Spis treści
Martwy wieloryb na terenie rezerwatu Mewia Łacha. Służby przygotowują skomplikowaną akcję
Martwego wieloryba odkrył w sobotę strażnik patrolujący rezerwat Mewia Łacha. Zgodnie z informacjami gdyńskiego Urzędu Morskiego, w poniedziałek zwierzę nie zostanie jeszcze usunięte. Służby wciąż opracowują plan bezpiecznego przeprowadzenia całej operacji.
„Możliwe, że ciało martwego walenia zostanie podjęte z wody jutro bądź pojutrze. Na tym etapie ustalamy jeszcze sposób przeprowadzenia akcji”
– przekazała Agnieszka Robakowska z Urzędu Morskiego w Gdyni w rozmowie z PAP. Operację znacząco komplikuje fatalny stan znalezionego walenia.
„Truchło jest w takim stanie, że może rozpaść się w każdej chwili. Musimy działać bardzo delikatnie”
– dodała przedstawicielka Urzędu Morskiego w Gdyni.
Jak wyciągnąć wieloryba z rezerwatu Mewia Łacha? Są dwie opcje
Miejsce, w którym znaleziono wieloryba, przysparza służbom wielu zmartwień, bo rezerwat Mewia Łacha to strefa chroniona. Szczątki są tuż obok siedlisk ptaków, które właśnie przechodzą okres lęgowy. Każdy ruch musi być zaplanowany tak, by im nie zaszkodzić. Rozważane są dwa scenariusze akcji. Pierwszy z nich przewiduje zaangażowanie statku, która przetransportowałaby wieloryba do portu, skąd trafiłby do utylizacji. Druga opcja to użycie lądowego sprzętu budowlanego, takiego jak koparki i ciężarówki. Ten plan może jednak okazać się trudny do zrealizowania ze względu na niestabilne, grząskie podłoże i rygory panujące w rezerwacie.
Aby zidentyfikować gatunek zwierzęcia, w niedzielę pobrano próbki. Specjaliści przypuszczają, że może to być jeden z fiszbinowców – waleni odżywiających się drobnymi rybami i planktonem. Jan Wilkanowski z Błękitnego Patrolu WWF zwrócił uwagę, że wieloryby niezwykle rzadko wpływają na wody Bałtyku; docierają tam jedynie okazyjnie przez Cieśniny Duńskie. Stałym mieszkańcem tego morza spośród waleni jest wyłącznie morświn. Z powodu silnego rozkładu ciała prawdopodobnie nigdy nie poznamy przyczyny śmierci odnalezionego zwierzęcia.