Zaniepokojeni mieszkańcy podwarszawskich miejscowości alarmują, że leśnicy wycinają ostatnio mnóstwo drzew. Okazuje się, że tylko w nadleśnictwie Jabłonna pod piłami drwali w ciągu ostatnich kilku miesięcy padło już ponad 2 tys. drzew. Zabija je pasożyt - jemioła.
Roślina bardzo szybko atakuje kolejne drzewa i wysysa z nich składniki mineralne. Po pewnym czasie drzewo usycha i umiera. Jak twierdzą leśnicy, wszystkiemu winne są ptaki, które przenoszą nasiona jemioły na dziobach.
- To jest sytuacja, nad którą trudno jest zapanować. Nasiona jemioły są bardzo odżywcze. Ptaki je jedzą i wycierają dzioby o korę. Z czasem na drzewie zaczynają kiełkować nasiona jemioły, która sączy soki z drzewa - mówi nadleśniczy Stefan Traczyk, szef Nadleśnictwa Jabłonna.
Do wycięcia w najbliższej perspektywie jest aż 64 tys. uschniętych, zaatakowanych przez jemiołę drzew, przede wszystkim w sosnowych lasach. Jedynym drzewem, jakie opiera się jemiole, jest buk.
- Niestety, w tym roku będziemy musieli wyciąć sporo martwych i zarażonych drzew. Ale w to miejsce posadzimy nowe. W zamian mamy przygotowanych już 3,5 mln pięknych sadzonek - dodaje nadleśniczy Traczyk.