"Zawsze wydawało mi się, że mam super właściciela"
Wróciłam z pracy, padam na twarz, marzę tylko o herbacie. A tu na klatce stoi dwóch gości w roboczych ciuchach i próbuje się zmieścić z jakimś wielkim pudłem. Patrzę, a oni czekają na mnie.
– "Dzień dobry, mamy dostawę do pani. Nowa lodówka" – rzucił jeden z nich.
Zamurowało mnie. Przecież moja lodówka działa, może nie jest najnowsza, ale nigdy nie narzekałam. Patrzę, a za nimi stoi drugie, jeszcze większe pudło. Pralka.
– "Ale ja niczego nie zamawiałam" – mówię do nich, a już czuję, że coś jest nie tak.
– "Zamówienie jest na właściciela, pana Henryka Kowalskiego. My mamy tylko wnieść i podłączyć" – odpowiedział.
No to ich wpuściłam, co miałam zrobić? Stałam i patrzyłam, jak wynoszą moje stare, ale działające sprzęty, a wstawiają jakieś nowe, błyszczące, z funkcjami, których pewnie nigdy nie użyję. Wszystko bez słowa zapowiedzi. Żadnego telefonu, żadnego maila. Po prostu nic.
"Niby miły gest, ale coś mi od początku nie pasowało"
Wynajmuję to mieszkanie od pięciu lat. Pan Henryk to starszy, samotny pan, zawsze mieliśmy super kontakt. Jak zepsuł się zamek, był z fachowcem w godzinę. Raz nawet przyniósł mi konfitury od siostry, bo mówił, że jestem zabiegana i powinnam zjeść coś domowego. Zawsze płaciłam na czas, dbałam o to mieszkanie jak o własne.
Jak tylko dostawcy wyszli, od razu do niego zadzwoniłam. Odebrał jak zawsze, wesoły i miły.
– "Panie Henryku, przywieźli mi nową lodówkę i pralkę. Coś się stało z poprzednimi?" – zapytałam, starając się, żeby to nie zabrzmiało jak pretensja.
– "A, pani Aniu, czas na małe odświeżenie! Tamte już miały swoje lata, niech pani służą" – zaśmiał się. Trochę mnie tym zbił z tropu, aż mi się głupio zrobiło, że w ogóle dopytuję. Może faktycznie chciał dobrze? Podziękowałam, ale i tak z tyłu głowy miałam, że coś tu jest nie tak. W końcu nikt nie robi prezentów za parę tysięcy bez powodu.
"A potem przyszedł mail i wszystko się wyjaśniło"
Przez dwa tygodnie była cisza. Zdążyłam się przyzwyczaić do nowych sprzętów i w sumie zapomniałam o sprawie. Aż do wczoraj. Wieczorem przeglądam maile i widzę wiadomość od pana Henryka. Tytuł: "Informacja dotycząca czynszu".
Od razu ścisnęło mnie w żołądku. W środku, już całkiem oficjalnym tonem, informacja, że w związku z "przeprowadzoną modernizacją i znaczącym podniesieniem standardu lokalu", czynsz od przyszłego miesiąca wzrasta. O tysiąc złotych.
Czytałam tego maila kilka razy, bo myślałam, że źle widzę. Tysiąc złotych więcej za pralkę i lodówkę, których w ogóle nie chciałam. Poczułam się, jakby mi ktoś dał w twarz. To nie była żadna modernizacja, tylko zwykła pułapka.
"Nie będę dokładał do pani wygodnego życia"
Od razu za telefon. Tym razem jego głos był już zupełnie inny. Nie miły, pogodny pan, tylko jakiś rzeczowy, chłodny facet, jakbym dzwoniła do urzędu.
– "Panie Henryku, dostałam od pana maila. Chyba zaszła jakaś pomyłka... Podwyżka o tysiąc złotych?" – zaczęłam.
Nawet nie dał mi skończyć. – "Żadnej pomyłki nie ma, pani Aniu. Sprzęty kosztowały, to jest inwestycja. Chce pani mieszkać w wyższym standardzie, to trzeba za niego płacić" – powiedział.
Ręce zaczęły mi się trząść. – "Ale ja o nic nie prosiłam! Nawet mnie pan nie zapytał. Po prostu postawił mnie pan przed faktem dokonanym" – wykrztusiłam.
I wtedy powiedział coś, co wszystko wyjaśniło. W jednej chwili czar prysł.
– "Proszę pani, ja nie będę dokładał do pani wygodnego życia. Ceny na rynku poszły w górę. Jak się nie podoba, to jest okres wypowiedzenia".
Zamilkłam. Wiedział, co robi. Doskonale wiedział, że z obecnymi cenami nie znajdę nic sensownego w tej okolicy za stare pieniądze. Postawił mnie pod ścianą i liczył, że się ugnę, bo co innego mi zostało?
"Tym razem nie dam się tak załatwić"
Rozłączyłam się, nic więcej nie powiedziałam. Byłam wściekła i bezsilna. Upokorzona. Zrobił ze mnie idiotkę. Taki miły starszy pan, a okazał się cwanym graczem. Wiedział, że nie może tak po prostu podnieść czynszu, więc wymyślił sobie pretekst z tą "modernizacją".
Przez moment myślałam, żeby to olać. Zacisnąć zęby i płacić, bo wiadomo, że szukanie mieszkania to koszmar, a użeranie się z nim to tylko stres. Ale zaraz potem pomyślałam, że jak teraz odpuszczę, to za pół roku wymyśli coś nowego. Wymieni kafelki w łazience i dołoży kolejne pięć stów?
Nie. Tym razem nie będę grzeczną dziewczynką, która boi się odezwać. Usiadłam do komputera i zaczęłam pisać odpowiedź na jego maila. Na spokojnie, punkt po punkcie, odwołując się do naszej umowy i ustawy o ochronie praw lokatorów.
Napisałam, że nie zgadzam się na podwyżkę, bo cała ta "modernizacja" odbyła się bez mojej wiedzy, a wymiana sprawnych sprzętów nie jest powodem do podnoszenia czynszu o taką kwotę. Wysłałam maila i poczułam ulgę. Nie wiem, co będzie dalej, pewnie czeka mnie z nim przeprawa i może nawet wyprowadzka. Ale przynajmniej wiem, że nie pozwoliłam zrobić z siebie frajerki.
Anna, 33 lata
Przedstawione historie są inspirowane prawdziwymi zdarzeniami. Nie odzwierciedlają jednak konkretnych wydarzeń ani rzeczywistych osób, a wszelkie podobieństwa do nich mają charakter przypadkowy.