13-letnia Izabela Strzałkowska zginęła 23 sierpnia 2011 roku w Gdyni. Wyszła z domu, by odprowadzić koleżankę na przystanek, a w drodze powrotnej została zaatakowana przez nieznanego wówczas sprawcę. Zabrakło jej zaledwie 300 metrów, żeby dotrzeć do celu. Ciało nastolatki znalazła jej mama, która próbowała jeszcze ratować córkę, wykonując reanimację, lecz funkcji życiowych Izy nie udało się przywrócić. Została uduszona, bestialsko zamordowana, i pozostawiona w krzakach. Agresor upozorował napaść tak, by wyglądała na motyw seksualny, choć badania nie potwierdziły wykorzystania 13-latki. Ostatecznie uznano, że sprawca chciał ją wykorzystać, lecz ofiara mu się "stawiała", więc w efekcie ją zabił. Na jej brzuchu zabezpieczono ślad biologiczny potencjalnego mordercy. Mimo akcji zakrojonej na szeroką skalę, przez lata nie udawało się jednak odnaleźć tego, kto dopuścił się zbrodni. Aż do teraz, kiedy po 15 latach śledczy zatrzymali Michała S., 36-letniego mężczyznę. W chwili zdarzenia mieszkał w pobliżu Izabeli, miał 22 lata. Wpadł, bo w bazach DNA pojawił się ślad genetyczny jego dalekiego krewnego. Po nitce do kłębka, o czym pisaliśmy już na naszych łamach, udało się wytypować sprawcę. Skutecznie, jak się później potwierdziło.
Zobacz również: Mama 13-letniej Izy spoczęła obok swojej córki. Pani Małgorzata nigdy nie doczekała zatrzymania jej zabójcy
Michał S. został zatrzymany dokładnie 21 lipca 2026 roku, a następnie usłyszał zarzut zabójstwa, za co grozi mu kara dożywotniego więzienia. Dwie niezależne ekspertyzy potwierdziły zgodność profili genetycznych: DNA zabezpieczonego na miejscu zdarzenia oraz DNA zatrzymanego mężczyzny. On sam przyznał się zresztą do winy i został tymczasowo aresztowany. Szczegóły poniżej.
Żył, jak gdyby nigdy nic. Michał S. założył rodzinę, znalazł żonę i spłodził dzieci. Teraz najbardziej drży o losy bliskich
Michał S., jak się okazuje, martwi się teraz przede wszystkim losami swoich bliskich, nie swoimi własnymi. Po morderstwie 13-letniej Izy, żył jak gdyby nigdy nic. Znalazł żonę, spłodził dwójkę dzieci, chwalił się szczęśliwą rodziną w mediach społecznościowych. Brał też udział w licznych zawodach biegowych, czerpał z życia garściami. Jednocześnie z tyłu głowy musiał tlić się strach o ujawnienie, bo czytał w internecie na temat genetycznych baz DNA, tak jakby przeczuwał, że coś po niego nadchodzi. Jak udało nam się ustalić, żałuje tego, co zrobił.
Czytaj także: Zabójstwo 13-letniej Izy Strzałkowskiej. Prawda o użyciu baz DNA do złapania mordercy. Genetyczka dementuje
- Mój klient złożył oświadczenie, w którym wyraził skruchę i żal wobec tego, co się stało. Żałuje swoich czynów, nie chciał pozbawić pokrzywdzonej życia, nie było to jego zamiarem. Dziś najbardziej martwi się o los swoich bliskich, swojej rodziny, czyli żony i dwójki dzieci - mówi mecenas Michał Gostkowski, który reprezentuje oskarżonego, w rozmowie z "Super Expressem".
Adwokat ujawnia, że Michał S. zdaje sobie sprawę z tego, w jak trudnej sytuacji pozostawił własną rodzinę. Nie mieli przecież nic wspólnego z tym, co zrobił przed laty. Jego żona została już przesłuchana, a śledczy zabezpieczyli sprzęty elektroniczne należącego do podejrzanego, w celu zweryfikowania ich zawartości. - Nie mogę ujawnić, jak długo trwało przesłuchanie mojego klienta, ani jak obszerne złożył wyjaśnienia. Nadal trwa postępowanie i z uwagi na jego dobro, takie informacje muszą na razie pozostać niejawne - ucina mecenas Michał Gostkowski.
W najbliższym czasie Michał S. ma zostać poddany badaniom psychologicznym i psychiatrycznym, które mają ocenić, czy w chwili popełnienia zbrodni był osobą poczytalną, zdolną do pokierowana swoim losem. Diagnoza stanie się też zapewne drogowskazem w nadchodzącym procesie karnym. Za zabójstwo 13-letniej Izabeli Strzałkowskiej, oskarżonemu grozi kara dożywotniego więzienia.