Uwielbiają, ale nie jeżdżą?
To prawdziwy paradoks. Warszawiacy wprost kochają swoją komunikację miejską – tak przynajmniej wynika z najnowszego Barometru Warszawskiego. Aż 93 proc. badanych uważa transport publiczny za kluczowy element życia w mieście, a 86 proc. wystawia urzędnikom laurkę, oceniając zarządzanie siecią jako dobre lub bardzo dobre. Pasażerowie doceniają gęstą siatkę połączeń, nowoczesne pojazdy i poczucie bezpieczeństwa. Miasto nie szczędzi na to pieniędzy. To druga największa pozycja w budżecie – Warszawa zapłaciła w zeszłym roku 4 miliardy 421 milionów zł za kursowanie pojazdów, co oznacza wzrost wydatków o ponad 600 mln złotych względem roku poprzedniego.
Skoro jest tak dobrze, to dlaczego statystyki lecą w dół? Mimo zachwytów, twarde dane są nieubłagane – liczba pasażerów maleje. W 2025 roku odnotowano 932 mln podróży, co oznacza wyraźny spadek w porównaniu z rokiem poprzednim, gdy było ich blisko 956 mln. Co stoi za tym odpływem? Okazuje się, że winowajcą może być zmiana naszego stylu życia. Aż 28 proc. osób deklaruje, że nie musi już dojeżdżać do pracy czy na uczelnię, co jest efektem m.in. popularyzacji pracy zdalnej. Ta rewolucja na rynku pracy uderza w kasowniki – sprzedaż biletów wszystkich rodzajów spadła o ponad 2 proc.
Fenomen SKM i finansowa zagadka
Tu dochodzimy do kolejnego zaskoczenia. Choć biletów sprzedaje się mniej, do kasy miasta wpłynęło więcej pieniędzy. Jak to możliwe? Wpływy wzrosły o ponad 5 proc., osiągając blisko 935 i pół miliona złotych, głównie dzięki lojalnym pasażerom kupującym bilety długookresowe. Prawdziwym hitem okazała się jednak kolej. Mieszkańcy aglomeracji masowo przesiadają się do pociągów – ogromny wzrost popularności, aż o 32 proc., odnotowała Szybka Kolej Miejska. Rośnie też liczba osób korzystających ze wspólnego biletu ZTM-KM-WKD oraz parkingów P+R. Mimo to, ogólny spadek frekwencji w całej sieci to sygnał ostrzegawczy. Czy miasto zdoła utrzymać atrakcyjność transportu i uchronić pasażerów przed podwyżkami cen biletów?