Koszmarny wypadek
Do wypadku doszło w niedzielę, 9 sierpnia, na terenie Kampinoskiego Parku Narodowego. 24-latka jechała oplem astrą razem ze swoją 4-letnią córką. W pewnym momencie na poboczu pojawił się łoś. Zwierzę nie weszło na jezdnię, ale kobieta odbiła kierownicą, zjechała z drogi i uderzyła w drzewo. Sama praktycznie nie ucierpiała. Jej córka doznała bardzo poważnych obrażeń głowy i kręgosłupa. Jeżeli przeżyje, obrażenia prawdopodobnie na zawsze zmienią jej życie.
Według wstępnych ustaleń kobieta prawdopodobnie przewoziła córkę na przednim siedzeniu przy aktywnej poduszce powietrznej pasażera. 24-latka twierdzi, że dziewczynka siedziała w foteliku i była zapięta pasami.
Przepisy pozwalają na przewożenie dziecka na przednim siedzeniu, jeżeli znajduje się ono w odpowiednim foteliku lub innym urządzeniu przytrzymującym. Zabronione jest natomiast przewożenie dziecka tyłem do kierunku jazdy na przednim siedzeniu przy aktywnej poduszce powietrznej.
Podejrzana wyszła na wolność
Prokuratura przesłuchała już podejrzaną. 24-latka przyznała się do zarzucanego jej czynu i złożyła wyjaśnienia. Śledczy nie zdecydowali się na zastosowanie wobec niej żadnych środków zapobiegawczych. Kobieta nie została objęta dozorem policyjnym, prokuratura nie wystąpiła również do sądu z wnioskiem o jej tymczasowe aresztowanie. Stan psychiczny matki jest bardzo ciężki, a osadzenie jej w areszcie mogłoby go tylko pogorszyć.
– Prokuratura nie widzi możliwości, aby kobieta mataczyła w śledztwie. Wszystkie dowody są zabezpieczone i badane przez ekspertów. Nie ma również obaw, że podejrzana będzie próbowała uciec – mówi prokurator Marzena Kiełek-Łopińska z Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga.
Podczas przesłuchania mama poszkodowanej 4-latki przyznała również, że próbowała zdobyć prawo jazdy. Podeszła do egzaminu praktycznego, ale go nie zdała. Po pierwszej nieudanej próbie zrezygnowała. Mimo to nadal jeździła samochodem, narażając na niebezpieczeństwo siebie, innych uczestników ruchu, a przede wszystkim własną córkę.