2-miesięczny chłopczyk nie obudził się rano. Porażające ustalenia śledczych

2026-02-17 11:14

To miały być spokojne odwiedziny u rodziny, a zakończyły się najgorszym koszmarem, jaki może ich spotkać! W jednej z radomskich kamienic rozegrał się prawdziwy dramat. Mimo błyskawicznej reakcji służb, życia dwumiesięcznego dziecka nie udało się uratować. Na jaw wychodzą szokujące kulisy tej sprawy – co działo się w mieszkaniu, w którym panował przeraźliwy chłód?

policja

i

Autor: Andrzej Rembowski / Pixabay; Frank Weichelt/ Unsplash.com

Nocny koszmar w radomskiej kamienicy

Tragiczne wydarzenia rozegrały się pod koniec stycznia w zabytkowej, choć zaniedbanej kamienicy u zbiegu ulic Sienkiewicza i Mickiewicza w Radomiu. 37-letnia kobieta przyjechała pociągiem z Krakowa, zabierając ze sobą swojego maleńkiego synka, aby odwiedzić matkę. Nic nie zapowiadało nadchodzącego dramatu. Kobieta nakarmiła dziecko około godziny 3 w nocy, po czym położyła je spać. Kiedy kilka godzin później chciała ponownie zająć się synkiem, jej serce zamarło. Odkryła, że niemowlę jest sine i nie oddycha.

Reakcja była natychmiastowa – na miejsce wezwano pogotowie i policję. Rozpoczęła się dramatyczna walka z czasem. Najpierw matka, a potem ratownicy medyczni prowadzili desperacką reanimację, próbując przywrócić funkcje życiowe chłopca. Niestety, finał tej akcji okazał się tragiczny.

Zabójczy chłód w czterech ścianach

Kiedy emocje po nieudanej akcji ratunkowej nieco opadły, śledczy zaczęli przyglądać się otoczeniu, w jakim przebywał chłopiec. To, co zastali na miejscu, budzi ogromne zdziwienie i niepokój. W lokalu przebywały trzy trzeźwe kobiety: matka, jej siostra oraz babcia dziecka, jednak warunki bytowe były fatalne. Służby odnotowały panujący wszędzie nieporządek, ale to temperatura wewnątrz pomieszczeń zszokowała najbardziej. Według prokuratury, w mieszkaniu mogło być zaledwie 0 stopni Celsjusza.

Jak to możliwe, że w zamieszkałym lokalu panowały warunki niemal jak na zewnątrz? Kobiety tłumaczyły policji, że w piecu kaflowym ostatni raz palono poprzedniego wieczoru. Dziecko leżało w gondoli wózka, a opiekunki, prawdopodobnie świadome chłodu, ubrały je "na cebulkę". Chłopiec miał na sobie spodenki, skarpetki, koszulki, dwie pary śpioszków, czapkę, rękawiczki, kombinezon i był dodatkowo przykryty kocykiem oraz pokrowcem. Matka twierdziła, że syn był zdrowy i nie zdawała sobie sprawy z zagrożenia.

Co zabiło bezbronne dziecko?

Czy ekstremalnie niska temperatura była bezpośrednim powodem zgonu? Śledczy dysponują już wstępnymi wynikami sekcji zwłok, które rzucają nowe światło na sprawę. Lekarz sądowy orzekł, że przyczyną śmierci była ostra niewydolność oddechowo-krążeniowa, której towarzyszyło rozpoczynające się zapalenie płuc. To jednak nie koniec działań prokuratury. Biegli muszą teraz ustalić, czy wychłodzenie organizmu w lodowatym mieszkaniu przyczyniło się do tej tragedii i czy osoby dorosłe w sposób rażący naraziły życie niemowlęcia.

Prokuratura Rejonowa Radom-Wschód wszczęła śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci niemowlęcia − poinformowała prok. Aneta Góźdź, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Radomiu.

SKM uczy pasażerów pierwszej pomocy w swoim pociągu
Sonda
Wiesz jak udzielić pierwszej pomocy?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki