- Sandra umawia się na kawę z Piotrem poznanym w aplikacji. Siadają przy oknie.
- Piotr wyciąga tablet i po chwili zaczyna wypytywać ją jak w ankiecie.
- Prosi o PESEL, liczbę byłych związków i miesięczne koszty życia, bo chce to wpisać do arkusza.
- Sandra zauważa w tabeli imiona innych kobiet, daty spotkań i krótkie podsumowania.
- Dopija kawę, wpisuje w pustą komórkę „nie” i wychodzi.
„Na początku wyglądał jak ktoś, kto naprawdę chce pogadać”
Kawiarnia przy galerii była jak większość tych w centrum. Pachniało cynamonem, była kolejka do zamówień i ludzie z torbami, którzy udawali, że wcale się nie spieszą. Wybrałam stolik przy oknie, bo lubię mieć na czym zawiesić wzrok, kiedy rozmowa na chwilę siądzie.
Piotr przyszedł punktualnie. Uśmiechnęłam się pod nosem, bo u mnie punktualność to właściwie część pracy. Miał granatową koszulę, czyste buty i ten spokojny ton, który zwykle kojarzy mi się z kimś poukładanym. Uścisnął mi dłoń pewnie, ale nie na siłę.
Rozmowa zaczęła się normalnie. Praca, miasto, gdzie lubimy chodzić na spacer. Śmiał się, kiedy było z czego, a nie na siłę. Pomyślałam nawet, że miło w końcu trafić na kogoś, kto nie pyta po pięciu minutach, czy „wpadnę do niego”.
„Tablet leżał obok talerzyka jak druga osoba przy stoliku”
W pewnym momencie Piotr położył na stoliku tablet, ekranem do góry. Nie przeszkadzało mi to od razu, bo sama czasem sprawdzam rozkład jazdy albo odpisuję kursantom. Tylko że on w ogóle go nie odkładał. Ustawił go równo przy brzegu stolika, jakby miał tam leżeć od początku.
Mówił dalej o swoich projektach, o tym, że lubi mieć wszystko policzone i zaplanowane. Co chwilę zerkał na ekran, ale robił to tak płynnie, jakby czytał mi z oczu. Zaczęłam mieć wrażenie, że mówi do mnie, a jednocześnie zapisuje sobie w głowie każde moje zdanie.
Gdy kelnerka przyniosła mi cappuccino, a jemu czarną kawę, Piotr dotknął ekranu i coś przesunął. Zobaczyłam na sekundę kolorowe komórki, jakieś procenty i nagłówek, który mignął: „ryzyko”. Udawałam, że nie widzę, bo nie chciałam wyjść na wścibską.
„Zapytał o PESEL tak, jakby prosił o cukier do kawy”
Po jakichś dwudziestu minutach nachylił się do przodu i powiedział spokojnie: „Mam jeszcze kilka pytań, żeby dopasować parametry”. Pomyślałam, że chodzi o to, czy chcę dzieci albo gdzie widzę siebie za pięć lat. Zdarza się, ludzie są bezpośredni.
Najpierw zapytał, ile miałam poważnych związków. Potem, ile mniej więcej wydaję miesięcznie na życie. Zaczęłam się śmiać, bo to brzmiało jak wniosek kredytowy, a nie randka.
Wtedy, bez żadnego wahania, zapytał: „Podasz mi PESEL? Wtedy formuła dokładniej liczy zgodność”. Trzymał łyżeczkę w palcach i patrzył na mnie, jakby naprawdę nie rozumiał, czemu miałabym odmówić. W głowie zrobiło mi się cicho, jak sekundę przed ruszeniem na skrzyżowaniu, kiedy czujesz, że ktoś zaraz ci wymusi.
- Słuchaj, serio pytasz mnie o PESEL przy kawie? - Tak. To tylko do arkusza. Nie chcę tracić czasu, rozumiesz? To taka moja metoda.
„Próbowałam to obrócić w żart, a on mówił o formułach”
Wzięłam łyk cappuccino i nagle ta pianka stanęła mi w gardle. Powiedziałam: „To może jeszcze numer dowodu i nazwisko panieńskie mamy?” i czekałam, aż się roześmieje. Nie roześmiał się.
