Mechanizmy działania tego swoistego „antyszczepionkowego podziemia” opisano na łamach serwisu „Gazety Wyborczej”. Z materiału wynika, że choć liczba wystawianych tytułów wykonawczych rośnie, egzekwowanie obowiązku szczepień jest długotrwałe, a rodzice potrafią przez lata pozostawać w sporze z państwem. Jednocześnie konsekwencje rezygnacji ze szczepień mogą być bardzo poważne. Pokazuje to przypadek sześcioletniego chłopca, u którego po powrocie z Zanzibaru rozpoznano błonicę. W marcu 2025 roku lekarze we Wrocławiu potwierdzili pierwszy od 25 lat przypadek błonicy gardła u dziecka. Sześcioletni chłopiec zachorował po podróży do Zanzibaru. Nie był zaszczepiony przeciwko chorobie, choć szczepienie to jest w Polsce obowiązkowe. Stan dziecka był ciężki. U chłopca wystąpiła ostra niewydolność oddechowa i krążeniowa oraz objawy zapalenia mięśnia sercowego. Po kilkunastu dniach leczenia wyzdrowiał i opuścił szpital.
Sprawa miała jednak dalszy ciąg. W lipcu 2025 roku prokuratura skierowała przeciwko obojgu rodzicom akt oskarżenia. Zarzucono im narażenie syna na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu oraz spowodowanie choroby realnie zagrażającej życiu poprzez niewykonanie obowiązkowego szczepienia. Rodzice przyznali się do winy. Grozi im od trzech miesięcy do pięciu lat pozbawienia wolności. W chwili powstawania materiału sprawa nie była jeszcze zakończona.
Teoretycznie kary mogą sięgać 50 tys. złotych, ale w praktyce to nie działa. Rodzice są coraz „sprytniejsi”
Polskie przepisy przewidują procedurę wobec rodziców, którzy nie realizują obowiązkowych szczepień dzieci. Jeżeli dziecko nie otrzyma szczepień przewidzianych w Programie Szczepień Ochronnych, lekarz powinien zgłosić ten fakt powiatowemu inspektorowi sanitarnemu. Sanepid najpierw wzywa rodziców do uzupełnienia szczepień i złożenia wyjaśnień. Jeżeli to nie przynosi rezultatu, wojewoda może – na wniosek sanepidu – nałożyć grzywnę administracyjną do 10 tys. zł. Kary mogą być nakładane wielokrotnie, do łącznej kwoty 50 tys. zł.
Czytaj także: Polki będą mogły liczyć na urlop menstruacyjny? Miażdżące poparcie. "Utrudnia codzienne funkcjonowanie"
Jeżeli rodzic nie płaci, egzekucją zajmuje się urząd skarbowy. Może zająć m.in. rachunek bankowy, wynagrodzenie lub nadpłatę podatku. W dalszej kolejności sprawa może trafić do sądu, a w skrajnych przypadkach także do sądu opiekuńczego i zakończyć się postępowaniem dotyczącym ograniczenia władzy rodzicielskiej. Jak opisuje Wyborcza, praktyka wygląda znacznie gorzej. Egzekucja kar jest przewlekła, a rodzice nauczyli się wykorzystywać słabości systemu.
Duża część wymiany informacji odbywa się w grupach internetowych skupiających przeciwników szczepień. Rodzice pytają tam, jak reagować na pisma urzędowe, jak odwoływać się od decyzji i co zrobić, żeby maksymalnie opóźnić egzekucję. Jedna z osób cytowanych w materiale przyznaje, że rodzina otrzymała 53 upomnienia, ale korespondencja przychodziła pod adres, pod którym już nie mieszkała. O sprawie dowiedziała się dopiero po pobraniu pieniędzy z konta. Inni użytkownicy radzą, aby postępowania maksymalnie przeciągać. Argumentują, że szybkie wyegzekwowanie jednej grzywny może oznaczać szybsze nałożenie następnej. Pojawiają się również sugestie dotyczące opróżniania rachunków bankowych, zanim pieniądze zostaną zajęte. Jeszcze dalej poszedł jeden z użytkowników, który publicznie szukał osoby mogącej za wynagrodzeniem „podbić” kartę szczepień. Z odpowiedzi innych uczestników grupy wynikało, że znalezienie takiej osoby jest trudne, ale – ich zdaniem – możliwe.
Szukają „świadomych” lekarzy. NIK ostrzegała przed problemem
Inną metodą jest próba uzyskania medycznego odroczenia szczepień. Na grupach rodzice wymieniają się nazwiskami lekarzy, których określają mianem „świadomych” i którzy mają być przychylniej nastawieni do ich obaw. Pojawiają się pytania o takich pediatrów m.in. we Wrocławiu czy Trójmieście. Użytkownicy radzą sobie również, jak zachowywać się podczas badania kwalifikacyjnego. Jedną z sugestii jest położenie przed lekarzem dyktafonu i nagrywanie całej rozmowy, aby – w razie wystąpienia powikłań – dysponować materiałem, który można później wykorzystać.
Zobacz również: Ekspertka alarmuje w sprawie cen na stacjach paliw. Będzie jeszcze drożej! Padły konkretne kwoty
Nie każde zaświadczenie pozwala jednak skutecznie odroczyć szczepienie. Jedna z kobiet opisywanych w artykule dostała 3,4 tys. zł grzywny mimo posiadania dokumentu o dwuletnim odroczeniu. Okazało się, że wystawił go lekarz homeopata, podczas gdy formalności powinny zostać przeprowadzone przez lekarza POZ. Autor materiału rozmawiał także z matką trojga dzieci. Najstarsze otrzymało większość obowiązkowych szczepień, dwójka młodszych – tylko szczepienia wykonane w szpitalu po narodzinach. Kobieta tłumaczy swoją decyzję tym, że najstarsza córka źle zniosła szczepienia. O zdrowie młodszych dzieci się nie obawia, ponieważ – jak stwierdziła – „korzysta z odporności zbiorowej”. Jednocześnie nie mówi otwarcie o swojej decyzji, bo – jak przyznała – w Warszawie ludzie uważają ją z tego powodu za „wariatkę”.
