Warszawa: Naciągacze grasują przy zoo

2010-10-11 19:00

Czatują na parkingu od rana. Naganiacze wiedzą, że kierowca na pewno zapłaci za ochronę swojego auta. Ze względu na litość i strach gości ogrodu zoologicznego interes kwitnie.

W słoneczny weekend parkingi przy ogrodzie zoologicznym pękają w szwach. Przyjeżdżają tu całe rodziny, żeby spędzić miło czas. Dlatego tak trudno jest tu znaleźć miejsce, by zostawić samochód. Wtedy zza krzaków wyłania się niezbyt czysty mężczyzna, wyraźnie po kilku piwach, i oferuje swoją pomoc. Oczywiście nie za darmo, mimo że to bezpłatny parking.

Przeczytaj koniecznie: Warszawa: Do zoo wejdziesz za żołędzie

- Zapłacisz dychę to zagwarantuję dobre miejsce i jeszcze przypilnuję samochodu - zachęca jeden z trzech naganiaczy na parkingu od strony mostu Gdańskiego.

Wiele osób płaci nie tyle z litości, co ze strachu, że obskurny "ochroniarz" urwie lusterko albo porysuje samochód. 

Napiwek dla naganiacza nie jest mały. Jedni płacą 5 zł, inni nawet 10 zł. - Dobrze tu zarabiamy i wychodzi niezła tygodniówka. Czasami w ciągu miesiąca w kieszeni mam więcej niż dostaję zasiłku - chwali się jeden z "parkingowych".

Patrz też: Zoo: Koczkodan Gruby ma nową żonę!

- Dotychczas nie otrzymaliśmy zgłoszenia o próbie wyłudzenia na parkingu przy ogrodzie zoologicznym. Jedyne, co możemy zrobić, to pouczyć i prosić o usunięcie się z parkingu - rozkłada bezradnie ręce Monika Niżniak (31 l.), rzeczniczka stołecznych strażników. Dlatego goście zoo nadal będą nagabywani przez naganiaczy, chyba że dyrekcja zoo wypowie im wojnę.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki