Leczo u ojca Rydzyka. "Super Express" przetestował potrawę
Wszystko zaczęło się od losowania. Dwójka naszych dziennikarzy, która 4 lutego odwiedziła kawiarnię przy ulicy Starotoruńskiej w Toruniu nie lubi leczo. Dlatego drogą losowania postanowiliśmy wybrać tego, który będzie musiał je konsumować. Lokal, o którym mowa we wstępie jest prowadzony przez fundację Lux Veritatis. Jej prezesem jest ojciec Tadeusz Rydzyk (80 l.).
Ci którzy byli w kawiarni ojca Rydzyka zapewniali nas, że leczo to kultowa potrawa. Wychwalali ją pod niebiosa. Nasi dziennikarze lubią polskie dania, takie jak flaki, czy też fasolka po bretońsku. Mówi się trudno. By wiedzieć jaka jest prawda, jeden z nich - po tym jak przegrał losowanie - postanowił zjeść całą porcję leczo i napisać recenzję.Węgierskie leczo to pomidory, cebula, papryka smażona na tłuszczu pochodzącym w przetopionej wędzonej słoniny. W Polsce leczo robi się z papryki, pomidorów kabaczka, cukinii, kiełbasy, boczku i pieczarek.
Porcja leczo w kawiarni Rydzyka kosztuje 17 złotych. Była bardzo duża!. To była kopiasta miseczka. Dużo było w niej kiełbasy, trochę papryki, sporo pieczarek. To wszystko łączył sos pomidorowy. To co jedliśmy nie było zbyt pikantne, ani zbyt mdłe. W środku znajdowały się na pewno trzy rodzaje kiełbasy. Twarda, sucha, dobrze obsmażana. Jedna była tylko lekko podsmażona, bardziej uduszona. Jedna z kiełbas była dobrze doprawiona jałowcem. To on podkręcał smak potrawy. Nasz dziennikarz nie dodał ani grama soli, pieprzu, żadnego rodzaju papryki, czy też magii.
Po zjedzeniu leczo nasz dziennikarz stwierdził, że skoro już jest w kawiarni ojca Rydzyka i nie wiadomo, kiedy znów w niej się znajdzie, postanowił zjeść drugą porcję. To było już łakomstwo. W sumie dwie porcje leczo ważyły około 1,5 kilograma. Nasz reporter zważył się po powrocie do domu. Okazało się, że jego waga podskoczyła o 1,1 kilograma. Ale jak sam podkreśla - warto było!