na próżno. Nie tylko nie chciał się poddać, ale nawet groził, że będzie się bronił.

W tej sytuacji na miejscu zjawiła się brygada antyterrorystyczna. Dopiero na widok uzbrojonych w broń długą "specjalsów" Piotr K. zmiękł i postanowił oddać się w ręce funkcjonariuszy.

Trafił do prokuratury, gdzie usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa. Potem został aresztowany tymczasowo. Teoretycznie może pójść do więzienia nawet na całe życie, ale wygląda na to, ze proces w ogóle nie ruszy.

- Z opinii biegłych wynika, że w chwili dokonania czynu Piotr K. był niepoczytalny. Do sądu trafił wniosek o umorzenie postępowania. Na razie nie odbyło się posiedzenie w tej sprawie. Sąd chce jeszcze wysłuchać biegłych, którzy niestety w pierwotnie wyznaczonym terminie nie mogli być obecni. Nowy termin posiedzenia nie został jeszcze wyznaczony - informuje Dominik Bogacz z Sądu Okręgowego w Częstochowie.

Stwierdzenie niepoczytalności oznacza niemal na pewno, że sąd przychyli się do wniosku o umorzenie postępowania. Jaki los zatem czeka Piotra K.? Do jego procesu zapewne nie dojdzie, a on zostanie on osadzony w zamkniętym szpitalu psychiatrycznym.

Brat postrzelił brata, poddał się po kilku godzinach

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki