- Wiktoria twierdzi, że lekarze odesłali ją do domu, choć skurcze miała co trzy minuty. Dyrekcja szpitala przedstawia inną wersję wydarzeń.
- Jej partner Karol P. miał grozić położnym, znieważać je i niszczyć wyposażenie szpitala. Straty oszacowano na 67 tys. zł.
- Sąd nie zgodził się na tymczasowe aresztowanie mężczyzny. Śledztwo dotyczy m.in. gróźb karalnych, naruszenia nietykalności cielesnej i zniszczenia mienia.
Po badaniu wróciła do domu. Dziecko upadło na podłogę. „Lała się ze mnie krew”
Sprawa zaczęła się w Międzyleskim Szpitalu Specjalistycznym w Warszawie. Wiktoria, będąca trzy dni przed terminem porodu, zgłosiła się do placówki z regularnymi skurczami. Jak relacjonowała w rozmowie z Gazetą Wyborczą, pojawiały się one co trzy minuty. Kobieta twierdzi, że została odesłana do domu, a personel miał zalecić jej ciepłą kąpiel.
Nie minęła nawet godzina, gdy rozpoczął się poród. Wiktoria urodziła na podłodze łazienki. - Lała się ze mnie krew - mówiła portalowi. Przy porodzie była jej siostra. Dziecko wyślizgnęło się i upadło na ziemię. Bliscy obawiali się, że maluch stracił przytomność, ustalił reporter se.pl. Najważniejsza wiadomość jest jednak taka, że dziecko żyje i nic mu się nie stało - usłyszeliśmy od pełnomocnika rodziny, Olafa Świderskiego.
Według informacji przekazywanych przez szpital, matka i noworodek byli w dobrym stanie po ponownym przyjęciu do placówki.
Pojechał do szpitala i rozpętał awanturę
Gdy partner Wiktorii, Karol P., dowiedział się o dramatycznym porodzie i obawach o stan dziecka, pojechał do szpitala. Tam miał zachowywać się agresywnie wobec personelu. Z ustaleń dotyczących sprawy wynika, że groził położnym śmiercią. Mężczyzna miał także naruszyć nietykalność jednej z nich i zniszczyć szpitalne wyposażenie.
Straty oszacowano na około 67 tys. zł. Uszkodzone zostały m.in. drzwi, dystrybutor wody, gaśnica, przyciski windy oraz podwójne drzwi wejściowe.
Karol P. został zatrzymany po północy. Usłyszał cztery zarzuty dotyczące znieważenia funkcjonariuszy publicznych, gróźb, naruszenia nietykalności cielesnej oraz uszkodzenia mienia. Jego obrońca, adwokat Olaf Szczypiński, wskazywał, że mężczyzna był przekonany, iż dziecko mogło umrzeć, a jego partnerka obficie krwawiła. Według obrońcy Karol P. nie mógł uzyskać kontaktu z bliskimi, a jego telefon został zabezpieczony.
Prokuratura chciała aresztu. Sąd odmówił
Prokuratura wnioskowała o tymczasowe aresztowanie mężczyzny na trzy miesiące, na podstawie gróźb śmierci i kartoteki podejrzanego, który miał w przeszłości zatarg z prawem. Sąd nie uwzględnił tego wniosku. Jak przekazała prokurator Kiełpińska, sąd uznał, że nie ma podstaw ani do aresztowania, ani do zastosowania dozoru.
– Sąd uznał, że mężczyzna działał w stanie dużego wzburzenia emocjonalnego, co częściowo usprawiedliwia jego zachowanie – przekazała reporterowi se.pl rzeczniczka.
Obrońca rodziny Olaf Świderski podkreśla, że w jego ocenie nie ma ryzyka, by mężczyzna uciekł lub mataczył. Jak wskazuje, sprawa jest jasna i przejrzysta, a najważniejsze pozostaje to, że dziecko przeżyło i nie doznało obrażeń.
Prokuratura nie zaskarżyła decyzji sądu.
Szpital odpiera zarzuty
Dyrekcja Międzyleskiego Szpitala Specjalistycznego w Gazecie Wyborczej stanowczo zakwestionowała część relacji przedstawianej w mediach. Twierdzi, że Wiktoria została zbadana, a personel zaproponował jej dalszą obserwację i to ona miała poprosić o wypis. Według szpitala ponowne przyjęcie matki i dziecka po porodzie domowym odbyło się zgodnie z procedurami i oboje byli w dobrym stanie.
Wiktoria podtrzymuje jednak, że nie zdecydowała samodzielnie o powrocie do domu. Sprawa jej opieki medycznej pozostaje osobnym wątkiem od postępowania dotyczącego zachowania jej partnera.
Źródło: se.pl, Gazeta Wyborcza