Bogdan Pęk: To Pawlak powinien podać się do dymisji

2012-07-21 4:00
Bogdan Pęk
Autor: Piotr Kowalczyk

Pawlak to cynik. Gdyby Witos wstał z grobu, potraktowałby go tęgą lagą - uważa senator Bogdan Pęk, były polityk PSL.

"Super Express": - Od kilku dni życie polityczne toczy się wokół afery taśmowej. Wszyscy odsądzają PSL od czci i wiary. Ludowcy dostali to, na co sobie zasłużyli?

Bogdan Pęk: - Przyznam, że ogromnie mi żal PSL, bo to partia, której poświęciłem kilkanaście najlepszych lat mojego życia. Pamiętam ją zresztą jako zupełnie inne ugrupowanie.

- Trudno uwierzyć, że PSL mogło nie być formacją żądną stołków, wysokich apanaży i ciepłych posad dla rodziny.

- A jednak, nie w większym stopniu niż inne formacje. Niemniej od ok. 10 lat ewolucja PSL przebiega wyłącznie w jednym kierunku, który określiłbym krótko: szczyt oportunizmu i pełny koniunkturalizm.

- Kiedy PSL pożeglowało w te odmęty?

- Do pewnego momentu ludowcy starali się działać jak partia ludowa, która przede wszystkim dba o interesy narodowe i rolnicze. Punktem zwrotnym była prezesura Kalinowskiego.

- Jakie grzechy ma na sumieniu?

- To on, będąc jednocześnie ministrem rolnictwa, zgodził się w negocjacjach z UE jedynie na 25 proc. dopłaty do rolnictwa. Potem było już tylko gorzej. Apogeum osiągnięto w momencie wejścia w koalicję z PO. To wtedy PSL stało się, ujmując rzecz dyplomatycznie, pragmatyczną partią władzy.

- Zły dotyk PO?

- Odejście od programu i ideałów za stołki. I to bez umowy koalicyjnej!

- Wcześniej PSL nie było łase na stanowiska?

- Oczywiście, ludzie z PSL zawsze mieli ogromny ciąg do stanowisk. Wynikał on jednak głównie z polskiego systemu politycznego, w którym, aby oddziaływać na rzeczywistość, trzeba rozszerzać swoje wpływy w gospodarce i instytucjach państwowych.

- I nabrało to karykaturalnego wymiaru, który widzimy dziś.

- Skok na stanowiska stał się racją stanu PSL. I nie dotyczy to jedynie tych, którzy pojawiają się w najnowszej aferze, ale polityków wszystkich szczebli - od góry do dołu.

- Ryba psuje się od głowy?

- Oddolne oczekiwanie posad jest w każdej partii. Problemem PSL jest jednak kierownictwo, które swoim oportunizmem infekuje partię. Za całość odpowiada prezes Pawlak. I to on powinien się podać do dymisji.

- Partyjne doły są bez winy?

- Jest tam mnóstwo porządnych ludzi, którzy etos działacza chłopskiego zachowali. Odwołują się do tradycji witosowskiej czy mikołajczykowskiej, bo są związani z PSL od pokoleń. Niestety, do tej zdrowej, patriotycznej części stronnictwa nie dotarło jeszcze, czym dzisiaj jest ich formacja.

- A czego powinni się dowiedzieć?

- Tego, że kieruje nim kompradorska elita. Pawlak za długo trzyma władzę i ta władza zepsuła jego samego i jego najbliższe otoczenie. Miał być pragmatykiem, a okazał się cynikiem, który dla kilku stołków w rządzie zawarł pakt z "diabłem". Droga, którą obrał, prowadzi jego i partię ku przepaści. Gdyby Witos wstał z grobu, potraktował by go tęgą lagą.

- Koalicja z Platformą raczej nobilitowała PSL.

- To, jak Tusk obchodzi się z ludowcami, nie jest nobilitacją, ale upokarzaniem. Reakcja premiera na aferę pokazała, że jest dobry Tusk i zły Pawlak. Zresztą widząc miny Pawlaka, Kalinowskiego czy Sawickiego, gdy szef rządu ogłaszał, że to on pokieruje resortem rolnictwa, pomyślałem - litości, gdzie wasza godność?

- Utracili tę godność już na dobre?

- Jeśli Stronnictwo ma przetrwać jako podmiot parlamentarny, to na jesiennym kongresie musi dokonać się radykalna zmiana kierownictwa i w konsekwencji odnowa moralna. Bez tego wejście do następnego Sejmu będzie niewykonalne.

- Afera taśmowa nie będzie takim ciosem?

- PSL może utracić swój elektorat miejski, który choć był niezwykle skromny, dawał 1-1,5 proc., które pozwalały ludowcom znaleźć się w parlamencie. Jeśli nie pokażą nowego oblicza, stracą tych wyborców na zawsze.

