Spis treści
- Przemoc w internecie i grach a ataki w szkołach
- Justyna Kotowska o naśladowaniu dorosłych przez dzieci
- Ranna Nikola i atak toporkiem. Sprawca był wcześniej ofiarą?
- Sygnały ostrzegawcze u 13-latka spod Wąbrzeźna
- Zatrzymany Paweł G. i planowanie zamachów
- Wizyta u psychiatry ratuje życie uczniów
- Toporek w plecaku Czarka a brak reakcji nauczycieli
- Przemoc w social mediach i klikalność
- Wirtualny świat a rzeczywistość nastolatków
W środę 7 października kolejna placówka edukacyjna zamieniła się w miejsce krwawego dramatu. Na terenie Zespołu Szkół Zawodowych nr 4 w Ostrołęce 19-letni uczeń rzucił się z ostrym narzędziem na rówieśników oraz kadrę pedagogiczną. Funkcjonariusze policji błyskawicznie obezwładnili i zatrzymali napastnika. Po tym wstrząsającym incydencie do debaty publicznej natychmiast powróciły pytania towarzyszące każdej podobnej tragedii. Opinia publiczna zastanawia się nad przyczynami braku wcześniejszej reakcji otoczenia oraz możliwościami uniknięcia takiego rozlewu krwi.
Niestety ostrołęcki incydent wcale nie stanowi niechlubnego wyjątku na mapie Polski. Zaledwie kilka dni wcześniej mundurowi ujęli 13-latka podejrzewanego o planowanie zbrodni na terenie swojej placówki, a w jego szkolnym plecaku funkcjonariusze odkryli prawdziwy bagnet. Niedługo przed tym wydarzeniem 11-letni Czarek uderzył toporkiem 10-letnią Nikolę w szkole podstawowej w miejscowości Ptaki koło Kolna. Należy również przypomnieć sprawę 17-letniego Pawła G., którego Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego ujęła pod zarzutem szykowania aktu terrorystycznego. Śledczy ustalili, że jednym z głównych celów niedoszłego zamachowca miała być właśnie placówka oświatowa.
Po ujawnieniu takich tragedii społeczeństwo błyskawicznie dzieli uczestników na bezwzględnych sprawców i niewinne ofiary. Młody agresor często otrzymuje w mediach łatkę potwora pozbawionego ludzkich odruchów. Sprawa jest jednak znacznie bardziej skomplikowana, ponieważ jeszcze chwilę przed atakiem znajomi postrzegali takiego nastolatka w zupełnie inny sposób. Matka 13-latka z okolic Wąbrzeźna wyznała dziennikarzowi „Super Expressu”, że absolutnie nie daje wiary w doniesienia o poczynaniach własnego syna. Pozostali świadkowie opisywali go jako wyjątkowo cichego i zamkniętego w sobie chłopca. Z kolei krewni Czarka wyposażonego w toporek twierdzą, że chłopiec od dłuższego czasu padał ofiarą brutalnego nękania ze strony swoich rówieśników. Rzeczywistość rzadko sprowadza się do nagłej i niewytłumaczalnej przemiany dziecka w bezduszną bestię.
Warto zacząć od tego, aby porzucić myślenie o tym, że jest jeden czynnik, który odpowiada za przemoc – mówi „Super Expressowi” Justyna Kotowska, psycholog i psychoterapeuta. – Czy to przemoc rówieśnicza, czy przemoc ze strony dorosłych wobec dzieci. Zawsze jest to kompilacja czynników.
Przemoc w internecie i grach a ataki w szkołach
Po każdym takim dramatycznym wydarzeniu społeczeństwo usilnie próbuje znaleźć jednego konkretnego winowajcę. Komentatorzy najczęściej wskazują na internet, gry komputerowe, błędy wychowawcze rodziców, wady systemu szkolnictwa, problemy natury psychicznej czy patologiczne środowisko rówieśników. Odnalezienie pojedynczej przyczyny znacznie ułatwiłoby sprawę, gdyż jej wyeliminowanie natychmiast rozwiązałoby cały kłopot. Rzeczywistość jest jednak brutalna i znacznie bardziej złożona. Według Justyny Kotowskiej kluczowy problem współczesności polega na tym, że dzisiejsza młodzież ma nieustanny i bezpośredni kontakt z brutalnymi zachowaniami na każdym kroku.
Obecnie, ze względu na rozwój nowych technologii, my wbrew pozorom jesteśmy zanurzeni w przemocy. I tolerancja na przemoc, na agresję nam wzrasta – mówi.
