Przysiady nago, bicie kijem i zastraszanie. Przemoc w Warszawskim Ośrodku Socjoterapii.

2019-05-21 17:53

Przysiady nago, bicie kijem i zastraszanie - do takich przypadków przemocy ze strony wychowawców miało dochodzić w Młodzieżowym Ośrodku Socjoterapii nr 7 w Warszawie. Dziennikarskie śledztwo reportera radia Eska - Szymona Kępki to wynik rozmów z byłymi i obecnymi wychowankami placówki oraz pracownikami ośrodka. Bohaterowie materiału chcą zachować anonimowość.

Młodzieżowy Ośrodek Socjoterapii nr 7

i

Autor: MARCIN WZIONTEK/SUPER EXPRESS Młodzieżowy Ośrodek Socjoterapii nr 7

>>>CZYTAJ TEŻ NA STRONIE RADIA ESKA <<<

W Młodzieżowym Ośrodku Socjoterapii nr 7 przy ul. Osowskiej na co dzień uczy się i mieszka około 80 osób. To młodzież w wieku od 13 do 18 roku życia. Przez blisko dziesięć lat dochodziło tam do wielu przypadków przemocy - psychicznej i fizycznej.

– Przed sylwestrem siedzieliśmy z kolegą w kabinie i nagle patrzę, wysuwa się kij od szczotki. Najpierw uderzył mojego kolegę (...) Zaraz mi się wysunął kij spod kabiny i też dostałem. Zdenerwowałem się, otworzyłem drzwi. Stał tam wychowawca – opowiada jeden z wychowanków ośrodka.

Pierwsze przypadki przemocy w ośrodku opisuje raport Rzecznika Praw Obywatelskich z roku 2011. – Niektórzy wychowawcy stosują nieregulaminowe kary w postaci uderzenia w kark lub ćwiczeń fizycznych. Oprócz tego połowa rozmówców wskazała, że zdarzają się sytuacje, w których pracownicy placówki zachowują się niewłaściwie wobec wychowanków. Chłopcy zgłosili, że niektórzy wychowawcy krzyczą, używają wulgaryzmów, zastraszają, a także szarpią ich – czytamy w dokumencie.

Raport wskazuje, że dyrektor zobowiązał pracowników, by wszelkie konsekwencje wyciągane wobec wychowanków były zgodne ze statutem i regulaminem ośrodka.

Przemoc nie zniknęła. Mówi o nich jeden z pracowników: – Takie sygnały docierały, że chłopcy byli zabierani do jednego z pokojów i tam uderzani, w taki sposób, żeby nie było widać. Też chłopcy mówili o tym, że wychowawcy bardzo źle się do nich odnoszą, że zdarzały się przypadki bicia kijem od szczotki po kostkach podczas korzystania z toalety.

Wychowankowie skarżyli się także na przemoc psychiczną: – Jest jeden wychowawca, który tak chłopakom wjeżdża na psychikę, groźby coś, że będą mieli przechlapane – mówi jeden z nich.

W czerwcu 2018 r. Kuratorium Oświaty przeprowadziło kontrolę po anonimowym zgłoszeniu przemocy fizycznej i psychicznej w Niebieskiej Linii. W opublikowanym później raporcie stwierdzono, że co prawda większość wychowanków czuje się bezpiecznie w ośrodku i podopieczni mają zaufanie do pracowników placówki, ale zwrócono też uwagę na istniejące w ośrodku zachowania przemocowe. Duża ich część dotyczyła zachowań rówieśników i kolegów, ale wskazano także na przemoc stosowaną przez wychowawców. Inny wpis w raporcie dotyczy dyrekcji, która informowała podczas kontroli, że w ośrodku "dochodzi do sytuacji konfliktowych między wychowankami a kadrą pedagogiczną, jednak nie mają one cech stosowania przemocy fizycznej lub psychicznej".

To, na co zwracał uwagę raport, potwierdza pracownik ośrodka. Do nieprawidłowości miało dochodzić od kilku lat. - Sygnały o przemocy głównie psychicznej i fizycznej dochodziły do mnie od kilku lat. Pojawiały się informacje pisemne, donosy do różnych instytucji, ale po otrzymaniu takich pism dyrektor zastraszał nas - pracowników podczas rad pedagogicznych, że będziemy zwalniani za nielojalne zachowania.