Zamiast się roześmiać, zaczął tłumaczyć, że ludzie kłamią i koloryzują, a on woli „twarde dane”. Że kiedyś był w relacji, która „kosztowała go czas i pieniądze”, więc teraz ma system. Powiedział „system” z taką dumą, jakby to było coś wielkiego, a nie zwykła tabelka.
Powiedziałam mu, że jestem instruktorką jazdy i akurat wiem, jak brzmi przesadna kontrola. Zrobił minę, jakbym wcisnęła hamulec bez powodu. Odpowiedział, że kontrola to bezpieczeństwo, a bezpieczeństwo to spokój.
Tablet leżał między nami, a on co chwilę dotykał ekranu, jakby mnie tam przesuwał i ustawiał. W rubryce na górze zobaczyłam znów to słowo: „ryzyko”. I już nie chodziło o to, że pytał o PESEL, tylko o to, że naprawdę uważał, że ludzie są do policzenia.
„W tabeli zobaczyłam nie tylko siebie, tylko całą kolejkę po mnie”
Kiedy odwrócił tablet na chwilę w moją stronę, żebym „widziała, że to nic strasznego”, od razu przeleciałam wzrokiem po wierszach. Imiona. Daty. Krótkie notatki. Nie musiałam się domyślać, co to jest.
Była „Klaudia 12.05”, obok coś w stylu: „spóźniona 15 min, wysokie koszty”. Była „Magda 19.05”: „miła, ale chaos, ryzyko czerwone”. Zrobiło mi się gorąco, bo dotarło do mnie, że ja też zaraz wyląduję w tej tabelce z jedną linijką komentarza.
Piotr mówił dalej, jakby w ogóle nie zauważył, co przed chwilą zobaczyłam. „Wiesz, to pomaga. Zamiast błądzić, od razu widać, czy ma sens inwestować”. Słowo „inwestować” uderzyło mnie bardziej niż PESEL.
- Piotr, ty naprawdę masz listę kobiet z ocenami? - To nie oceny. To podsumowanie spotkania. Bez emocji. Na czysto. - A ja jestem w którym wierszu, zanim w ogóle skończę kawę? - Jeszcze nie wpisałem. Dlatego pytam o dane
„Wpisałam jedno słowo i wyszłam, zanim zdążył cokolwiek policzyć”
Nie zrobiłam sceny. Zaskakująco spokojnie dopiłam kawę. Chyba trochę na przekór temu, co we mnie buzowało. Piotr patrzył na mnie z oczekiwaniem, jak na kursanta, który wreszcie ma odpowiedzieć, czy ustąpi pierwszeństwa.
Pochyliłam się i powiedziałam: „Daj na chwilę ten tablet”. Podał tablet bez oporu, nawet trochę dumny, że dotykam jego świętej tabeli. Znalazłam pustą komórkę przy moim imieniu. Bo moje imię już tam było, wpisane wcześniej, tylko bez szczegółów.
W tej komórce wpisałam jedno słowo: „nie”. Oddałam mu tablet, wytarłam usta serwetką i wstałam. Piotr spojrzał na ekran, jakby właśnie coś mu się wykrzaczyło.
- Co to znaczy „nie”? To nie jest wartość do formuły - To jest moja odpowiedź - Sandra, poczekaj, ja tylko chciałem podejść do tego rozsądnie - Rozsądnie to jest zapytać, czy chcę jeszcze kawy, a nie o PESEL.
Wyszłam, zanim zdążył powiedzieć cokolwiek więcej. Na zewnątrz było głośno. Samochody stały w korku do wjazdu na parking, ludzie biegli z siatkami, jakby nic się nie wydarzyło. Ja też się nie zatrzymałam.
Po drodze do auta spojrzałam na telefon, bo odruchowo chciałam komuś to opowiedzieć. Zamiast pisać, schowałam go do kieszeni. Wystarczyło mi, że w jego rubryce „ryzyko” zostawiłam coś, czego nie da się policzyć.
Przedstawione historie są inspirowane prawdziwymi zdarzeniami. Nie odzwierciedlają jednak konkretnych wydarzeń ani rzeczywistych osób, a wszelkie podobieństwa do nich mają charakter przypadkowy.