Najwyższa Izba Kontroli oceniła, że działania instytucji odpowiedzialnych za szczepienia nie zapewniły zalecanego przez Światową Organizację Zdrowia poziomu wyszczepienia wynoszącego około 90–95 proc. Dotyczyło to m.in. szczepień przeciw odrze, śwince, różyczce, błonicy, tężcowi, krztuścowi, pneumokokom i polio. NIK wskazywała, że w jednej ze skontrolowanych placówek POZ poziom wyszczepienia wynosił zaledwie 17 proc. Problemem okazała się również jakość danych – według Izby informacje o wykonanych szczepieniach były niepełne, przez co trudno było precyzyjnie ustalić rzeczywistą skalę zjawiska. Sanepid rozpoczął w związku z tym kontrolę 7,3 mln kart szczepień dzieci i młodzieży. Główny Inspektorat Sanitarny przekazał, że analiza zebranych informacji nadal trwa.
Około 200 tys. dzieci bez szczepień. System kar działa w zaledwie kilku procentach przypadków
Szef GIS Paweł Grzesiowski przedstawiał jednak już wstępne wnioski z kontroli. Według niego w poszczególnych rocznikach około 5–10 proc. dzieci w Polsce nie jest szczepionych, przy czym część z powodów medycznych. GIS wstępnie szacuje, że w przypadku około 4–5 proc. dzieci powodem jest brak zgody rodziców. Łącznie może chodzić o około 200 tys. niezaszczepionych osób w wieku od 0 do 18 lat. Według Grzesiowskiego poziom realizacji wszystkich obowiązkowych szczepień wynosi od 89 do 95 proc.
Szef GIS sprzeciwia się przy tym twierdzeniom o gwałtownym wzroście liczby rodziców odmawiających szczepień, określając takie informacje mianem nieprawdziwej propagandy. Sytuacja nie wygląda jednak identycznie w całej Polsce. Niższą wyszczepialność przeciw odrze, śwince i różyczce odnotowuje się m.in. we wschodnich województwach – od Podlasia, przez Lubelszczyznę, po Podkarpacie. Osobną niewiadomą pozostaje liczba dzieci posiadających medyczne odroczenie szczepienia.
Jednym z najważniejszych problemów pozostaje skuteczność egzekwowania obowiązujących przepisów. Liczba wystawianych tytułów wykonawczych wzrosła z niespełna 2 tys. w 2016 roku do około 5 tys. obecnie. Sama procedura pozostaje jednak długa i skomplikowana. Co więcej, państwo nie dysponuje nawet pełnymi zbiorczymi informacjami na temat nakładanych i egzekwowanych kar. Rzecznik GIS Marek Waszczewski przekazał autorowi artykułu w Wyborczej, że inspektorat nie otrzymuje zbiorczych danych dotyczących m.in. liczby i wysokości grzywien, kwot faktycznie uzyskanych z tego tytułu czy należności skierowanych do egzekucji przez Krajową Administrację Skarbową. Ministerstwo Finansów również nie było w stanie wyodrębnić szczegółowych danych.
Cyfrowa książeczka szczepień, mandaty zamiast długiej procedury. Planowane są zmiany
Sam Paweł Grzesiowski ocenia skuteczność obecnej procedury na nie więcej niż 5 proc. i nazywa ją archaiczną. W praktyce strategią części rodziców staje się więc przeciąganie postępowań tak długo, jak to możliwe – nawet do momentu osiągnięcia przez dziecko pełnoletności. Spór o obowiązek szczepień trafił nawet do Trybunału Konstytucyjnego. W 2023 roku TK rozpatrywał skargę kobiety, która argumentowała, że przepisy naruszają jej prawo do prywatności i decydowania o własnym życiu osobistym. Trybunał uznał jednak obowiązkowe szczepienia za zgodne z konstytucją. Ministerstwo Zdrowia wspólnie z GIS pracuje nad zmianą systemu. Jednym z pomysłów jest zastąpienie obecnej procedury administracyjnej postępowaniem mandatowym. Sanepid mógłby wówczas nakładać mandat bezpośrednio po stwierdzeniu, że dziecko nie zostało zaszczepione, bez przechodzenia przez obecną, wieloetapową procedurę.
Planowana jest także cyfrowa książeczka szczepień. Obecny system opiera się w dużej mierze na dokumentacji papierowej. Po zmianach na Internetowym Koncie Pacjenta miałaby być dostępna informacja o wykonanych i odroczonych szczepieniach oraz wcześniejszych niepożądanych odczynach poszczepiennych. Lekarze nie musieliby już osobno zgłaszać dzieci, które nie zostały zaszczepione.
Projekt miał być procedowany w pierwszej połowie roku, ale – jak podaje Wyborcza – w chwili publikacji wciąż go nie przedstawiono. Na razie jednym z bardziej bezpośrednich sposobów egzekwowania szczepień są rozwiązania przyjmowane przez samorządy. Niektóre miasta, m.in. Warszawa, Wrocław i Białystok, uzależniają przyjęcie dziecka do żłobka od wykonania obowiązkowych szczepień.