- Kto będzie tym nowym obliczem?

- Obecnie jedynym zagrożeniem dla Pawlaka może być Piechociński. Do wybuchu afery taśmowej raczej bym na niego nie stawiał, ale teraz przed nim ogromna szansa.

- Tylko czy średni szczebel działaczy, który dzięki obecnym władzom uwił sobie przytulne gniazdka na państwowych posadach, pozwoli na zmianę. Sanacja Piechocińskiego zmiotłaby tych ludzi.

- Zachowajmy zdrowy rozsądek. Bać mogą się tylko ci, którzy trafili na stanowiska ze względu na koligacje rodzinne z czołowymi politykami PSL. I słusznie, bo to oni doprowadzili do afery.

- Pawlak do spółki z Tuskiem zamiotą aferę pod dywan. Już raz, przy zarzutach o nepotyzm w Ochotniczej Straży Pożarnej szefowi ludowców się udało...

- Przede wszystkim nie wierzę, że o nieprawidłowościach w spółkach zarządzanych przez PSL nie wiedział premier. Regularnie dostaje sprawozdania służb, w których takie informacje musiały się pojawić. Więc jeśli nadal będzie twierdził, że nic nie wiedział, to albo służby nic nie wykryły, a to świadczyłoby o nich fatalnie, albo Donald Tusk kłamie, aby uniknąć oskarżeń o niereagowanie na działalność swojego koalicjanta.

- Premier nie musi czytać wszystkiego...

- Wiadomo, nie lubi się przemęczać. Ale na pewno czytają jego najbliżsi współpracownicy - Tomasz Arabski i Paweł Graś. Ci musieli dokładnie wiedzieć o ustaleniach służb. Być może Tusk czekał na odpowiedni moment, aby wytoczyć ciężkie działa przeciwko koalicjantowi, aby wymusić na nim uległość w sprawach, które PSL trudno będzie wytłumaczyć wyborcom - likwidacja KRUS, przesunięcie funduszy kosztem wsi i małych miasteczek, zgoda na prywatyzację majątku narodowego…

- Czyli wybuch afery w tym momencie to nie przypadek?

- Początkowo myślałem, że to wewnętrzna rozgrywka w partii. Jednak coraz bardziej przekonuję się, że to rozgrywka przeciwko PSL sterowana przez PO.

- Jaka jest w tym wszystkim rola Serafina?

- Cokolwiek zagadkowa i naprawdę trudno powiedzieć, w czyjej gra drużynie. Wiem natomiast jedno - do gabinetu Serafina nie radziłbym chodzić.

- Nadzór Tuska nad resortem rolnictwa to też element większej gry?

- To pokazanie Pawlakowi jego miejsca w szeregu i wysłanie informacji, że okruchów z pańskiego stołu będzie mniej. Niewykluczone też, że wewnętrzna presja PO na opanowanie kluczowych pozycji podległych ministrowi rolnictwa była tak duża, że wymusiła na premierze tego typu działanie.

- To może być początek końca monopolu PSL w rolnictwie?

- Nie sądzę. PSL ma jednak wielu fachowców w różnych agencjach związanych z rolnictwem i trudno będzie ich z dnia na dzień zastąpić kimś z nadania PO. Natomiast zasadne jest pytanie, czy sama teka ministra rolnictwa pozostanie w rękach ludowców?

- Trudno sobie wyobrazić, żeby było inaczej.

- Kto wie, może zagranie Tuska jest sygnałem, że będą musieli się z tą funkcją pożegnać. To byłoby ostateczne poniżenie PSL.

- Jeśli jednak teka zostanie w PSL, kto będzie nowym ministrem?

- Pawlak widziałby w tej roli Eugeniusza Grzeszczaka. Choć nie jest tak sprawny intelektualnie jak Sawicki, to zaufany szefa ludowców.

- Wcześniej Tusk dokona czystki w Elewarze?

- Myślę, że tak. Jeśli tego nie zrobi, ostatecznie się skompromituje.

- Premier na wszelkie kompromitacje wydaje się uodporniony.

- Ciekawe, czy to uodpornienie by mu pomogło, gdyby ludowcy zdecydowaliby się podzielić swoją wiedzą na temat podejrzanych praktyk i polityki "prorodzinnej" w Platformie. Politycy PSL na pewno o tym sporo wiedzą. Myślę, że po przeglądzie obszarów poza rolnictwem okazałoby się, że mecz pt. "Republika kolesi" wygrałaby PO stosunkiem 4:1. To fatalny układ wyprzedający majątek, idee i zasady.

Bogdan Pęk

Były członek władz PSL, senator PiS

Grupa ZPR Media sprzeciwia się głoszeniu opinii noszących znamiona mowy nienawiści przepełnionych pogardą czy agresją. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, powiadom nas o tym, klikając zgłoś. Więcej w REGULAMINIE