Gdy przyjechałam do gospodarstwa Rielinger-Hof, już od pierwszych minut czułam, że to miejsce jest tworzone z ogromną pasją. Właściciel przywitał nas niezwykle serdecznie i od razu zaprosił na spacer po całym gospodarstwie. Opowiadał o codziennym życiu na farmie, ekologicznej uprawie winorośli, zwierzętach oraz produktach, które od lat tam powstają. Jednak nie były to wyuczone formułki dla turystów. Wręcz przeciwnie, z każda historia udowadniała, że właściciele - Matthias i Evi Messner - naprawdę kochają to, co robią.
Lokalne produkty i wyjątkowe smaki
Zanim usiedliśmy do obiadu, na stole pojawiła się przygotowana deska lokalnych serów i wędlin. Wszystko pochodziło z gospodarstwa lub od okolicznych producentów, z którymi Rielinger-Hof współpracuje od lat. Z lekką zazdrością muszę przyznać, że każdy kęs smakował zupełnie inaczej niż produkty, które na co dzień kupujemy w sklepach. Aromatyczne sery, dojrzewające wędliny i świeży chleb sprawiły, że trudno było nie sięgać po kolejne kawałki. Do tego kieliszek naturalnego soku jabłkowego produkowanego na miejscu. W tym momencie przekonałam się, że tak właśnie smakuje malowniczy Południowy Tyrol.
Po degustacji lokalnych produktów przyszedł czas na właściwy obiad. Wszystkie potrawy przygotowano z sezonowych składników pochodzących z gospodarstwa oraz okolicznych producentów. W Rielinger-Hof ogromną wagę przywiązuje się do jakości produktów. Powstają tutaj między innymi własne wędliny, sery, dżemy, syropy, soki, sezonowe owoce i warzywa. Gospodarstwo od lat prowadzone jest zgodnie z zasadami rolnictwa ekologicznego, a od 2015 roku należy również do stowarzyszenia Bioland.
Taras z widokiem, od którego trudno oderwać wzrok
To, na co od razu zwróciłam uwagę, to fakt, że ogromnym atutem gospodarstwa jest jego położenie. Rielinger-Hof znajduje się na wysokości około 750 metrów n.p.m., dzięki czemu z tarasu rozciąga się zapierający dech w piersiach widok na okoliczne wzgórza, winnice i sady.
Jeśli szukacie miejsca, gdzie czas płynie zdecydowanie wolniej, koniecznie musicie się tam pojawić!. Siedząc na zewnątrz z kieliszkiem lokalnego wina można po prostu patrzeć na krajobraz i chłonąć ciszę. Co chwilę obok przechadzał się zaprzyjaźniony kot, który chętnie dawał się głaskać, a po podwórku biegał niezwykle przyjacielski pies, nieustannie domagający się zabawy i zainteresowania. Takie drobiazgi sprawiają, że człowiek bardzo szybko przestaje czuć się jak turysta, a zaczyna jak mile widziany gość.
Co zapamiętałam najbardziej z wizyty w gospodarstwie? Atmosferę. Nie było pośpiechu ani poczucia, że wszystko odbywa się na siłę. Były za to inspirujące rozmowy i opowieści o codziennym życiu gospodarzy, ale również autentyczna gościnność, której nie da się wyreżyserować.
Właśnie na tym polega idea Roter Hahn. To nie tylko noclegi na farmach, ale przede wszystkim możliwość poznania lokalnych mieszkańców, ich tradycji i produktów. Dzięki temu odwiedzający mogą zobaczyć Południowy Tyrol od strony, której nie poznaliby podczas zwykłego pobytu w hotelu. Jeśli będziecie planować podróż po Południowym Tyrolu, zdecydowanie polecam odwiedzić Rielinger-Hof. Nawet jeśli nie zatrzymujecie się tam na noc, warto przyjechać na lunch, spróbować lokalnych produktów, porozmawiać z gospodarzami i na chwilę zwolnić.