Generał Mirosław Różański o wypadku

i

Autor: Kasia Zaremba/Super Express, Twitter, East News Generał Mirosław Różański o wypadku

Tragiczna śmierć płk. Marka Gładysza. Gen. Różański: Marek był antysystemowcem. Profesjonalistą o ogromnej wiedzy

Katastrofa lotnicza w Rębielicach Królewskich, w której zginął płk rez. Marek Gładysz wraz z matką, wstrząsnęła nie tylko okolicznymi mieszkańcami, ale także wojskowymi, którzy znali pilota. - Marek był osobą bardzo aktywną, z ciekawymi pomysłami. Szkoda, że takich ludzi musimy żegnać za wcześniej - mówi gen. broni rez. dr Mirosław Różański, prezes Fundacji Bezpieczeństwa i Rozwoju Stratpoints.

W Rębielicach Królewskich, w gminie Popów (powiat kłobucki), 400 metrów od drogi głównej, 2 czerwca rozbiła się cessna pilotowana przez płk. rezerwy Marka Gładysza. Razem z nim w katastrofie zginęła jego 80-letnia matka. Z relacji naocznego świadka wynika, że samolot leciał nad lasem. Niewykluczone, że pilot próbował wylądować, jednak zahaczył skrzydłem o ziemię. Kilkadziesiąt metrów dalej doszło do katastrofy. Sprawę bada częstochowska prokuratura, a także Państwowa Komisja Badań Wypadków Lotniczych.

Czytaj także: Katastrofa cessny w Rębielicach Królewskich: Płk. Marek Gładysz zginął razem z matką

Ta katastrofa wstrząsnęła nie tylko mieszkańcami okolicznych miejscowości, ale także wojskowymi, z którymi współpracował płk Gładysz. W rozmowie z Super Expressem, płk. Marka Gładysza wspomina gen. Mirosław Różański, prezes Fundacji Bezpieczeństwa i Rozwoju Stratpoints, w której działał Gładysz. 

Rozmowę z  gen. broni rez. dr Mirosławem Różańskim, prezesem Fundacji Bezpieczeństwa i Rozwoju Stratpoints, znajdziecie pod galerią.

Śmierć płk. Marka Gładysza wstrząsnęła wszystkimi.

Chcę przekazać głębokie i szczere kondolencje z powodu tej tragedii, która dotknęła rodzinę i bliskich Marka. Myślę, że będę wyrazicielem wszystkich w zespole fundacji. Jego śmierć była niespodziewana. Przed Markiem było jeszcze wiele do zrobienia, był jeszcze młodym człowiekiem. W tym wieku trudno jest mówić, że człowiek zrobił coś już i można o nim zapomnieć.

Jak wspomina pan zmarłego kolegę?

Zakończył służbę wojskową niekoniecznie z własnego wyboru, ale chyba dlatego, że był ponadprzeciętnym człowiekiem o ogromnej wiedzy. Z drugiej strony, był takim niezłomnym propaństwowcem, który uważał, że wszystko trzeba robić dla dobra kraju - jak my żołnierze mówimy - dla dobra Ojczyzny. Stało się inaczej. Musiał zakończyć wcześniej służbę. Moja fundacja jest miejscem, gdzie spotykają się byli wojskowi. Czasami mówimy o sobie, że jesteśmy antysystemowymi, bo mamy inne zdanie w stosunku do osób, które dzisiaj odpowiadają za nasze bezpieczeństwo. Marek też do takich należał i przyłączył się do nas.

Bezpieczeństwo kraju wciąż było dla niego ważne, mimo zakończonej kariery wojskowej?

Chciał dalej brać udział w dyskusji, w tym, co jest istotne dla naszego kraju- mówię tutaj o kwestiach merytorycznych. Wciąż interesowały go kwestie bezpieczeństwa, to co się dzieje w obszarze obrony narodowej. Ostatnim miejscem jego pracy był sztab generalny Wojska Polskiego. Studia, które skończył w Chinach, należy uznawać za unikatowe. Jego wiedza o kraju środka, była szczególne wartościowa. Warto było z niej korzystać, jednak nie wszyscy chcieli. Marek był osobą bardzo aktywną, z ciekawymi pomysłami. Szkoda, że takich ludzi musimy żegnać za wcześnie. Jako wojskowi jesteśmy jedną wielką rodziną i teraz mówienie, jak kto kogo długo zna, ma wymiar może troszeczkę inny, niż w środowisku cywilnym. Byliśmy rówieśnikami, ja jestem tylko o rok starszy od Marka, tym samym nasze drogi się czasem przeplatały.

Służyliście razem na misjach?

On był w innej formacji. Był łącznościowcem, ja w jednostce zmechanizowanej. Służbowo znaliśmy się od kilkunastu lat. Natomiast nie były to relacje o charakterze osobistym. Ostatnie dwa lata mocnej współpracy na platformie fundacji spowodowały, że znaliśmy się nie na zasadzie "panie generale" i "panie pułkowniku", ale byliśmy Mirek i Marek. Był profesjonalistą, miał ogromną wiedzę. To był człowiek, który był poświęcony służbie i oddany krajowi. Był też wrażliwym człowiekiem pod względem rodzinnym. Można było na nim polegać.

Wspomniał pan wcześniej, że pułkownik odszedł z wojska nie do końca z własnego wyboru.

Miał odmienne zdanie od tego, które prezentują teraz politycy. Nawet sprokurowano taką sytuację, że pozbawiono go poświadczenia bezpieczeństwa. To jest taki certyfikat, który pozwala oficerowi zajmować określone stanowiska służbowe i zajmować się sprawami wrażliwymi, na przykład związanymi z bezpieczeństwem państwa. Po odejściu z armii na drodze sądowej odzyskał swoje uprawnienia i został oczyszczony z podejrzeń, że jest człowiekiem, który nie jest wiarygodny, aby mieć dostęp do informacji niejawnych. Świadczy to o tym, że było to celowe działanie rządu przeciwko niemu. To były działania wymierzone w Marka. Chodziło o to, żeby nie brał udziału w pracach projektowych, związanych z systemami dowodzenia i kwestiami związanymi z bezpieczeństwem państwa.

Pułkownik miał chyba wiele pasji?

Nie tylko latał samolotem, ale również na motolotni. W fundacji działał od dwóch lat. Był ekspertem i zajmował się systemami dowodzenia oraz systemami zarządzania i kierowania bezpieczeństwem.

Katastrofa lotnicza w Rębielicach Królewskich. Rozbiła się awionetka, dwie osoby nie żyją
Sonda
Czy boisz się latać samolotem?