Spis treści
Mocne słowa na sali rozpraw. Biskup odpiera zarzuty
Tarnowski sąd stał się dziś areną wydarzeń bez precedensu, przyciągając uwagę mediów i organizacji walczących o prawa dzieci. Biskup Andrzej Jeż, stając twarzą w twarz z wymiarem sprawiedliwości, odniósł się do ciążących na nim oskarżeń w sposób niezwykle zdecydowany. Atmosfera na sali była gęsta od emocji, gdy hierarcha zabrał głos.
– Nie przyznaję się do postawionych zarzutów – oświadczył 18 lutego przed Sądem Rejonowym w Tarnowie.
Duchowny argumentował, że jego postepowanie było ściśle związane z obowiązującym prawem kanonicznym. Podkreślał, że Kościół nie pozostaje bierny w walce z nadużyciami. Przypomniał, że już w 2015 roku powołał specjalnego delegata, który miał pełną swobodę w działaniu. Czy te wyjaśnienia okażą się wystarczające dla sądu?
– Konsekwentnie musimy tę sprawę doprowadzić do końca – mówił biskup, dodając, że delegat zachęcał pokrzywdzonych do zgłaszania spraw do organów ścigania, a duchowni i osoby skrzywdzone otrzymywały wsparcie psychologiczne i psychiatryczne.
Kluczowym elementem obrony jest chronologia zdarzeń. Biskup zaznaczył, że nie wszystkie sygnały docierały do niego natychmiast, a wiedzę zdobywał często dopiero po uruchomieniu kościelnych procedur.
Wskazał na konkretny przypadek drugiego z duchownych, gdzie wiarygodne informacje miały dotrzeć do niego dopiero w grudniu 2021 roku. Hierarcha powoływał się przy tym na kwestie wieku ofiar, co w świetle przepisów kościelnych miało kluczowe znaczenie dla trybu powiadamiania służb.
Trudne doświadczenie wspólnoty. Hierarcha o oczyszczeniu
Podczas rozprawy biskup wielokrotnie wracał do tematu rozliczenia się z bolesną przeszłością. Jego słowa miały pokazać, że instytucja, którą reprezentuje, stara się wyciągać wnioski z popełnionych błędów.
– Kościół musi się uporać z tym trudnym doświadczeniem. Trzeba uszanować wszystkie osoby pokrzywdzone. Ubolewam, że do takich sytuacji dochodziło.
Wspomniał również o swoich wcześniejszych oświadczeniach, w których przepraszał ofiary i zapewniał o działaniach mających na celu zapobieganie kolejnym dramatom w diecezji.
Prokuratura widzi jednak tę sprawę w znacznie ciemniejszych barwach. Śledczy zarzucają biskupowi zwłokę w dwóch wstrząsających przypadkach. Pierwszy dotyczy księdza Stanisława P., który miał skrzywdzić blisko setkę chłopców, drugi zaś księdza Tomasza K. Zdaniem oskarżycieli, w tej drugiej sprawie hierarcha posiadał wiedzę o dramacie już w 2018 roku, a mimo to milczał.
Dziś sąd ma zgłębić te mroczne historie. Proces ten ma wymiar wybitnie symboliczny – to pierwszy raz, gdy urzędujący biskup w Polsce odpowiada karnie za rzekome zaniechania w tak bulwersującej kwestii.
Zdjęcia z sali rozpraw:
Prokuratura stawia sprawę jasno. O co chodzi w procesie?
Istotą tego sądowego dramatu jest zarzut niedopełnienia obowiązku powiadomienia organów ścigania. Biskup Andrzej Jeż jest oskarżony o to, że zbyt późno zareagował na informacje o wykorzystywaniu seksualnym małoletnich przez podległych mu księży.
Skala zarzutów jest przerażająca. Sprawa księdza Stanisława P. obejmuje krzywdę co najmniej 95 chłopców, zarówno w Polsce, jak i na Ukrainie. Z kolei w przypadku księdza Tomasza K., prokuratura twierdzi, że biskup wiedział o przestępstwach wobec dzieci poniżej 15 roku życia na długo przed oficjalnym zgłoszeniem w 2021 roku. Czy można było zapobiec dalszym tragediom?
Ten proces to nie tylko walka na paragrafy, ale przede wszystkim sygnał dla społeczeństwa. Pokazuje, że immunitet kościelnej władzy nie jest absolutny, a odpowiedzialność za milczenie wobec krzywdy dzieci może dosięgnąć każdego, bez względu na pełnioną funkcję.