To, co się dzieje w social mediach, to, w jaki sposób obecnie zdobywana jest popularność, jakimi informacjami jesteśmy bombardowani, na jaką ekspozycję młodzi są wystawiani, w jakiej presji żyją – wszystko to ma znaczenie – tłumaczy Kotowska.
Problemem wcale nie są wyłącznie brutalne materiały wideo czy amatorskie nagrania szkolnych bójek krążące w sieci. Agresywne zachowanie stało się wręcz najskuteczniejszym narzędziem do przyciągania powszechnej uwagi. Im bardziej wulgarne słownictwo, gigantyczna awantura i bezlitosny atak na drugą osobę, tym wyższe słupki oglądalności w internecie. Ekspertka zauważa wyraźnie, że identyczny mechanizm funkcjonuje od dawna w ogólnopolskiej polityce i szeroko pojętej sferze publicznej. Odbiorcy masowo ignorują wyważone i merytoryczne dyskusje, a w zamian z fascynacją śledzą materiały oparte na brutalnym obrażaniu przeciwników. Najmłodsi obywatele doskonale obserwują te trendy i wyciągają z nich odpowiednie wnioski.
Justyna Kotowska o naśladowaniu dorosłych przez dzieci
Doświadczona psycholog zwraca uwagę na jeszcze jeden niezwykle istotny aspekt całego zjawiska. Starsi obywatele z wielkim oburzeniem dociekają źródeł młodzieńczej agresji. Zdecydowanie rzadziej starsze pokolenie poddaje refleksji własne zachowanie i wzorce przekazywane dorastającym nastolatkom.
Jeżeli dorośli próbują zaistnieć w świecie i zdobyć sławę poprzez prezentowanie agresywnych, przemocowych postaw, to dlaczego dzieci, obserwując nas, miałyby tego nie naśladować?
W kontekście zatrzymanego 19-latka z ostrołęckiej placówki pojawiały się nieoficjalne doniesienia o jego specyficznych pragnieniach. Nastolatek miał rzekomo zapowiadać chęć zyskania ogromnego rozgłosu w dniu swoich urodzin. Na obecnym etapie śledztwa organy ścigania nie ustaliły jeszcze faktycznych motywów tego krwawego incydentu. Dla specjalistów z zakresu psychologii chęć zdobycia rozgłosu poprzez stosowanie brutalnej siły wcale nie brzmi jak scenariusz z gatunku science fiction. Użycie radykalnych środków często zapewnia młodemu człowiekowi gigantyczne zainteresowanie, którego dotychczas brakowało w jego codziennym życiu. Z dnia na dzień sprawca staje się głównym tematem rozmów całego otoczenia.
Może się za tym kryć potrzeba zauważenia – mówi Kotowska, zastrzegając, że informacje dotyczące konkretnego 19-latka muszą zostać zweryfikowane przez śledczych.
Ranna Nikola i atak toporkiem. Sprawca był wcześniej ofiarą?
Koszmar z udziałem 11-letniego Czarka udowadnia, że oddzielenie roli oprawcy od pokrzywdzonego bywa niebywale trudnym zadaniem. Pod koniec września uczeń rzucił się z niebezpiecznym toporkiem na młodszą koleżankę na terenie placówki oświatowej. Ratownicy medyczni natychmiast zajęli się krwawiącą Nikolą, a dalszy ciąg masakry powstrzymał zdecydowany dorosły, który błyskawicznie rozbroił i obezwładnił rozjuszonego napastnika. W kolejnych dniach bliscy 11-latka tłumaczyli w mediach, że chłopiec rzekomo od dawna znosił dręczenie i drwiny ze strony szkolnych kolegów. Dyrekcja instytucji stanowczo zaprzeczyła tym doniesieniom, twierdząc o całkowitym braku podobnych sygnałów ostrzegawczych.
Wieloletnie znoszenie upokorzeń absolutnie nie daje nikomu prawa do przeprowadzania krwawych zamachów na innych ludzi. Może to jednak stanowić jeden z kluczowych czynników potęgujących niekontrolowane wybuchy złości w przyszłości. Zaprezentowane przez ekspertkę statystyki wywołują ogromne przerażenie. Badania zrealizowane przez Fundację Dajemy Dzieciom Siłę na próbie ponad 140 tysięcy nastolatków ukazały brutalną prawdę o polskiej edukacji. Aż 87 procent uczniów powyżej dziesiątego roku życia przyznało się do padnięcia ofiarą rówieśniczego nękania. Kolejne parametry wykazują jeszcze większy poziom społecznej znieczulicy. Oznacza to w praktyce, że olbrzymia grupa małoletnich ukrywa swój dramat w czterech ścianach.
