Wiktorek pożył tylko miesiąc! Ojciec go zamordował. "Przyciskał nogi do szyi, łamał kości i żebra"

2026-02-19 13:38

Mały Wiktorek przeżył tylko miesiąc, ponieważ niedługo po narodzinach został skatowany przez swojego 30-letniego ojca, Mariusza Sz. W trakcie procesu szybko wyszło na jaw, że chłopiec nie był jedyną osobą, na której mężczyzna się wyżywał, a matka noworodka również miała udział w koszmarze swoich dzieci. Ta przerażająca historia z Rudy Śląskiej mrozi krew w żyłach.

To była środa, 22 lipca 2020 roku, dzielnica Bielszowice w Rudzie Śląskiej. 29-letnia Aleksandra Sz. wychodziła akurat z mieszkania, by razem ze swoją 14-miesięczną córeczką wybrać się do sklepu. Nieco ponad roczna dziewczynka nie była jedynym dzieckiem kobiety i jej 30-letniego partnera, Mariusza Sz. W domu z ojcem został bowiem mały Wiktorek, który urodził się zaledwie miesiąc wcześniej. To wtedy, za zamkniętymi drzwiami, rozegrał się dramat dziecka. Ale początkowo wydawało się, że doszło do jakiegoś nieszczęśliwego wypadku.

Poznaj więcej historii: Pokój Zbrodni

Zaczęło się od tego, że Mariusz zadzwonił do Aleksandry. Roztrzęsionym głosem przez telefon powiedział jej, że syn nie oddycha. Kobieta od razu postanowiła wrócić do domu, po drodze wybrała również numer alarmowy i wezwała na miejsce pogotowie. To, co zastali na miejscu ratownicy, było dla nich szokujące. Okazało się, że rzekoma troska rodziców o syna była prawdopodobnie grą pozorów, ukartowaną przez małżeństwo. Niemowlę miało bowiem na ciele liczne ślady, świadczące o tym, że stosowano wobec niego przemoc.

Dziecko trafiło do szpitala w bardzo ciężkim stanie. Płomyk nadziei szybko zgasnął 

Na miejsce wezwano Śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, bo konieczne było szybkie przetransportowanie Wiktorka do szpitala. Już w trakcie transportu do placówki medycznej niemowlę było reanimowane. Na pierwszy rzut oka było widać obrażenia głowy. Okazało się później, że niemowlę miało także złamania. Lekarzom udało się przywrócić krążenie i wydawało się, że chłopca uda się uratować. Ale jego stan ciągle był krytyczny. Niestety, po kilku godzinach miesięczny Wiktorek zmarł.

Reagujmy na krzywdę wobec najmłodszych. Książka "Dzieci odchodzą w ciszy"

W rozmowie z dziennikarzami eksperci z Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach mówili, że dziecko trafiło do ratowników w bardzo ciężkim stanie, z zatrzymaniem akcji serca. Krążenie udało mu się przywrócić po około 40 minutach resuscytacji, a maluch trafił na Oddział Intensywnej Terapii szpitala. Wykonano niezbędną diagnostykę, która wykazała, że Wiktorek był maltretowany.

Podejrzenia niemal od razu padły na rodziców chłopca. Wstępne wyniki sekcji zwłok wykazały, że przyczyną śmierci chłopca był doznany rozległy uraz czaszkowo-mózgowy, który był wynikiem działania osoby trzeciej. Szczegółowy opis tego, co miał przeżywać chłopiec, był wstrząsający.

Zarzuty dla rodziców dziecka. Ojciec miał zamordować synka z zimną krwią

Dosyć szybko śledczy doprowadzili do postawienia rodzicom chłopca zarzutów. Matka, Aleksandra Sz., usłyszała dwa zarzuty: pierwszy dotyczył znęcania się ze szczególnym okrucieństwem nad małoletnim dzieckiem. Drugi zarzut dotyczył z kolei uczestniczenia w zabójstwie chłopca.

Ojciec Wiktorka, Mariusz Sz., również usłyszał dwa zarzuty, choć znacznie poważniejsze. Pierwszy był zarzutem łącznym i dotyczył znęcania się ze szczególnym okrucieństwem nad dzieckiem oraz spowodowania u niego urazu czaszkowo-mózgowego, którego skutkiem była śmierć Wiktorka. Drugi zarzut to spowodowanie obrażeń ciała u 14-miesięcznej siostry chłopca. W toku śledztwa okazało się bowiem, że miesięczne niemowlę nie było jedyną osobą, na której oskarżony się wyżywał. Miał stosować agresję również wobec drugiego dziecka.

Zobacz galerię zdjęć. Dalsza część materiału znajduje się pod nią.

Wyszło na jaw, że drugi zarzut powstał w wyniku sprawy sprzed roku od tragicznych wydarzeń. Już wtedy śledczy musieli mieć rodzinę na oku. Chodziło o siostrę chłopca, Wiktorię. Mariusz Sz. miał doprowadzić do złamania trzech żeber u dziewczynki, co naruszyło czynności narządów ciała na okres powyżej siedmiu dni, co jest istotne w kontekście wymierzenia kary dla sprawcy.

Skoro sprawa o przemoc w rodzinie wypłynęła już rok temu, to czy można było zrobić coś więcej, by ochronić dzieci przed tym okrutnym losem? Czy gdyby służby zadziałały szybciej i na przykład zabrały maleństwa z tego domu, dziś Wiktorek mógłby żyć? To pytania, które po tragedii w Rudzie Śląskiej zadawało wiele osób.

