W słoneczny weekend parkingi przy ogrodzie zoologicznym pękają w szwach. Przyjeżdżają tu całe rodziny, żeby spędzić miło czas. Dlatego tak trudno jest tu znaleźć miejsce, by zostawić samochód. Wtedy zza krzaków wyłania się niezbyt czysty mężczyzna, wyraźnie po kilku piwach, i oferuje swoją pomoc. Oczywiście nie za darmo, mimo że to bezpłatny parking.
Przeczytaj koniecznie: Warszawa: Do zoo wejdziesz za żołędzie
- Zapłacisz dychę to zagwarantuję dobre miejsce i jeszcze przypilnuję samochodu - zachęca jeden z trzech naganiaczy na parkingu od strony mostu Gdańskiego.
Wiele osób płaci nie tyle z litości, co ze strachu, że obskurny "ochroniarz" urwie lusterko albo porysuje samochód.
Napiwek dla naganiacza nie jest mały. Jedni płacą 5 zł, inni nawet 10 zł. - Dobrze tu zarabiamy i wychodzi niezła tygodniówka. Czasami w ciągu miesiąca w kieszeni mam więcej niż dostaję zasiłku - chwali się jeden z "parkingowych".
Patrz też: Zoo: Koczkodan Gruby ma nową żonę!
- Dotychczas nie otrzymaliśmy zgłoszenia o próbie wyłudzenia na parkingu przy ogrodzie zoologicznym. Jedyne, co możemy zrobić, to pouczyć i prosić o usunięcie się z parkingu - rozkłada bezradnie ręce Monika Niżniak (31 l.), rzeczniczka stołecznych strażników. Dlatego goście zoo nadal będą nagabywani przez naganiaczy, chyba że dyrekcja zoo wypowie im wojnę.