Im większe jest ryzyko, że osoba doświadcza przemocy, tym większa szansa, że w przyszłości może stać się sprawcą agresji – zwraca uwagę Kotowska.
Jedynie 35 procent z nich zgłasza tę przemoc – mówi Kotowska. – To znaczy, że z jakiegoś powodu albo nie wierzą w skuteczność systemu reagowania, albo obawiają się eskalacji.
Sygnały ostrzegawcze u 13-latka spod Wąbrzeźna
Wielu opiekunów gorączkowo zastanawia się nad metodami wczesnego wykrywania nadchodzących kłopotów. Nie wymyślono do tej pory uniwersalnego katalogu cech pozwalającego na natychmiastowe zdemaskowanie potencjalnego nożownika. Takie uproszczone kategoryzowanie społeczeństwa niesie za sobą ogromne ryzyko stygmatyzacji. Nieśmiały i wycofany z życia towarzyskiego uczeń w żadnym wypadku nie staje się automatycznie kandydatem na szkolnego zamachowca. Ekspertka radzi jednak uważnie obserwować pewne niepokojące zmiany w codziennym funkcjonowaniu podopiecznych.
Zawsze powinna nas zaniepokoić nagła zmiana zachowania – mówi. – Oczywiście nie jest to sygnał specyficzny, czyli na podstawie samej zmiany zachowania nie możemy zakładać, że ktoś kogoś zaatakuje. Ale wtedy powinniśmy zwrócić uwagę na dziecko.
Do listy niebezpiecznych zjawisk należy dopisać postępujące osamotnienie, ucieczkę od świata i drastyczny zanik współczucia. W tym miejscu idealnie pasuje niedawny przypadek 13-latka ujętego przez służby tuż przed planowaną masakrą. Sąsiedzi postrzegali zatrzymanego jako wyjątkowo opanowanego introwertyka, a nie lokalnego łobuza terroryzującego okolicę. Szokująca prawda o ukrytym w szkolnym plecaku bagnecie wyszła na jaw dopiero podczas policyjnej interwencji. Eksperci apelują, aby nie traktować każdego milczącego ucznia jak tykającej bomby, lecz po prostu wykazywać autentyczne zainteresowanie gwałtownymi zmianami w jego nastroju.
Zatrzymany Paweł G. i planowanie zamachów
Najbardziej makabryczny aspekt opisanych historii paradoksalnie dostarcza organom ścigania najlepszych możliwości zapobiegawczych. Mowa tu o żmudnym procesie układania zbrodniczych scenariuszy. Funkcjonariusze rozpracowujący sprawę 17-letniego Pawła G. odkryli jego zafascynowanie militariami oraz plany uderzenia w budynek edukacyjny. Podobne kroki podejmował zatrzymany 13-latek z województwa kujawsko-pomorskiego, jednak w obu sprawach odpowiednie służby zapobiegły najgorszemu. Wszelkie groźby użycia siły oraz gromadzenie niebezpiecznych przedmiotów absolutnie muszą spotykać się z natychmiastową reakcją otoczenia. Bagatelizowanie takich incydentów to prosta droga do katastrofy.
Najtrudniej jest przeciwdziałać zachowaniom impulsywnym, nagłym, nieprzewidywalnym, bo tam nie ma tego interwału czasowego na zareagowanie zewnętrzne – wyjaśnia Kotowska. – Natomiast jeżeli ktoś planuje, to zawsze jest szansa, mniejsza lub większa, ale zawsze jest więcej czasu na to, żeby zareagować i żeby takiemu dzieciakowi pomóc.
Wizyta u psychiatry ratuje życie uczniów
Opiekunowie stający w obliczu ekstremalnych wyzwań wychowawczych nie powinni opierać się wyłącznie na domowych metodach wychowawczych. W sytuacjach bezpośredniego zagrożenia życia niezbędna okazuje się profesjonalna diagnoza lekarska połączona z odpowiednio dopasowaną formą terapii. Rodzice słyszący z ust własnego dziecka mrożące krew w żyłach deklaracje zazwyczaj próbują załagodzić sytuację zwykłą pogawędką. Gdy w grę wchodzi bezpieczeństwo samego małoletniego lub osób z jego otoczenia, interwencja doświadczonego psychiatry staje się absolutną koniecznością. Cały sekret polega na podjęciu zdecydowanych działań zanim krwawe wizje zamienią się w poranne serwisy informacyjne.
Jeżeli chodzi o stan zagrożenia sobie bądź komuś, to sama rozmowa może nie pomóc – podkreśla psycholog. – Tutaj najczęściej trzeba dodatkowej konsultacji, czasami izolacji czasowej. Zawsze musi to określić specjalista, na ile rzeczywiście osoba jest zagrażająca sobie bądź komuś.