Rodzice Wiktorka nie przyznali się do winy. Sąd zdecydował o wyłączeniu jawności rozpraw

Rodzice Wiktorka wkrótce stanęli przed sądem, ale zanim to się stało, w sieci pojawiło się nagranie z doprowadzenia Mariusza Sz. do aresztu, a z okrzyków współwięźniów można było wywnioskować jedno: mężczyzna na pewno nie miał tam łatwo. Zresztą to znany i powszechny fakt, że osoby znęcające się nad dziećmi są w zakładach karnych bardzo źle traktowani przez innych osadzonych. To rodzaj przestępstwa, którego nawet tam się nie akceptuje.

Ani Mariusz Sz., ani Aleksandra Sz., nie przyznali się do stawianych im zarzutów, ale złożyli obszerne wyjaśnienia. Początkowo śledczy nie chcieli zdradzać, co konkretnie powiedzieli rodzice Wiktorka na temat jego obrażeń i tego, co się stało. Szczegółów nie mogliśmy poznać także podczas procesu, mimo że byli na nim obecni dziennikarze „Super Expressu”. Nie mogli bowiem wejść na salę, ponieważ sąd zdecydował o wyłączeniu jawności sprawy z uwagi na dobro rodziny.

Proces ruszył w poniedziałek, 15 marca 2021 roku, przed sądem w Gliwicach i trwał wiele miesięcy. Wiktorek urodził się 18 czerwca 2020 roku. Udało się ustalić, że to był zdrowy chłopiec, nic mu nie dolegało. 23 czerwca został przywieziony do mieszkania w Rudzie Śląskiej. Tam zaczął się jego koszmar.

Z ustaleń prokuratury wynika, że ojciec dziecka znęcał się nad noworodkiem: gdy dziecko płakało, głośno krzyczał na niego, szarpał jego kończynami, wielokrotnie, działając z dużą siłą rzucał nim z wysokości do łóżeczka i na łóżko, mocno ściskał jego klatkę piersiową, gwałtownie nim potrząsał, z dużą siłą przyciskał nóżki noworodka do klatki piersiowej, powodując swoim działaniem poważne obrażenia. Śledczy ustalili też, że Aleksandra Sz., matka chłopca, nie reagowała na zachowanie męża. Nie wzywała pomocy, choć widziała, że dziecko jej potrzebuje. Miała też stały kontakt z kuratorem, pracownikami opieki społecznej, innymi członkami rodziny – nikogo jednak nie poinformowała o tym, jak zachowuje się wobec dzieci Mariusz Sz.

Czemu nikt nie zareagował na cierpienie dziecka? Problem znieczulicy społecznej

Można by jednak zadać pytanie: skoro tyle osób i instytucji miało na oku rodzinę, to dlaczego nikt z ich przedstawicieli czy pracowników nie zauważył niepokojących sygnałów? Tym bardziej, że w przeszłości stosowano tam agresję wobec dziecka. Być może nikt nie spodziewał się, że przemoc wobec Wiktorka nastąpi tak szybko, że chłopiec przeżyje zaledwie miesiąc. Niestety nie dowiedzieliśmy się, co te osoby mają na swoje usprawiedliwienie, jakie działania podejmowano w przeszłości i jakie działania podejmowano w tamtym, aktualnym okresie, bo zeznania świadków były niedostępne – przez wyłączenie jawności rozpraw.

Mimo wszystko, a może właśnie ze względu na te niejasności, trudno oprzeć się wrażeniu, że można było zrobić więcej, by ochronić noworodka.

Feralnego dnia, 22 lipca 2020 roku, kiedy Aleksandra Sz. wyszła z córką na zakupy, Mariusz Sz. miał uderzyć Wiktorka w okolicę szczytu głowy narzędziem twardym, płaskim, z dużą siłą, i spowodował u niego rozległy, ciężki uraz czaszkowo-mózgowy. W trakcie procesu zarzucono mu, że od 23 czerwca, czyli właściwie od razu po przywiezieniu dziecka ze szpitala do domu, do 22 lipca 2020 roku, miał znęcać się nad synem ze szczególnym okrucieństwem. Prokuratura w uzasadnieniu podała, że działał z zamiarem bezpośrednim pozbawienia życia.

Aleksandrze Sz., matce Wiktora, zarzucono z kolei znęcanie się nad synem poprzez nieprzeciwdziałanie i niereagowanie brutalnym zachowaniom męża wobec dziecka, mimo prawnego, szczególnego obowiązku opieki nad synem. Zarzucono jej też, że pomogła w zabójstwie, pozostawiając bezbronnego noworodka pod wyłączną opieką Mariusza Sz., mimo że wiedziała o jego agresywnych zachowaniach.

Ostateczny wyrok. Ojciec Wiktorka z najsurowszą karą, sąd łaskawy dla matki

Proces trwał do początku 2022 roku. Sąd ostatecznie skazał ojca dziecka łącznym wyrokiem na dożywocie za zabójstwo Wiktorka. Matka w apelacji usłyszała z kolei wyrok dziewięciu lat więzienia za to, że znęcała się nad synem ze szczególnym okrucieństwem, nie reagując na jego krzywdę, czym naraziła dziecko na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia i zdrowia.

Wiktoria, drugie dziecko małżeństwa z Rudy Śląskiej, trafiła do rodziny zastępczej.

Sonda
Czy kary za dzieciobójstwo w Polsce są odpowiednie?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki