Donald Tusk: "Muszą polecieć głowy"
Sprawa gigantycznych zarobków Dawida Kacprzyka wkracza w nowy etap. Po politycznej burzy, która doprowadziła do jego odejścia z Koalicji Obywatelskiej, głos zabrał premier Donald Tusk. Szef rządu nie ukrywał, że oczekuje zdecydowanych działań. Pytany przez dziennikarzy o komentarz do skandalu z radnym-lekarzem milionerem, wywołał do tablicy prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego.
- Prezydent Warszawy ma wszystkie możliwe narzędzia, by wyciągnąć konsekwencje personalne, jeśli zostało złamane prawo. Jest zarządzony audyt i on wykaże, czy doszło do formalnych nieprawidłowości − skomentował aferę Donald Tusk. – Oczekuję od tych, którzy odpowiadają za ten szpital precyzyjnej informacji. To musi być wyjaśnione do spodu. Jeśli złamano prawo, będzie prokurator. Jeśli złamano tylko kwestię dobrych obyczajów, to będzie odpowiedzialność polityczna. Jeśli jest zło, głowy muszą polecieć – mówił premier, przyznał, że jest zbulwersowany.
- Ja dzisiaj nie rozstrzygnę czy dyrektor, czy wicedyrektor czy ktoś z samorządu odpowiada za te nieprawidłowości. Ja chcę, żeby bardzo szybko stwierdzono, czy takie nieprawidłowości miały miejsce. I to chyba nie jest zbyt trudne – skwitował.
Politycy Koalicji Obywatelskiej wyraźnie wystraszyli się zasięgu, jaki zyskała informacja o tym, że młody działacz KO i lekarz bez specjalizacji w rok zarobił fortunę na stanowisku w warszawskim szpitalu, biorąc dyżury. Dziennikarz portalu zero.pl. ustalił, że formalnie Kacprzyk przepracował w ubiegłym roku w szpitalu 3976 godzin, czyli średnio 331 godzin miesięcznie, po 11 godzin dziennie, a jednocześnie angażował się politycznie i pracował w innych placówkach medycznych. Informacja lotem błyskawicy obiegła internet.
Trzaskowski chce odwołać wiceprezes szpitala
Prezydent Warszawy zarządził audyt w szpitalach. Kontrolerzy wciąż analizują, czy doktor miał szansę być na dyżurach, które są w grafiku. Ale jeszcze przed zakończeniem kontroli ratusz poinformował, że prezydent zwrócił się do Rady Nadzorczej szpitala, aby odwołała dyrektorkę ds. medycznych placówki dr Agatę Kusz-Rynkun. To ona zatwierdzała grafiki lekarza oraz wystawione przez niego faktury. Do jej zadań należało m.in. dbanie o prawidłowe funkcjonowanie pionu lekarskiego całego szpitala oraz prawidłowe udzielanie świadczeń zdrowotnych przez pion lekarski i personel. A - jak wynika z cząstkowego audytu - w procesie zatwierdzania dyżurów Dawida Kacprzyka już wykazano nieprawidłowości.
Jak słyszymy nieoficjalnie, wiceprezes zarządu szpitala miała zatwierdzać mu po kilka dni z rzędu nieprzerwanej pracy. Dlaczego prezydent nie wnioskował też o odwołanie prezeski szpitala?
- Nie jest lekarzem, nie miała więc dostępu do grafików lekarzy. Podział obowiązków był szczegółowo spisany w regulaminie organizacyjnym spółki - słyszymy w ratuszu.
„Częściowe wyniki audytu potwierdziły nieprawidłowości przy obsadzie lekarza w grafiku SOR. Dlatego szpital przygotowuje zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia oszustwa przez lekarza Dawida Kacprzyka” – przekazał w komunikacie warszawski ratusz.
Lekarz-milioner stracił pracę
Szpital Południowy wypowiedział Dawidowi Kacprzykowi umowy o pracę – tę dotyczącą obowiązków koordynacji w SOR i umowę związaną ze specjalizacją z anestezjologii.
Sprawą zajmują się też Naczelna Izba Lekarska, Narodowy Fundusz Zdrowia i prokuratura.
A politycy mówią o zmianie systemu wynagradzania lekarzy. Bo istotna jest odpowiedź na pytanie, ilu jeszcze jest takich Kacprzyków w warszawskich szpitalach?
Szokujące zarobki doktora Kacprzyka łatwo było potwierdzić, bo jako radny warszawskiej dzielnicy Ursus musiał wypełnić jawne oświadczenie majątkowe. Wykazał w nim, że w 2025 roku osiągnął ponad 1,7 mln zł dochodu, z czego blisko 1,6 mln zł pochodziło z działalności medycznej. Przez rok zgromadził też ponad 700 tys. zł oszczędności i wymienił sześcioletnie BMW na nowiutkie Porsche Panamera.
Sam Dawid Kacprzyk do tej pory ani słowem nie skomentował afery wokół siebie.