Fakt zastraszania pracowników potwierdza również raport kuratorium: - Po kontroli dyrekcji zalecono reagować na każdy przejaw agresji psychologicznej i fizycznej oraz zapobiegać stosowaniu przemocy – czytamy.

Parę miesięcy później, na wniosek jednego z departamentów Ministerstwa Edukacji Narodowej, kuratorium ponownie skontrolowało ośrodek. Raport pokontrolny wskazał cztery przypadki przemocy fizycznej i pięć przypadków przemocy psychicznej. – Chodzi o przypadki wyzwisk, gróźb, bicia i poniżania (...) Dyrektor MOS nie wykonuje zadań związanych z zapewnieniem bezpieczeństwa oraz nie respektuje praw dziecka – napisano w podsumowaniu.

Po tej kontroli zalecono m.in. by dyrekcja zawiesiła dwóch wychowawców. – W tej chwili są dwie sprawy w toku komisji dyscyplinarnej dla nauczycieli o nieprawidłowe zachowania wobec wychowanków. Tu mówimy w obu sytuacjach o niewłaściwym słownictwie wobec wychowanków, stosowaniu przemocy fizycznej – mówi dyrektor placówki Robert Lisewski.

Inni wychowawcy, którzy w przeszłości stosowali przemoc wobec podopiecznych nadal pracują w placówce. – Przede wszystkim była to przemoc psychiczna. W jednym przypadku wychowawca szarpał się z wychowankiem – mówi jeden z pracowników ośrodka.

W placówce są też wychowawcy, którzy kilka lat wcześniej urządzili swoiste "przesłuchanie" swojemu podopiecznemu: – Musiałem robić przysiady nago, miałem robione testy [na obecność używek - przyp. red.] bez zgody mojej mamy. Sprawa została zamieciona pod dywan. Dyrektor wiedział o tym, (...) sam mówił żebym nikomu o tym nie wspominał – relacjonuje były wychowanek ośrodka. 

- Jeden z wychowawców uderzył chłopaka batonem [pałką teleskopową – przyp. red.] w plecy (...) Zrobił mu tam ślad na plecach i ten wychowanek bał się powiedzieć o tym. On jest z takich, co nie strzela z ucha [nie donosi – przyp. red.] – opowiedział nam o tym, co się działo już w tym roku, inny z wychowanków.

– Tuż po samej kontroli agresja się nasiliła z ich strony [wychowawców – przyp. red.], wychowankowie byli zastraszani, że jeżeli coś powiedzą, nie przez wszystkich, ale przez jednego wychowawcę, że im łby porozwala, i że mogą sobie go zgłaszać do kuratorium – opowiada jeden z pracowników.

Na pytanie, czy wychowankowie, którzy zgłaszali przemoc mogą liczyć na pomoc, dyrektor Lisewski odpowiada: – Na podstawie praktyki zwołujemy zespół wychowawczy. Z takim wychowankiem wszyscy specjaliści się spotykają, wszyscy się spotykamy. I na ten temat się po prostu rozmawia – czy taka sytuacja miała miejsce czy nie.

Nadzór nad ośrodkiem sprawuje Biuro Edukacji m.st. Warszawy. Według władz biura, wszystkie dotychczasowe przypadki przemocy są wyjaśniane, a po kontroli z października zeszłego roku, według wiedzy urzędników, w ośrodku nie dochodziło do żadnych nieprawidłowości. Joanna Gospodarczyk, dyrektor Biura Edukacji m.st. Warszawy zapewnia: – Nasi pracownicy chodzą na taki rodzaj monitoringu. (...) Jesienią była wizyta, były rozmowy naszych inspektorów z pracownikami MOS. Od stycznia właściwie nic się tam nie dzieje.

O komentarz do sprawy poprosiliśmy wiceprezydent Warszawy odpowiedzialną za edukację. - Nadzór pedagogiczny na pracą nauczycieli i wychowawców pełni Kuratorium Oświaty, nie miasto. Dlatego, to w szczególności,  do Kuratorium należy zgłaszać wszelkie uwagi dotyczące niewłaściwego wypełniania obowiązków przez kadrę pedagogiczną. Oczywiście jako miasto również stanowczo reagujemy, na wszelkie sygnały.  Z naszej strony – trwa postępowanie dotyczące zawieszenia dyrektora placówki. W najbliższych dniach planowana jest następna kontrola  Biura Edukacji - odpisała z kolei na pytania Super Expressu Renata Kaznowska.

Źródło: radio Eska.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki