- Dzięki roli w serialu "Malanowski i partnerzy" spotkała się pani na planie z Bronisławem Cieślakiem, w którym w latach 70. kochało się mnóstwo kobiet. Ciekawa jestem, jak zareagowała pani mama lub jej koleżanki na informację, że pani z nim pracuje?
- Bardzo pozytywnie. Kilka osób powiedziało nawet, że cieszy się, że Bronek wraca na ekran, gdyż to bardzo dobry aktor i szkoda, że na tak długo o nim zapomniano.
- Jak się z nim pracuje?
- Świetnie. Ma przecież olbrzymie doświadczenie. A przy tym jest niezwykle pogodnym człowiekiem i wciąż sypie dowcipami.
- Rozmawia pani z nim o polityce?
- Nigdy. Zresztą nie chce mi się wierzyć, że komuś może sprawiać przyjemność rozmowa o polityce. Rozmawiamy o najzwyklejszych sprawach: o tym jak minął weekend, o pogodzie... Polityka ma w sobie coś takiego, że trudno o niej rozmawiać bez dużych emocji, a nawet kłótni. A ja tego nie lubię i dlatego unikam takich tematów
- Jak wyglądał pierwszy dzień na planie? Dla pani to przecież nowe doświadczenie.
- Pracowałam już na planie filmowym. W 1997 r. grałam w serialu "Dom", choć słowo "grałam" jest dużą przesadą. Tak naprawdę statystowałam. Bardzo mi się spodobała atmosfera planu filmowego, ale nie marzyłam, że kiedyś znów zagram i to rolę znacznie większą niż taką, w której wypowiadam tylko jedno zdanie. Gdy po raz pierwszy zjawiliśmy się na planie "Malanowskiego", wszyscy byliśmy ciekawi, co nas czeka. Dla mnie wyzwaniem było to, że gram poważną i skupioną na pracy kobietę, która nigdy się nie uśmiecha. A ja jestem osobą radosną i powstrzymywanie śmiechu sprawia mi kłopot.
- Kiedyś powiedziała pani, że za 10 lat może będzie naczelną pisma, a może wstąpi do partii. Te plany wciąż są aktualne?
- To był żart. Prawdę mówiąc żyję w takim biegu, że trudno mi zaplanować, co będę robiła za rok. A za 10 lat? Na pewno mam zamiar korzystać ze wszystkich szans, jakie niesie mi życie.
- Od 15. roku życia pracowała pani jako modelka. Jaka jest prawda o kulisach tego zawodu?
- Sama chciałabym wiedzieć (śmiech). Prawdę mówiąc nie jestem dobrą adresatką tego pytania. Ja nigdy nie poświęciłam się do końca tej pracy. Zresztą od początku zdawałam sobie sprawę z tego, że nie mam warunków, żeby zostać modelką np. domu mody Versace. Nigdy też nie porzuciłam nauki, żeby wyjechać np. do Japonii, choć miałam takie propozycje. W zawodzie modelki byłam więc tylko gościem i tak naprawdę nie poznałam go nigdy od kulis.
- Ma pani uprawnienia instruktorki fitness. Czy oznacza to, że można panią spotkać w jakimś klubie fitness?
- Tylko gdy sama męczę się, ćwicząc na różnych urządzeniach. Rzeczywiście mam uprawnienia instruktorki, ale nigdy z nich nie korzystałam. Mam zresztą różne uprawnienia, np. wychowawcy kolonijnego. Lubię zdobywać nowe doświadczenia i staram się nie przegapić żadnej szansy, jaką niesie mi życie.