- Kreowany teraz wizerunek Roberta jako wiecznego imprezowicza uważam za krzywdzący i nieprawdziwy. Znałam go z zupełnie innej strony. Gdy mieszkaliśmy razem, był romantykiem i domatorem. W maju zeszłego roku regularnie wracał do domu z kwiatami kwitnącego i pachnącego bzu. Był uczuciowy, choć nie lubił zbędnych wylewności. Nigdy nie krzyczał, nie unosił się. Mówił tylko: "Jędzuniu, nie lataj na miotle" - wspomina w rozmowie z nami Martyna.
- Uwielbiał, gdy mieszkanie pachniało kapuśniakiem. I gdy przygotowywaliśmy zgodnie z zaleceniami mamy ogórki kiszone. Ulubionym jego daniem były kotlety mielone i ziemniaki. Nie lubił żadnych "piórek w d." - jak określał wymyślne potrawy na przystrojonych talerzach. Przygotowywał świetną sałatkę z pomidorów kupowanych na lokalnym bazarku - wspomina narzeczona.
Martyna zapewnia, że nie było w nim nic z gwiazdy. - Mówił, że pokazywanie się na salonach jest próżne i niepotrzebne. Nie chciał życia celebryty. Był minimalistą. Chciał działać, tworzyć. Filmy zaraz obok muzyki były jego wielką pasją. Wiele dni i nocy poświęcał na oglądanie dokumentów historycznych. Mówił, że gdyby jeszcze miał syna, nazwałby go Mordechaj lub Juda (od przywódcy powstania machabejskiego). Sam identyfikował się z bohaterem filmu "Big Lebowski", mówiąc, że ma duszę hipisa - kontynuuje ukochana dziennikarza.
Jak wspomina Martyna, Robert był wielkim indywidualistą. Zamiast taksówką, wolał jeździć metrem i przyglądać się ludziom słuchającym muzyki. No i zawsze lubił wracać do rodzinnego Olecka. - Uwielbiał czas tam spędzony. Wyciszał się, spotykał przyjaciół. Z wielką pasją opowiadał szczegółową historię miasta, oprowadzał. Wspominał na przykład, że w budynku, w którym był jego dentysta, ukrywali się kiedyś żołnierze w czasie II wojny światowej - opowiada Martyna.
1 kwietnia tego roku Robert Leszczyński został znaleziony w swoim mieszkaniu. W śpiączce trafił do szpitala i zmarł jeszcze tego samego dnia. Wstępna sekcja zwłok wykazała niewydolność wielonarządową. Prokuratura nadal bada sprawę nagłej śmierci dziennikarza i czeka na zlecone testy toksykologiczne.
Zobacz: Michał Witkowski o śmierci Leszczyńskiego. Chlałeś, ćpałeś, ze swojej śmierci stroiłbyś żarty