Justyna Leszczuk pracuje jako anestezjolożka w dwóch warszawskich szpitalach, gdzie zajmuje się przede wszystkim dziećmi. Od początku pełnoskalowej wojny regularnie wyjeżdża także do Ukrainy, aby jako wolontariuszka pomagać medykom i rannym żołnierzom.
W wywiadzie dla serwisu onet.pl, opisała o swoich doświadczeniach z służby w pobliżu frontu oraz o niepokojących sytuacjach, z którymi zetknęła się w polskiej ochronie zdrowia. Jedna z nich dotyczyła kilkumiesięcznego dziecka z Ukrainy.
Niemowlę było w ciężkim stanie
Dziecko zostało przyjęte do jednego z warszawskich szpitali w nocy. Jego stan był poważny. Lekarze podejrzewali urosepsę, czyli ciężkie, uogólnione zakażenie, którego źródłem może być układ moczowy. Tego rodzaju stan wymaga szybkiej diagnostyki i leczenia, szczególnie w przypadku tak małego pacjenta.
Justyna Leszczuk dowiedziała się o przyjęciu niemowlęcia, gdy rano przyszła do pracy. Podczas omawiania przypadku ktoś z personelu zaznaczył, że pacjent jest Ukraińcem, choć jego pochodzenie nie miało znaczenia dla medycznego postępowania. Co gorsza niektórzy z lekarzy wyrażali się pozytywnie o zakażeniu dziecka, ponieważ ma to je nauczyć, że „w Polsce nigdy mu nie będzie łatwo”.
Słowa usłyszała Justyna Leszczuk oraz druga lekarka, która od początku wojny angażuje się w organizowanie pomocy dla obywateli Ukrainy. Obie stanowczo zareagowały. Jak wynika z relacji anestezjolożki, sytuacja szybko przerodziła się w ostrą wymianę zdań na oddziale.
Przeczytaj także: Wszedł na auto wiceminister. Gruzin został aresztowany
„Ksenofob nie powinien pracować z ludźmi”
Justyna Leszczuk powiedziała, że osoba prezentująca ksenofobiczne poglądy nie powinna pracować z pacjentami. Jej koleżanka zwróciła natomiast uwagę na tragiczne konsekwencje, do których w historii prowadziło ocenianie ludzi na podstawie ich pochodzenia.
Sprawa nie została oficjalnie zgłoszona przełożonym. Lekarka przyznała jednak, że reakcja była natychmiastowa i zdecydowana. Nie podała nazwy warszawskiej placówki ani danych osoby, która miała wypowiedzieć słowa na temat niemowlęcia.
Nie był to jedyny podobny incydent opisany przez lekarkę. Justyna Leszczuk wspomniała również o przyjmowaniu innego dziecka z Ukrainy, którego rodzice nie mówili po polsku. Anestezjolożka zaoferowała pomoc, ponieważ zna język ukraiński. W odpowiedzi miała usłyszeć od jednej z osób z personelu uwagę o znajomości „języka wroga”.
W wywiadzie z dziennikarzami Onetu, dr. Leszczuk zwróciła uwagę na to, że zachowania ksenofobiczne obecne są także wśród personelu medycznego. Uprzedzenia narodowe uderzają najbardziej w chore dzieci.
Lekarka od lat pomaga dzieciom i rannym żołnierzom
Justyna Leszczuk zaczęła angażować się w pomoc jeszcze podczas kryzysu na polsko-białoruskiej granicy. Po rosyjskiej inwazji dołączyła do zespołu medycznego uczestniczącego w ewakuacji ukraińskich dzieci wymagających kontynuowania leczenia onkologicznego w Polsce. Wcześniej koordynowała pracę oddziału intensywnej terapii w szpitalu covidowym na Stadionie Narodowym.