Toporek w plecaku Czarka a brak reakcji nauczycieli
Życie rodzinne stanowi zaledwie ułamek codzienności dojrzewającego nastolatka. To właśnie w szkolnych murach kiełkują największe przyjaźnie, wybuchają brutalne konflikty i rozwija się zjawisko rówieśniczego nękania. Kadra pedagogiczna dysponuje unikalną szansą dostrzeżenia nieprawidłowości niewidocznych dla zapracowanych rodziców. Zmiany systemowe muszą obowiązywać na długo przed pojawieniem się uzbrojonego agresora na korytarzu. Skuteczny system bezpieczeństwa opiera się na żelaznej profilaktyce, błyskawicznej neutralizacji zagrożenia oraz wielomiesięcznej pracy terapeutycznej z poszkodowanymi i napastnikiem. Tylko takie wielotorowe działanie daje gwarancję uniknięcia powtórki z rozrywki.
Dzieciaki naprawdę kawał swojego czasu spędzają w szkołach – mówi Kotowska. – System edukacji musi przyjrzeć się swoim procedurom przeciwdziałania przemocy.
Na tych trzech poziomach musimy systemowo do tego problemu podejść. Inaczej takich zdarzeń będzie więcej – ostrzega Kotowska.
Analizując dramat chłopca uzbrojonego w ostry toporek, łatwo zauważyć luki w szkolnym systemie przepływu informacji. Bliscy napastnika głośno mówili o wcześniejszych prześladowaniach, czemu kategorycznie zaprzeczało grono pedagogiczne. Obie wersje wydarzeń wcale nie muszą stać ze sobą w sprzeczności. Ofiara mogła po prostu znosić codzienne upokorzenia w całkowitym milczeniu, nie informując o niczym dorosłych opiekunów. Najważniejszą kwestią pozostaje budowanie zaufania między kadrą a uczniami. Dręczony nastolatek musi mieć stuprocentową pewność, że zgłoszenie problemu odpowiedniej osobie przyniesie mu realne wybawienie z koszmaru.
Przemoc w social mediach i klikalność
Istnieje jeszcze jeden wirtualny wymiar rzeczywistości, którym starsze pokolenia interesują się zazwyczaj dopiero w obliczu gigantycznej tragedii. Współczesne nękanie rówieśnicze dawno wyszło poza szkolne boiska i tradycyjne bójki za salą gimnastyczną. Obecnie najdotkliwsze ciosy zadawane są poprzez wykluczanie z internetowych konwersacji, publikowanie upokarzających grafik i udostępnianie kompromitujących materiałów wideo. Bezwzględny świat wirtualny rządzi się swoimi prawami, a brutalne zachowania generują największe zyski z reklam.
Może być tak, że ta agresja, która jest clickbaitowa w social mediach, nie sprzyja rozwojowi empatii – mówi Kotowska. – Niestety w social mediach treści agresywne są klikalne i to jest nasza zguba.
Dojrzali obywatele bardzo często bagatelizują problem, radząc po prostu wyłączenie urządzenia i odcięcie się od wirtualnej przestrzeni. Starsi ludzie traktują sieć wyłącznie jako dobrowolny dodatek do egzystencji. Niestety, w umysłach dzisiejszej młodzieży tak drastyczne oddzielenie obu światów jest zjawiskiem całkowicie niemożliwym do zrealizowania.
Wirtualny świat a rzeczywistość nastolatków
Największa przepaść międzypokoleniowa dotyczy właśnie sposobu konsumowania cyfrowych technologii. Obywatele pamiętający czasy sprzed powszechnej komputeryzacji potrafią bez trudu odgraniczyć wydarzenia ze świata realnego od internetowych potyczek. Zdecydowana większość nastolatków absolutnie nie rozumie tego staroświeckiego podziału, traktując sieć jako naturalne przedłużenie własnego życia.
To dla nas, osób, które wzrastały bez nowych technologii, to są dwa światy. Dla młodych jest to jeden i ten sam świat – mówi Justyna Kotowska.
Wszelkie szykany napotkane na ekranie smartfona wywołują u młodego człowieka potężny ból emocjonalny. Zablokowanie wyświetlacza w żaden sposób nie kończy psychicznego cierpienia, z którym zaszczuty uczeń musi mierzyć się przez całą dobę.
Jeżeli doświadczają czegoś w internecie, w sieci, przeżywają to realnie. To jest jeden świat. Traktujmy to na równi, bo niestety ma to podobną siłę. Nie możemy tego pomijać w żaden sposób – podkreśla psycholog.