Prywatne telefony jak syreny alarmowe?
Już wkrótce nasze prywatne telefony komórkowe mogą posłużyć jako... rządowe syreny alarmowe. Jak to możliwe? Choć brzmi to dość absurdalnie, minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński, dyrektor Rządowego Centrum Bezpieczeństwa Zbigniew Muszyński oraz przedstawiciele operatorów komórkowych podpisali właśnie list intencyjny w tej sprawie. Dotyczy on wdrożenia systemu o nazwie Cell Broadcast.
Na czym nowy system będzie polegał? Będzie to mechanizm wcześniejszego reagowania analogiczny do Alertu RCB. W razie wykrycia zagrożenia wszystkie aktywne telefony znajdujące się w zasięgu konkretnej stacji bazowej otrzymają komunikat o nim - tym samym zaczną wyć i wibrować niczym prawdziwa, uliczna syrena alarmowa.
Co istotne telefon zareaguje w ten sposób nawet jeśli będzie wyciszony lub będzie znajdował się w trybie czuwania. Jedyny sposób na nieotrzymanie tego alarmu to zupełne wyłączenie telefonu.
MSWiA zakłada, że nowy system zacznie działać tuż po wakacjach 2027 roku.
Spór o Alerty RCB
Przedstawiciele resortu zapewniają, że mimo tych zmian Alert RCB będzie nadal funkcjonował; dodatkowo jeszcze w tym roku ma ruszyć specjalna aplikacja informująca o zagrożeniach. Dodatkowo komunikaty o niebezpiecznych zdarzeniach mają być także emitowane w aplikacji mObywatel.
Dotychczasowa działalność Alertu RCB jest poddawana silnej krytyce zwłaszcza przez mieszkańców województw graniczących z Ukrainą - podkarpackiego i lubelskiego; ci otrzymują go bowiem regularnie, gdy tylko pociski i drony wystrzeliwane przez wojska rosyjskie znajdą się w pobliżu wschodniej granicy Polski. Wraz z Alertem uruchamiane są również syreny alarmowe. A że zazwyczaj dzieje się to w porze nocnej uciążliwość dla mieszkańców jest znaczna.
Rządzący bronią Alertów twierdząc, że nigdy nie wiadomo, czy któryś z pocisków skierowanych w stronę zachodniej Ukrainy nie zabłądzi lub też celowo nie nie uderzy w terytorium Polski; a po przekroczeniu granicy RP na rozsyłanie ostrzeżeń jest już za późno - trzeba to więc robić wcześniej, gdy niebezpieczne obiekty są po stronie ukraińskiej.
Przeciwnicy Alertów zauważają jednak, że tak częste ostrzeganie ludności o zagrożeniu z jednej strony sieje panikę i lęk wśród społeczeństwa, a z drugiej na znaczną część populacji działa znieczulająco - w efekcie jeśli kiedyś pojawi się realne zagrożenie większość ludzi zapewne zignoruje ostrzeżenie, co może doprowadzić do tragedii.
Z jeszcze innej strony patrząc w razie prawdziwego uderzenia drona czy rakiety osoby, które przeżyją, ale nie zdążą na czas ukryć się przed atakiem z pewnością będą miały uzasadnione pretensje do władz, że nie są zostały ostrzeżone. Dlatego też nie można się dziwić decydentom, że wolą "chuchać na zimne" i emitować sygnały ostrzegawcze nawet gdy zagrożenie jest jedynie potencjalne.
Dron uderzył tuż obok przejścia granicznego z Polską: