Wirus dopadł mistrza olimpijskiego. Alexander Kopacz ostrzega przed niewidzialnym napastnikiem

2021-04-26 12:56

Kolejny mistrz sportu padł ofiarą koronawirusa. Dopadł on kanadyjskiego bobsleistę o polskich korzeniach Alexandra Kopacza, mistrza olimpijskiego w dwójkach z Pjongczangu 2018. Choroba ma ostry przebieg, chociaż jej najgorsza faza już chyba minęła.

Dwójka bobslejowa Kanady

i

Autor: Associated Press

- Nigdy wcześniej nie czułem się tak blisko śmierci - powiedział Kopacz serwisowi telewizji CBC, gdy już poprawił się jego stan po kilku dniach pobytu w szpitalu w szpitalu uniwersyteckim w mieście London w prowincji Ontario, gdzie maska tlenowa wspomagała jego oddech. - To było okropne.

31-letni Alexander Kopacz pochodzi z polskiej rodziny. W Kanadzie osiedlili się jego dziadkowie ze strony matki. Polscy rodzice także poznali się w Kanadzie. On sam całkiem poprawnie mówi naszym językiem, bo takim posługuje się jego najbliżsi. Urodził się jednak w Ontario i reprezentuje barwy Kanady.

Najpierw próbował uprawiać pchnięcie kulą, ale bez powodzenia. W wieku 23 lat przesiadł się do bobsleja i to był strzał w dziesiątkę. Stworzyli znakomity duet z Justinem Krippsem. W roku 2018 wywalczyli Puchar Świata, a w igrzyskach olimpijskich podzielili złoty medal z niemiecką załogą Francesco Friedrich - Thorsten Margis (obie ekipy uzyskały ten sam czas czterech ślizgów z dokładnością do setnej części sekundy)

Kanadyjski bobsleista nie został jeszcze zaszczepiony przeciwko chińskiemu wirusowi. Nie wie też, gdzie się nim zaraził.

- Przed przyjęciem do szpitala nie byłem świadomy, jak brakuje mi tlenu. Do tego nieustająca wysoka gorączka z niekontrolowanym kaszlem. Każdego dnia było albo gorzej albo bez poprawy. Czego by nie zrobili, nie pomagało. Wykonali szereg badań i zobaczyli, ile mam rzeczy w płucach. W takie sytuacji wpada się w niedotlenienie, traci się kontakt z rzeczywistością, zaczyna się łamać siła woli. To niewidzialny napastnik. Nie możesz go zatrzymać. Zdrowiejący Kopacz wzywa rodaków do przestrzegania przepisów sanitarnych. - W szpitalu można zobaczyć, jak bardzo ludzie cierpią. Kiedy teraz będę widział ludzi z maską zsuniętą z nosa, a nawet kiedy będę słyszał retorykę o spisku, nie wiem, czy będę umiał powstrzymać wściekłość. To wszystko nie było i nadal nie jest żartem. A powodem, dla którego wirus ciągle zaciska swoją pętlę, jest to, że tak naprawdę sami nie zachowujemy należytej staranności.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki