Widać, ze świeżo zaprzysiężony prezydent nie lubi się spóźniać. Bo już o godzinie 8.40 z całą rodziną wyszedł z domu. Towarzyszyła mu zona Gosia oraz dzieci i teść. Ale nie wsiedli d limuzyny. Ruszyli w stronę przystanku.
Rano w Warszawie było bardzo zimno, dlatego Rafał Trzaskowski na przystanku założył na głowę kaptur i cierpliwie czekał na autobus.
Zobacz też: Takie auto ma Rafał Trzaskowski
Autobusem Trzaskowscy podjechali na krańcową stację metra – Kabaty. W pociągu ze względu na tłok, Trzaskowski wziął Stasia na kolana. Chłopiec bawił się telefonem, a nowy prezydent Warszawy wnikliwie przyglądał się jeszcze swoim notatkom. Czyżby szlifował jeszcze swoja mowę inauguracyjną?
Trzaskowscy wysiedli na stacji Centrum, Trzaskowski chwycił synka za rękę, a żona z córką poszły za nimi. Na krańcu ruchomych schodów zapozowali jeszcze do zdjęcia jednemu z mieszkańców miasta, a później poszli w stronę PKiN, gdzie o godz. 10 odbyło się zaprzysiężenie.