Publicysta ma piękną żonę. To znana i lubiana aktorka
Rafał Ziemkiewicz od lat jest w szczęśliwym małżeństwie z Aleksandrą Ciejek. Wielu może kojarzyć żonę publicysty z telewizji, ponieważ jest ona aktorką. Ciejek grała m.in. w serialu „Plebania”, w którym wcielała się w rolę Angeliki Tracz. Oprócz tego występowała też w programie dla dzieci „Budzik”, w którym była opiekunką kotów — głównych bohaterów tej audycji. Pojawiła się również w innych znanych produkcjach, takich jak: „Pensjonat pod Różą”, „Ojciec Mateusz”, „Na dobre i na złe”, „Druga szansa”, „W rytmie serca” oraz „Korona królów”. W 2017 roku na antenie TVP2 prowadziła reality show „Rodzina sama w domu”. Ze związku z aktorką Rafał Ziemkiewicz ma dwie dorosłe córki, a jedna z nich — starsza — niedawno się zaręczyła.
Nie jest tajemnicą, że aktorka to druga żona dziennikarza. Co więcej, jest on z nią w związku już o wiele dłużej niż z pierwszą żoną. Niegdyś wspomniał o pierwszym małżeństwie w dość zaskakujący sposób, gdy odnosił się do słów papieża Franciszka na temat relacji małżeńskiej, podkreślając, że będąc w związku, należy pamiętać o trzech słowach: „przepraszam”, „proszę” i „dziękuję”.
– W moim pierwszym małżeństwie „proszę”, „dziękuję”, „przepraszam” królowało. Ani razu się nie pokłóciliśmy. Nawet podczas rozwodu wersal. Tak że tego. Co innego drugie małżeństwo. Ziemkiewicz z żoną mają za sobą nieudane małżeństwa. "Wg prawa kanonicznego żyjemy w grzechu permanentnym, mamy tego świadomości"
Śmiało można powiedzieć, że dziennikarz i aktorka tworzą zgrany duet. Ostatnio o kulisach relacji opowiedzieli, goszcząc u Moniki Jaruzelskiej. W programie wyznali wprost, jak wygląda ich niesakramentalne małżeństwo. Nie tylko Ziemkiewicz jest rozwodnikiem, ale i jego żona wcześniej była mężatką. Publicysta przyznał, że gdziekolwiek nie udziela wywiadu, to zawsze prędzej czy później w rozmowie pada pytanie o jego pierwsze małżeństwo oraz rozwód. Ciejek wyłożyła kawę na ławę i bez owijania w bawełnę przyznała, jak wygląda ich życie, niczego nie ukrywając:
Wiele osób nas o to pyta, ponieważ nie wstydzimy się swojej wiary i deklarujemy, że jesteśmy osobami wierzącymi. Naprawdę żadne z nas nie jest z tego dumne, że te pierwsze małżeństwa nam się nie udały. Na pewno gdyby mogło się zdarzyć tak, że nie byłoby tych rozwodów, to wolelibyśmy, żeby tak się w naszym życiu stało. Czy to my zawiniliśmy? Na pewno w pewnym sensie tak. Żyjąc z kimś 25 lat, jak z Rafałem, wiem, że wina nigdy nie leży po jednej stronie. Absolutnie mamy poczucie, że osoby, z którymi byliśmy w pierwszych małżeństwach, skrzywdziliśmy i źle postępowaliśmy. Nie mówię, że tylko my, ale na pewno tak — przyznała odważnie aktorka.
Aleksandra Ciejek dodała, że warto o tym mówić i nie ukrywać tego, ponieważ może to pokazać osobom w podobnej sytuacji życiowej, że da się stworzyć jeszcze dobrą relację po rozwodzie, gdy jest się osobą wierzącą i w drugim związku. O rozwodach swoim i męża opowiedziała tak:
– Bardzo tego żałujemy, mamy głębokie poczucie, że tak nie powinno być, i żałujemy, że tak się stało. Jednak jest ta szansa w życiu — można udowodnić swoim życiem, że staramy się, na ile to możliwe, choć jesteśmy w związku niesakramentalnym, żyć tak, jakbyśmy byli w małżeństwie. Zdajemy sobie sprawę z tego, że według prawa kanonicznego żyjemy w grzechu permanentnym, mamy tego świadomość. Tylko co z tym życiem dalej zrobić?
Przyznała też, że gdy przed laty jedna z córek zapytała ją o to, jak to właściwie jest z rodzicami. Córki widziały, że rodzice w kościele nie chodzą do komunii. Od jednej z nich padło pytanie, czy w takim razie, gdyby rodzice spotykali się tylko od czasu do czasu i nie żyli razem, to nie mieliby grzechu permanentnego.
Można powiedzieć: czy większą wartością dla Boga byłoby to, gdybyśmy tej rodziny nie stworzyli i żyli jako samotni ludzie, grzesząc od czasu do czasu? Czy to byłoby lepsze? Nie wiem... Może kiedyś się o tym dowiem. Wydaje mi się, że Jezus nawet Marii Magdalenie wybaczył, więc liczymy na to, że postawą bardzo pokorną... bo przecież wiele osób robi unieważnienia albo nawet nie, a np. chodzi do komunii. Niestety tak się zdarza, ja tego nie oceniam... Natomiast my tego nie robimy, nie udajemy, że tamtych małżeństw nie było, nigdy nie chcieliśmy tamtych małżeństw unieważniać. Uważaliśmy, że skoro raz przyrzekało się przed Bogiem i ludźmi, to niech tak zostanie. Taką podjęliśmy decyzję — przyznała.
Dodała, że z mężem chodzą do kościoła, do spowiedzi, ale nie do komunii. Zaakceptowali taki stan z pokorą — że są to konsekwencje ich wyborów. Nie jest to łatwe, ale ponoszą konsekwencje tych działań.